Konieczność, marzenia czy poczucie obowiązku – co powoduje, że decydujemy się prosić o pomoc? Pomagam.pl to miejsce, gdzie wszystkie te potrzeby, projekty i cele znajdują przestrzeń i możliwość realizacji. Obecnie na stronie portalu znaleźć można 20 kategorii zbiórek – od leczenia, przez pomoc ofiarom pożarów, po sport, kulturę czy edukację. Pozwala to zbudować pełny obraz tego, jaką ideą kieruje się Pomagam.pl – chodzi o stworzenie przestrzeni dla wszystkich potrzebujących.
Jego prezeska, Dobrosława Gogłoza, podkreśla, że spotyka się często z wahaniem potencjalnych organizatorów zbiórek, ze wstydem, z którym się mierzą już na etapie myślenia o ich założeniu, Ludzie, szczególnie ci najbardziej potrzebujący, długo zastanawiają się, czy ich potrzeba jest wystarczająco ważna. Do nich wszystkich Gogłoza kieruje komunikat: warto innym pozwolić zdecydować, kogo chcą wesprzeć. A udzielenie pomocy jednej osobie nie musi oznaczać zabrania środków komuś innemu. Tym, co niejednokrotnie wstrzymuje przed podjęciem decyzji o poproszenie o pomoc, jest wartościowanie i porównywanie na skali „ważności” potrzeb.
A przecież nasze potrzeby są zwyczajnie obrazem tego, że jako ludzie i społeczeństwo jesteśmy różnorodni. Jak mówi Gogłoza, argumentem decydującym o założeniu zbiórki powinno być przede wszystkim przekonanie, że mamy potrzebę, która jest dla nas ważna i której sami nie jesteśmy w stanie zrealizować. Czasem będzie to zebranie funduszy na kosztowne leczenie, a czasem poproszenie o wsparcie w wydaniu solowego albumu lub tomiku poezji. Coraz szerszą kategorią okazują się też zbiórki prowadzone na rzecz zwierząt – zarówno tych domowych, psów i kotów, jak i pełniących określone funkcje na przykład w wiejskich gospodarstwach.
Pomagam.pl to jednak nie tylko przestrzeń, gdzie można znaleźć pomoc finansową. To również miejsce, w którym otrzymamy wsparcie psychiczne od społeczności darczyńców. Najlepiej chyba ilustruje to zmieniona ostatnio sekcja na stronie – „komentarze” zastąpione zostały kategorią „słowa wsparcia”. Organizatorzy zbiórek niejednokrotnie wspominają, że poczucie akceptacji, wyrazy uznania dla ich odwagi i sygnały kibicowania ich zamierzeniom spływały często od obcych ludzi. Budowały siłę do mierzenia się z trudnymi wyzwaniami i rozbudzały wiarę, że uda się osiągnąć zamierzony cel. Wielokrotnie przy okazji zbiórek odzywają się starzy znajomi, przyjaciele i koledzy, o których być może zdążyliśmy dawno zapomnieć, a którzy w tych okolicznościach wyciągają pomocną dłoń. To też pokazuje, że hasło, które znajduje się w siedzibie Pomagam.pl – „Przywracamy wiarę w ludzi” – nie jest tylko chwytliwym sloganem.
Lęk i radość
Tak było w przypadku historii Adama Grendziaka, założyciela zbiórki „Wygrać bitwę o życie”. W sierpniu 2021 usłyszał diagnozę lekarzy – szpiczak mnogi, czyli bardzo rzadki złośliwy nowotwór układu krwiotwórczego, który stanowi około 1 proc. wszystkich nowotworów złośliwych. Często towarzyszy mu również hiperkalcemia, skutek uboczny choroby, powodowany nadmierną ilością wapnia w organizmie, co prowadzi do m.in. dużych trudności w poruszaniu się, zmęczenia, a nawet do śpiączki. Choroba niestety mocno spustoszyła organizm – guzy zniszczyły kość udową, co spowodowało konieczność wstawienie endoprotezy. Kręgosłup w wyniku zmian chorobowych uległ deformacji i pięć kręgów zostało skręconych, a jeden wymagał rekonstrukcji. Jak można przeczytać na stronie zbiórki, Adam nie jest w stanie podnieść cięższych rzeczy.
