KINGA DAWIDOWICZ: Spot kampanii Pomagam.pl brzmi: „Jutro to mogę być ja i poproszę o pomoc. Bez wstydu. Nie oceniam, pomagam”. Dlaczego tak trudno prosić nam o pomoc?
DOBROSŁAWA GOGŁOZA: Żyjemy w świecie, w którym każdy chciałby być samowystarczalny. Pomoc wymaga przyznania się przed sobą, a też przed światem, że być może ponieśliśmy porażkę jako osoby dorosłe, które powinny być w stanie absolutnie wszystko sobie same zagwarantować. Myślę, że to może być szczególnie ciężkie w przypadku rodziców, którzy proszą o wsparcie dla swoich dzieci. Zakładamy, że rodzic zawsze powinien być w stanie utrzymać swoje dziecko, zapewnić mu bezpieczeństwo. Musimy sobie wprost powiedzieć, że to fikcja. Kiedy zdarzają się sytuacje naprawdę trudne, bardzo często nie ma wielu ludzi, którzy są w stanie samodzielnie wysupłać duże sumy. Szczególnie jeżeli leczenie kosztuje na przykład pół miliona złotych. Pojawia się wtedy często poczucie porażki, ale wydaje mi się, że to jedynie kreacja w naszej głowie. Oceniamy samych siebie niezwykle surowo, myślimy, że coś z nami jest nie tak, podczas gdy jedyne, co się wydarzyło, to sytuacja trudna i niesprawiedliwa.
I przede wszystkim niezawiniona.
Tak, nie zasłużyliśmy na chorobę czy na pożar mieszkania. Tworząc tę kampanię, chcieliśmy zderzyć się z krzywdzącymi przekonaniami. Tym, co obserwujemy, jest właśnie radość dawania, dzielenia się. Paradoks polega na tym, że nawet jeżeli faktycznie początkowo czujemy wstyd, boimy się prosić o pomoc, to gdy odważymy się w końcu wyjść do świata i powiedzieć, że potrzebujemy wsparcia, budzi to zazwyczaj u innych sympatię.
Komu łatwiej jest prosić o pomoc?
Zdecydowanie najłatwiej prowadzić zbiórki organizacjom pozarządowym, ponieważ zakładamy wtedy maskę profesjonalizmu, instytucji. Bardzo często nie prosimy wówczas dla siebie, tylko dla kogoś innego, choćby dla zwierząt czy innej osoby. Zawsze kiedy musimy prosić o wsparcie dla siebie, jest trudniej. Wyjątkiem jest może sytuacja zero-jedynkowa, ekstremalna. Wówczas częściej odczuwamy wewnętrzne przyzwolenie na proszenie o pomoc.
Jesteśmy usprawiedliwieni przed sobą i innymi.
Z rozmów z naszymi użytkownikami czy ich bliskimi, którzy rozważali założenie zbiórki, wynika, że dużo osób zadaje sobie pytanie, czy ich sytuacja jest wystarczająco trudna. A tu nie ma obiektywnej miary. W samodzielnym podjęciu takiej decyzji widzę też poszukiwanie wewnętrznej siły, zaufania sobie i swoim własnym potrzebom. Jeżeli faktycznie dana sytuacja życiowa przerasta nasze możliwości radzenia sobie z nimi, to nie powinniśmy szukać jakiegoś zewnętrznego sędziego, tylko po prostu zaufać sobie i swoim odczuciom. Przyznać, że jednak przestajemy sobie z czymś radzić. W tym przypadku po prostu finansowo.
Najczęściej prosimy o wsparcie w sytuacji, w której dotykają nas choroba, kataklizm, niespodziewane nieszczęście. Istnieją jednak też zbiórki, które pozwalają nam zrealizować swoje marzenia czy długo odkładane plany. Czy obserwujesz tutaj jakieś zmiany?
