Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Sztuka podróży

Sztuka podróży

13.06.2016
Czyta się kilka minut
Artysta dzisiaj musi nieustannie podróżować. Musi się konfrontować z tym, co inne, odmienne. W przeciwnym razie jego sztuce grozi zaściankowość.
Performance Tove Storch „Czytając niebieski”, kurator RU Aukje Lepoutre Ravn (Dania). 23 maja, 2013 r. Zdjęcia dzięki uprzejmości RU
S

Sztuka rodzi się w ruchu. Nie mam na myśli zawrotnej kariery, jaką wśród artystów zrobił w ostatnich latach filmowy obraz. Ani tego, że dziś w muzeum niemalże równie często oglądamy dynamiczny performance, co obraz czy rzeźbę. Wcześniej dzieło sztuki zadowalało się miejscem w trójwymiarowej przestrzeni, teraz artysta sięga po czwarty wymiar. Jego dzieło rozwija się w czasie, ewoluuje, a jego ostateczny rezultat bywa niewiadomą.

Dla współczesnego obrazu sztuki znaczący jest także inny czynnik – sami artyści znajdują się w nieustannym ruchu, stanowiąc jedną z najbardziej mobilnych i nomadycznych grup zawodowych na świecie. Ten system, znajdujący się w stanie nieustannego przepływu (ang. flux – słowo klucz w artystycznych kręgach, nie bez przyczyny najbardziej popularny międzynarodowy muzealno-galeryjny newsletter nazywa się e-flux) opiera się na rozrzuconych po wszystkich kontynentach biennale sztuki (od Wenecji do Gwangju, od Nowego Jorku do São Paulo, od Sydney do Dakaru), wszędobylskich programach rezydencyjnych (nawet na Antarktydzie!), targach sztuki, kongresach, sympozjach i konferencjach, etc. Życie ludzi sztuki to nieustanne „pielgrzymki”, napędzane potrzebą bycia we właściwym miejscu i właściwym czasie, jak i próbą nadążenia za dynamicznie zmieniającą się sztuką.

Symptomatycznym znakiem czasów są noty biograficzne artystów: „XY urodziła się w Hanoi, mieszka i pracuje w Warszawie i Nowym Jorku” albo: „AB urodził się w Białymstoku, mieszka i pracuje w Nowosybirsku i Paryżu” itd. Wydawać by się mogło, że współcześni artyści nigdy się nie zatrzymują, a za nimi wiernie podążają kuratorzy, krytycy, aż wreszcie publiczność.
To oczywiście obraz przejaskrawiony. Dotyczy przede wszystkim tych twórców, którym udało się wejść do biennalowego obiegu, mających wystawy w międzynarodowych instytucjach sztuki czy też tych, którzy wpadli w wir programów rezydencyjnych. Ale wybrańcy, jak wieszczy Gregory Sholette, twórca hipotezy o artystycznej „ciemnej materii”, to tylko mały procent ogółu twórców.

Całej reszcie pozostaje jedynie śnić o niekończących się podróżach.

Ruch w sztuce łączy się również z wiarą, że artysta wprawiony w ruch (oraz prawdopodobnie wyposażony w trzecie oko!), podróżujący na inne kontynenty i eksplorujący najbardziej egzotyczne zakątki globu, przekuje zdobyte w ten sposób doświadczenie w wielkie dzieło.

Wiara ta jest równie powszechna, co trudna do zweryfikowania. Nie w tym jednak rzecz, aby odrobić zadanie domowe na temat wskazany przez kuratora czy dyrektora muzeum (eksperyment z demokracją bezpośrednią w Rożawie?, losy Tamilskich Tygrysów?, uchodźcy na Lampedusie?). Prawdziwa wartość relacji między sztuką oraz ruchem i podróżami drzemie nie tylko w magicznej transfiguracji politycznego czy społecznego tematu w dzieło sztuki. Nie zapominajmy, że sztuka współczesna jest oparta na fundamencie wielości, różnorodności, otwartości, ekscesie, jak i pluralizmie. Sztuka dusząca się we własnym, lokalnym (narodowym, plemiennym, drużynowym etc.) sosie, najzwyczajniej w świecie marnieje. Sztuka naszych czasów musi „mówić językami”.

Artyści konfrontują się nieustannie z tym, co inne i dalekie, by (choć nie zawsze następuje to od razu) kreować znaczenia i wartości. Co ciekawe, od tej „egzotycznej” inności nie muszą nas dzielić tysiące kilometrów. Tego lata w podróż po Polsce, tej wiejskiej i małomiasteczkowej, wyrusza np. Szalona Galeria – niezwykły kolektyw założony przez Jakuba de Barbaro, Agnieszkę Polską i Janka Simona. Jest to objazdowa wystawa sztuki, nawiązująca do inicjatywy Mariana Minicha, dyrektora Muzeum Sztuki w Łodzi, który w latach 50. podróżował z reprodukcjami dzieł sztuki do wsi i małych miasteczek. Twórcy Szalonej Galerii opowiadają: „zbudujemy ją sami z tanich i ogólnodostępnych materiałów, będzie wyglądać trochę jak cyrk albo wesołe miasteczko”. Niewątpliwie ten projekt ma sens właśnie teraz, w Polsce boleśnie podzielonej i wycieńczonej politycznym sporem. Ten „artystyczny cyrk” umożliwi kontakt ze sztuką współczesną ludziom, którzy nie mieli do niej nigdy dostępu, będąc ofiarami wieloletnich zaniedbań w polityce kulturalnej. Za Szaloną Galerią nie stoi żadna instytucja, artyści zaś zainicjowali kampanię crowfundingową, by projekt doszedł do skutku. Jest to przykład dalekiej podróży, w niedalekim kraju: prowincjonalnej Polsce, o którą artyści starają się dziś upomnieć.

Ruch w sztuce współczesnej jest niezbędny, choć jak pamiętamy z lekcji fizyki, jest on także wartością względną: w zależności od punktu odniesienia dane ciało może poruszać się bądź znajdować się w spoczynku. Bywa więc, że artysta niestrudzenie podróżuje, nie opuszczając nawet swojego mieszkania. Klasyk tzw. sztuki postinternetowej, Jon Rafman, spędził tysiące godzin, wędrując po świecie za pomocą funkcji Google Street Views. Podczas eskapad Rafman kolekcjonuje obrazy wykonane przez aparat – dziewięciooką maszynę. Obrazy te ukazują świat w całym swym złowrogim pięknie. Klik, oto przypadkiem uchwycona strzelanina między gangami w Kolumbii; klik, realia postsowieckich osiedli; klik, malowniczy wrak samochodu wbity w przydrożny rów; trochę dalej człowiek przebrany za Spidermana łapie autostop; kilkanaście kliknięć stamtąd – zorza polarna i brnący wzdłuż zaśnieżonej drogi renifer. Podróże w sztuce to nie zawsze ruch od punktu A do B, ale także wirowanie wokół punktu A, wiercenie dziur w B albo bycie w punkcie A i B jednocześnie. Tak czy inaczej, bez podróży nie ma sztuki. Nic tak nie szkodzi artyście jak bezruch. ©

SEBASTIAN CICHOCKI – socjolog, kurator i krytyk sztuki. Główny kurator Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Członek jury konkursu „Artystyczna Podróż Hestii”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]