Rzeczywistość zmusiła go do przestawienia się na plan minimum, który zakładał po prostu przeżycie. Za namową lekarzy założył zbiórkę, razem z szesnastoletnim synem Karolem napisał „list” do potencjalnych darczyńców, w którym z perspektywy syna opisał własną sytuację. Mówi, że najtrudniejsze było przełamanie wstydu. „Czułem się bardzo niewygodnie w pozycji proszącego, niemal jak żebrak, ale znalazłem się w miejscu, w którym nie miałem wyboru. Koszty leczenia, które może przynieść szansę poprawy, są poza zasięgiem większości osób. Przykładowo podanie jednej dawki nowoczesnego leku kosztuje 200 tys. złotych. Dla uzyskania pożądanego efektu potrzeba około 8-12 podań”. Adam jednak dodaje, że początkowy wstyd i opór przed proszeniem o wsparcie, obawa przed odsłonięciem się przed obcymi ludźmi, ustąpiły miejsce radości, gdy zbiórka zaczęła przynosić efekty.
Równolegle ze wsparciem finansowym spływały wiadomości od bliskich, znajomych i całkiem obcych ludzi, dzięki którym perspektywa pokonania choroby nabrała realnych kształtów. Dzięki wielu udostępnieniom zbiórki w internecie historia Adama miała szansę odbić się echem i przynieść efekty również w postaci realnych propozycji pomocy – przy zakupach, transporcie, domowych porządkach. Wsparcie partnerki i syna jest ogromne, jak mówi Adam, ale bez tego kręgu życzliwych osób, na przykład sąsiadów, którzy się dowiedzieli o jego sytuacji, byłoby dużo trudniej. „Ciężko mówić w tej sytuacji o poczuciu szczęścia, ale na pewno pojawiła się radość, że walka z efektami choroby nie jest toczona samotnie, że widzę sensowność tej walki”.

Potrzeby serca
Royal College of Music to uczelnia artystyczna, która renomą dorównuje najsłynniejszej nowojorskiej The Juilliard School. Od kilku lat zajmuje pierwsze miejsce na liście rankingu QS World University w kategorii Performing Arts. Jej prestiż i niezwykle wysoki poziom wzbudzają ogromne zainteresowanie wśród przyszłych studentów, a samo dostanie się na nią jest wspaniałym osiągnięciem. Katarzyna Ratajczak, skrzypaczka kończąca właśnie studia na Akademii Muzycznej w Łodzi, znalazła się w wąskim gronie osób, które przeszły eliminacje i pomyślnie zdały egzaminy do londyńskiej uczelni. Jak sama mówi: „Studia na tej prestiżowej uczelni są szansą na wszechstronny rozwój, nowe doświadczenia oraz naukę w niezwykle inspirującym środowisku, ze światowej sławy skrzypkami i nauczycielami. Dla każdego młodego instrumentalisty takie studia stanowią zwieńczenie wieloletniej ciężkiej pracy. Jednocześnie otwierają one perspektywy porównywalne chyba tylko ze skokiem w nadświetlną przyszłość muzycznych możliwości. College, dzięki specjalnemu programowi, wspiera także absolwentów w ich karierze zawodowej, większość z nich znajduje pracę zgodną z oczekiwaniami”.
Młoda skrzypaczka ma szansę zrealizować swój muzyczny potencjał i marzenie, ale główną przeszkodą jest wysokie czesne, którego wymaga szkoła (rok nauki kosztuje około 160 tys. złotych). Zmiany związane z Brexitem spowodowały, że dla kandydatów z Unii Europejskiej możliwości wsparcia w postaci kredytów czy stypendiów zostały zawieszone, a dotacje z krajowych programów stypendialnych, konkursów czy instytucji kultury są ciągle niewystarczające.
Marzenie, żeby zrealizować marzenie – tym jest obecnie zbiórka Katarzyny Ratajczak. Oczywiście pojawiły się u niej wątpliwości, że zbiórka może zostać odebrana i oceniona jako kaprys. Katarzyna podkreśla jednak, że warto ludzi obdarzyć zaufaniem i wiarą w to, że z natury są dobrzy. Potwierdzeniem tego były głosy wsparcia, które dostawała zarówno od swoich rówieśników z Akademii, jak i od obcych.
Istotne jest też, że Katarzyna, mimo że zbiórka nie była pierwszym pomysłem, jaki przyszedł jej do głowy, miała pełne wsparcie bliskich. W ten sposób udało jej się powiedzieć – nie tylko sobie, ale i światu – że ten cel jest nie tylko realizacją ambicji, ale wynika też z głębokiej potrzeby serca, bo zajmowanie się muzyką pozwala jej poczuć się u siebie, na właściwym miejscu. „Grając, mogę w pełni wyrazić siebie, a scena jest moim żywiołem, miejscem spełnień, wzruszeń i radości”.