Zwiększa się liczba zbiórek na rzecz zwierząt. To może nawet nie tyle kwestia różnic w podejściu do wstydu, co w ogóle w naszym podejściu do zwierząt. Dzisiaj mamy zdecydowanie więcej psów i kotów niż kiedyś, ale też traktujemy je faktycznie jak członków rodziny. W momencie, kiedy zwierzę zaczyna chorować, nie pozbywamy się problemu, ale troszczymy się o naszego pupila. W kwestii zbiórek na realizację marzeń i projektów spotykam się z dużo większymi oporami.
Ponieważ towarzyszy nam poczucie, że są ważniejsze sprawy?
W takiej sytuacji mówię: pozwól innym zdecydować. Ludzie, którzy wpłacają na chore dziecko, są często gotowi wesprzeć twórcę, którego lubią i cenią. Darczyńca nie tylko pomaga, ale czasami głosuje za światem, w którym marzy mu się żyć. Jeżeli nie komunikujemy tego, że na coś potrzebujemy pieniędzy, to skąd darczyńca ma o tym wiedzieć?
To wynika zapewne również z przekonania, że dając jednej osobie, być może zabierasz drugiej.
Tak, wydaje mi się, że przy takich projektach zdarza się poczucie, że odbierasz pieniądze dzieciom, ale jest to zupełna nieprawda. Istnieją badania związane z crowdfundingiem, które pokazują, że najtrudniej przekonać darczyńcę do ofiarności po raz pierwszy. Osoby, które zostały już darczyńcami, będą częściej i dużo chętniej dawać innym osobom, i to na różne cele. Nie stwarzamy sytuacji niezdrowej rywalizacji. Raczej rozwijamy ekonomię wzajemnego wspierania, staramy się tworzyć społeczeństwo, które jest gotowe wspierać zbiórki w przeróżnych obszarach. Tego rodzaju crowdfunding posiada bardzo długą historię. Mało osób pamięta o tym, że na przykład Statua Wolności została opłacona dzięki zbiórkom społecznym.
Na finansowanie społeczne można spojrzeć też jak na inwestycję. To, co przekazujemy, potem często wraca do nas ze zdwojoną siłą.
Pomagam.pl jest narzędziem do budowania pewnego rodzaju wspólnotowości, w której możemy wspierać zarówno potrzeby jednostek kreatywnych, jak i osoby znajdujące się w kryzysowej sytuacji. Chcemy budować pewnego rodzaju siatkę społeczną, która sprawia, że jak będziesz kiedyś spadać, to będzie cię ona w stanie złapać.
Poza wsparciem materialnym można również otrzymać duże wsparcie psychiczne. Czujemy, że ktoś nam kibicuje i życzy dobrze.
Bardzo często osoby, które decydują się pomimo wstydu na założenie zbiórki, dostają później bardzo dużo wsparcia, potwierdzenia, że było warto. Startując z tą kampanią, chcieliśmy trochę o tym opowiedzieć. Myśl o proszeniu innych o pomoc często wywołuje poczucie porażki i wstydu, ale jeżeli popatrzysz na to oczami darczyńcy, to bardzo często stwarza to komuś okazję, żeby odnowić z tobą kontakt, powiedzieć, że cię podziwia i zawsze cię wspierał. Myślę, że to może być przełamanie tego wypolerowanego wizerunku, który często stwarzamy w mediach społecznościowych.
Pokazanie innej części siebie. Nie tylko tej wyidealizowanej.
Momenty odsłonięcia się są niezwykle cenne, ponieważ zazwyczaj nie lubimy tego robić – ale jeżeli już zbierzemy się na odwagę, to właśnie okazywanie słabości umożliwia budowanie zaufania i autentycznych relacji.
A co z zarzutem, że działania, którymi zajmuje się Pomagam.pl, osłabiają i zdejmują odpowiedzialność z państwa czy samorządów?
