Tak to widzę

Myślałam sobie, że (choć to niewiele zmieni) tym razem po prostu wezmę w obronę panią minister od równego traktowania, która szeroko i mocno zaatakowana została za wypowiedź przyznającą szkołom katolickim w Polsce prawo do własnej polityki personalnej.
Czyta się kilka minut

Dla oponentów przytoczona w wywiadzie możliwość, że ktoś nie otrzyma pracy, o którą się stara, była krzyczącym łamaniem zasady równości. Nikt nie miał ochoty zauważyć, że żaden pracodawca nie jest stawiany przed przymusem zatrudnienia (zupełnie czym innym jest kwestia zwalniania z pracy), bo zawsze ma prawo wybierać najlepszego. A wybieranie nauczyciela, a więc wychowawcy, człowieka wpajającego dzieciom nie tylko wiedzę, lecz także - na wiele sposobów - postawy życiowe, w oczywisty sposób zakłada zespół wymagań. Mało tego: indagujący panią minister operował przykładem "zdeklarowanej lesbijki". Zdeklarowanej, to znaczy tak czy inaczej demonstrującej otoczeniu swoją preferencję, która przecież powinna pozostawać jej sprawą prywatną. Skąd takie zdziwienie i protest przeciwko oczywistej logice, że szkoła zakładająca zespół zasad wychowania nie będzie chciała decydować się na kogoś, kto jednej z nich realizować na pewno nie będzie?

I jeszcze na marginesie tej refleksji pomyślałam sobie ze zdziwieniem, że nasza aprobata dla zasady równego traktowania w praktyce godzi się przecież bez kłopotu z tysiącem odstępstw od niej wtedy, gdy człowiek po prostu nie jest w stanie spełnić pewnych wymogów: nie każdy dostanie prawo jazdy (wystarczy daltonizm), nie każdy będzie w stanie dyrygować orkiestrą, nie każdy studiujący medycynę zda egzamin na chirurga. Itd., itd., itd. Nie protestujemy z tysiąca powodów, a tutaj rozległ się chór, i to poważnych i szanowanych osób.

Ale pani minister nie poprzestała na tamtej wypowiedzi, której chciałam bronić. W telewizyjnej dyskusji na ten temat parę dni później zaatakowała swego oponenta ad personam, nie tylko komunikując publicznie jego orientację seksualną, lecz także ujawniając jej skutki praktyczne. Zrobiła coś, czego nie godzi się robić nigdy. Słuchałam i nie chciało mi się wierzyć własnym uszom.

Pani minister w swojej pracy, traktowanej jak misja, zamierzała pokazać, że to chrześcijaństwo jest najmocniejszym źródłem godności i równości wszystkich ludzi. Dlaczego więc tak potraktowała człowieka, sama sobie zaprzeczając? Nie wiem, nie rozumiem, smutno mi.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 40/2010