Obawy i strach przed krytyką, zwłaszcza w przypadku próśb o wsparcie projektów edukacyjnych czy artystycznych, nieobarczonych wyższą koniecznością, są naturalne – wystawiamy się wtedy na zarzuty z wielu stron. Warto jednak, jak podkreśla Katarzyna Ratajczyk, powiedzieć sobie, że jedynym sposobem na całkowite uniknięcie krytyki jest zaprzestanie jakichkolwiek działań i tym samym życie w wegetacji.

Budowanie wspólnoty
„Niewygodne emocje, które nam towarzyszą w odsłanianiu swojej prywatności, pokazywaniu, że czegoś potrzebujemy od innych (czyli nie jesteśmy samowystarczalni) są naturalne i często nieuniknione. Możemy ten strach jednak oswoić, uświadamiając sobie, że mamy prawo prosić o pomoc, a jeśli komentujący oceniają naszą postawę jako roszczeniową, mamy też prawo powiedzieć: nie chcesz, nie dawaj, nie komentuj” – mówi profesor Magdalena Śmieja z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Łukasz Gadomer, organizator zbiórki dla swojej żony Oli, przyznaje, że emocje, które mu towarzyszyły podczas jej zakładania, były skrajnie trudne. Jak sam twierdzi, zawsze był osobą, która nie chce i nie lubi kogokolwiek prosić o pomoc, zwłaszcza jeżeli dotyczy to kwestii finansowych. Dotychczasowa pełna niezależność była tym, co cenił sobie bardzo wysoko. Jednak wszystko zmieniło się, gdy Ola Gadomer w wieku 27 lat doznała niezwykle silnego udaru pnia mózgu, jego najrzadszej i najgroźniejszej odmiany, niespotykanej u młodych osób.
Nastąpiło to po dwóch miesiącach od ślubu Łukasza i Oli. Udar poważnie uszkodził mózg, a Olę dotknął niedowład czterokończynowy. Kosztowna rehabilitacja w specjalistycznym ośrodku, comiesięczne opłaty za terapię, które będą konieczne również po opuszczeniu szpitala – jak mówi Łukasz, przekroczyło to możliwości finansowe większości ludzi. Jednak najsilniejszym argumentem za schowaniem dumy i przełamaniem oporów był fakt, że pomoc potrzebna była dla najbliższej mu osoby. Zdecydował się na założenie zbiórki.
Ten gest spotkał się z całkowitym zrozumieniem nie tylko wśród najbliższych i przyjaciół, ale, jak podkreśla Łukasz, ogromne wsparcie spotkało go również ze strony nieznajomych. Często były to osoby, które nie poprzestawały na wpłacie, ale dopytywały o postępy leczenia, wysyłały słowa wsparcia, towarzyszyły Łukaszowi w tym trudnym okresie. „Widzę duże pokłady wrażliwości w ludziach, którzy decydują się nam pomóc, więc tego wsparcia jest ogromnie dużo”.
„To poczucie, że wspierają nas nawet obce osoby może dodać siły i pomóc również w podejmowaniu innych aktywności. Widzimy, że nasze działania są skuteczne, jesteśmy akceptowani. To jest zasób, który bardzo podnosi na duchu i jest niezwykle istotnym elementem naszego dobrostanu” – mówi profesor Śmieja. Dodaje też, że zyskuje nie tylko strona prosząca. Badania pokazują, że aktywne pomaganie, nawet drobny gest skierowany w stronę drugiego człowieka, potrafi zmniejszyć poczucie samotności. Pomagając, zawiązujemy więź z ludźmi, budujemy wspólnotę.
Pomagam.pl to miejsce, gdzie różnorodność doświadczeń, historii i potrzeb może taką wspólnotę zbudować. Łukasz Gadomer dodaje, że chciałby, by jego historia mogła też przynieść jakąś zmianę innym ludziom, być impulsem do zastanowienia się nad własnym życiem, tym, co jest dla nas ważne i tym, czy udaje się nam to realizować. Być może wartością tych historii będzie również fakt, że zostawimy ten świat trochę lepszym niż go zastaliśmy.
Jeśli ktoś chciałby wesprzeć bohaterów materiału, może to zrobić tutaj:
Studia Katarzyny w Royal College of Music

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