Całkowicie się zgadzam, że powinniśmy oczekiwać od państwa opieki. Wydaje mi się jednak, że jest miejsce zarówno dla biznesu, jak i dla państwa. Jestem po prostu przekonana, że nigdy nie będziemy w takiej sytuacji, w której np. samorządy będą w stanie przynieść rozwiązanie wszystkich problemów. Widać to na przykładzie społeczeństw rozwijających się. Obywatele potrzebują tam wsparcia nawet w przypadku bardzo prostych chorób, które często w krajach rozwiniętych już nie stanowią problemu. Z drugiej strony, im kraje bogatsze, tym więcej jest tych potrzeb. Powiedzmy, że zaspokajamy je instytucjonalnie, a dzięki temu możemy się starać o rozwiązywanie takich problemów, które czasem nam umykają. Przykładem może być wsparcie zdrowia psychicznego. Jestem mocno przekonana, że zawsze będziemy potrzebowali współpracy sektora publicznego i prywatnego – i obywateli w ogóle.
Zbiórki zatem uczą nas dbania o siebie, zaradności. Zyskujemy przy tym poczucie sprawczości, budujemy społeczne więzi.
Zorganizowanie dobrej zbiórki wymaga często naprawdę dużego zaangażowania i komunikowania się z ludźmi, np. lokalnymi mediami. Rozwija to poczucie odpowiedzialności za sytuację, w której się znaleźliśmy, motywuje do szukania rozwiązań.
Co nam dają kryzysowe sytuacje?
Jeżeli przejdziemy przez trudne wydarzenia, często zostajemy z poczuciem, że możemy przenosić góry. Zjawisko obserwowane w psychologii – post-traumatic growth – wskazuje, że osoby, które doświadczyły choroby czy z jakichś powodów znalazły się w trudnej sytuacji, po przejściu przez nią odczuwały autentyczne wzmocnienie dobrostanu psychicznego.
Pełniłaś wcześniej funkcję prezeski Stowarzyszenia Otwarte Klatki. Jak tamto doświadczenie wpłynęło na Twoją pracę w Pomagam.pl?
To dla mnie kontynuacja zawodowej ścieżki, ponieważ bardzo mnie ciekawi zajmowanie się obszarami wymagającymi społecznego zaangażowania. Praca, która umożliwia biznesowi wywarcie pozytywnego wpływu na świat. W Otwartych Klatkach bardzo duża część naszej pracy polegała na namawianiu biznesu, żeby angażował się w wartościowe projekty. Mam poczucie, że teraz jestem już trochę po drugiej stronie, ale prawie w tym samym miejscu. Pracuję w biznesie, który wnosi jakość, pozytywną wartość. To, czego się nauczyliśmy w Otwartych Klatkach – dzięki temu, że jest to organizacja, która się skupiała na przemysłowym chowie zwierząt – to przede wszystkim pozyskiwanie małych darczyńców. Wiedzieliśmy, że państwo czy Unia Europejska nie będą szczególnie zainteresowane wspieraniem naszych inicjatyw. Przeznaczanie pieniędzy na walkę z hodowlą przemysłową zwierząt to jednak osłabianie branży, która płaci przecież podatki. Wiedzieliśmy, że nasze być albo nie być to przekonanie zwykłych osób do tego, żeby wspierały nasze cele. Musieliśmy nauczyć się mówić w taki sposób, żeby przekonać nie tylko dużych grantodawców, ale przysłowiowego Kowalskiego do wsparcia nas.
Czyli umiejętność pokazywania wartości wpisanych w dany projekt okazała się kluczowa?
Tak, mówienie o problemach w taki sposób, żeby dotrzeć do ludzi, to dla organizacji pozarządowych podstawa. Uważam, że szczególnie w organizacjach pozarządowych bycie uzależnionym tylko od wsparcia państwa czy innych dużych instytucji jest bardzo niebezpieczną sytuacją. Mam poczucie, że dobrze jest od państwa oczekiwać wsparcia, ale też niekoniecznie uzależniać się od niego.
