„Tarantella”

"Tarantella"Lars DanielssonACT
Czyta się kilka minut

Średniowieczny traktat "Sertum papale de venesis" z 1362 r. wspomina o tym, że tarantula w momencie ukąszenia śpiewa melodię, którą chory musi potem usłyszeć, by wrócić do zdrowia. Stąd się wzięła tarantela - tradycyjny taniec z południa Włoch, oparty na ludowej wierze w tajemną współzależność muzyki i jadu. Coś w tym jest, bo na albumie Larsa Danielssona oprócz leku na banał muzyki popularnej wyraźnie pobrzmiewa też głos pająka: kuszący miałko sentymentalną, konfekcyjną nastrojowością.

Przy okazji wydanego dwa lata temu "Pasodoble", nagranego przez Danielssona z Leszkiem Możdżerem, można było mieć wątpliwości, czy duet aby nie za mocno celuje w listy przebojów, łudząc ucho muzyką przyjemną, ale błahą i przewidywalną. Na "Tarantelli" dzieje się ciekawiej, także dlatego że skład został powiększony, ale frapująca trąbka Mathiasa Eicka (zmysłowo rozwibrowana w "Pegasusie" albo sugestywnie melancholijna w "Madonnie"), efektowna gra na instrumentach perkusyjnych Erica Harlanda (szczególnie partia na kongach w niepokojącym, pełnym dreszczy "1000 Ways") i budująca dalekie plany gitara Johna Parricellego momentami tylko pogłębiają wrażenie, że muzycy są "za dobrzy" jak na przeciętne kompozycje. Mamy tu niewątpliwie świetny utwór tytułowy (gdzie na swingującym szkielecie oparto efektowny temat taranteli o narastającej dynamice kolejnych nawrotów), mamy ambitnie pomyślany "Introitus" (Możdżer na klawesynie plus drobna siateczka brzmieniowych rys i pęknięć jak na fresku), mamy zagrane samotnie przez Danielssona na wiolonczeli "Traveller’s Wife" (kojarzące się z wiolonczelowymi suitami Bacha lub z jeszcze wcześniejszymi utworami na wiolę da gamba). Ale mamy też sporo dźwiękowej waty i plumkania ("Melody On Wood", "Traveller’s Defence", "Across The Sun"), którymi łatwo się znudzić.

Można się zastanawiać, dlaczego - pojawiające się w recenzjach "Tarantelli" - "połączenie jazzu i muzyki klasycznej" jest aż tak łatwe, tak niewiele wymagające od słuchacza. I czy odniesienia do muzyki romantyzmu oraz impresjonizmu (Możdżer, trzeba to przyznać, świetnie czuje "klasyczną" frazę) plus jazzowa pulsacja nie nobilitują nadmiernie muzyki, która ma po prostu miło wypełnić czas i sprzedać się w nakładzie czyniącym płytę - "złotą". Chyba że to pomieszanie wartości jest konieczne, a współczesna wersja rytuału tarantella terapeutica takiego właśnie współistnienia "muzyki i jadu" wymaga.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 21/2009