Czyli znowu wracamy do hasła kampanii Pomagam.pl i potrzeby uświadomienia sobie, że każdy z nas może być kiedyś w sytuacji, w której konieczne będzie poproszenie innych o pomoc.
Zdecydowanie tak. Potrzebujemy cały czas promować dawanie pieniędzy. Gdy zaczynamy wspierać cele charytatywne, to okazuje się, że dużo chętniej przekazujemy kolejne kwoty na inne cele. Czujemy, że to zwyczajnie jest przyjemne. Badania wykazały, że gdy wpłacimy pieniądze w sposób dobrowolny na cel, w który wierzymy, to odczuwamy większy wzrost szczęścia, niż gdybyśmy dostali podwyżkę na tę samą kwotę. Lubimy dawać, sprawia nam to przyjemność, ale musimy mieć okazję tego doświadczyć. Myślę, że potrzebujemy więcej indywidualnych organizacji, które będą angażować ludzi w dawanie. Dzięki temu budujemy społeczeństwo bardziej zaangażowane, realizujące różne cele na co dzień, a nie tylko co cztery lata przy urnach wyborczych.
A co dzieje się w przypadku, gdy osoby uprawiające zawody użyteczności społecznej znajdują się w sytuacji, gdy to one muszą prosić o pomoc?
Zaangażowanie charytatywne czy działalność w organizacjach pozarządowych w pewnym sensie działa jak ubezpieczenie. My jako Pomagam.pl mamy na to liczby. Posiadamy niezbite dowody na to, że osoby, które są bardziej zaangażowane w sytuacjach trudnych, są w stanie uzyskać zdecydowanie szybciej i zdecydowanie większą pomoc. Zaangażowanie społeczne i pomaganie innym nam się też po prostu opłaca. Największe firmy na świecie zajmują się crowdfundingiem donacyjnym, filantropijnym, co pokazuje, że ludzie gotowi są wesprzeć obce osoby. Warto o tym mówić, ponieważ to tworzy inną narrację na temat ludzi i społeczeństwa.
Zaprzeczacie wyobrażeniom o rozwiniętym egoizmie społeczeństw późnego kapitalizmu.
Tak. Hasło, które używamy wewnętrznie i które mam u siebie w biurze, brzmi: „Przywracamy wiarę w ludzi”. Powiedziałabym, że na tym polega przede wszystkim crowdfunding.
Czego sobie życzysz? Jak widzisz rozwój serwisu Pomagam.pl?
Chciałabym, żebyśmy organizowali zbiórki na różnorodne cele. Wydaje mi się, że w Polsce już trochę oswoiliśmy zrzutki na leczenie, ale jest sporo innych fantastycznych rzeczy, które mogłyby być realizowane. Stworzyliśmy teraz na stronie osobne kategorie, żeby trochę ułatwić komunikowanie o możliwościach przeróżnych zbiórek. Chcemy pozbyć się stereotypu, że jedynym słusznym celem jest uzyskanie pomocy na leczenie i nic więcej. Uruchomiliśmy i będziemy prowadzić przez cały czerwiec osobną kategorię, np. zbiórki na rzecz społeczności LGBTQ+. Chcemy stworzyć i rozwijać miejsce, gdzie każdy obywatel będzie miał możliwość doświadczyć wsparcia i akceptacji.

Dobrosława Gogłoza – prezeska Fundacji Pomagam.pl oraz dyrektorka zarządzająca serwisu Pomagam.pl. Założycielka i wieloletnia prezeska Stowarzyszenia Otwarte Klatki. Dwukrotna laureatka amerykańskiego grantu The Pollination Project, przyznawanego osobom i projektom, które przyczyniają się do budowania zrównoważonego i sprawiedliwego świata. W 2023 roku założyła serwis Doing Good, który pomaga znaleźć pracę zmieniającą świat na lepsze.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.










