Reklama

Sympatia do Hypatii

Sympatia do Hypatii

14.12.2010
Czyta się kilka minut
Prof. Maria Dzielska: Hypatia do końca pozostała dziewicą. Kiedy jeden z uczniów zakochał się w pięknej filozofce, odtrąciła go brutalnie, pokazując nieczystą w jej mniemaniu stronę fizjologii kobiety.
Prof. Maria Dzielska / fot. Grażyna Makara
T

Tomasz Ponikło: Czy słusznie postrzegamy dziedzictwo kultury antycznej i kultury chrześcijańskiej jako odrębne zbiory, które niemal nic ze sobą nie mają wspólnego?

Prof. Maria Dzielska: Przeciwstawianie dziedzictwa antycznego dziedzictwu chrześcijańskiemu jest głęboko nieprawdziwe. Chrześcijaństwo stanęło na dwóch nogach, którymi są judaizm i filozofia grecko-rzymska. Jezus pojawił się - to doprawdy niezwykłe i tajemnicze - wraz z cesarstwem rzymskim. Nie ma więc w tym nic dziwnego, że chrześcijaństwo rozwijając się w cesarstwie, zajęło decyzją Konstantyna I Wielkiego z 313 r. pozycję równoprawną z innymi religiami.

Między tymi tradycjami nie ma przepaści. Chrześcijanie korzystali z tradycji platońskiej i arystotelesowskiej, budowali swoje konstrukcje teologiczne na fundamencie logiki antycznej.

Ale potem kultura antyczna została zniszczona przez - jak wskazuje hasło kinowego przeboju tego roku, filmu "Agora" Alejandro Amenábara - chrześcijański fanatyzm.

To nadużycie, dość dziś zresztą charakterystyczne, zwłaszcza dla tak jednostronnych produkcji - i to mimo zapewnień reżysera, że chciał stworzyć obraz wiarygodny. Tymczasem wykreował rzeczywistość, począwszy od detali takich jak ukazanie Hypatii, głównej bohaterki filmu, jako osoby wiecznie młodej, choć umierając filozofka miała ok. 60 lat, po takie prze­inaczenia, jak wymieszanie faktów historycznych w narracji, która obejmuje kilkadziesiąt lat, i obarczenie ich własną interpretacją. Owszem, pięknie oddał materialne i architektoniczne realia Aleksandrii w IV i na początku V wieku. I z tego się cieszę, bo to najwspanialsze miasto w cesarstwie, zbudowane niezwykle przestrzennie. Dwie główne ulice, tak szerokie, że jeździło się po nich powozami, przecinały miasto od wschodu na zachód i od jeziora Mareotis do Wielkiego Portu, czyli Wschodniego; a na ich przecięciu, w samym centrum, znajdowała się piękna agora...

Tylko w filmie wyraźnie widać, jak tę piękną Aleksandrię zalewa ciemna fala radykalnych chrześcijan, a bohaterka - filozofka Hypatia - staje się ofiarą ich fanatyzmu.

Ta fala wypełnia wszystkie te cudowne arterie, te skarby wykonane przez ludzi antyku. Reżyserowi umknęło tylko, że w czasie akcji filmu, na przełomie IV i V wieku, miasto było już chrześcijaństwem przeniknięte - stały budowle chrześcijańskie wznoszone od wielu dekad, a w cesarstwie od 380 r. religia chrześcijańska stała się dekretami cesarza Gracjana i Teodozjusza I religią panującą.

Widzimy więc ów zalew czarnej, wstrętnej fali chrześcijaństwa, które przedstawione jest jako twór ciemnoty, obłudników, którzy pozyskują biednych dając im chleb, ale po to, by przy ich pomocy przejąć władzę; nie cofając się zresztą przed szyderstwem, przemocą, mordami. Światła Hypatia, ucieleśnienie antycznej mądrości, zostaje zamordowana przez rozwścieczonych chrześcijan, dla których religia to tylko środek manipulacji dla celów politycznych. Dowiedział się pan z filmu czegoś więcej o chrześcijaństwie w Aleksandrii?

A powinienem?

Tak, ale reżyser nie dał panu takiej szansy. Zgodnie z tradycją apostoł Marek przyniósł do Aleksandrii chrześcijaństwo i był jej pierwszym biskupem oraz męczennikiem. Legenda mówi, że został zamordowany w podobny sposób jak Hypatia w 415 r. - związany, wleczony za powozem po ulicy wybrukowanej ostrymi kamieniami. To od tego mordu zaczyna się historia chrześcijaństwa w Aleksandrii.

Przede wszystkim zaś za życia Hypatii Aleksandria stanowiła niezwykle silny ośrodek teologiczny, najstarszy w dziejach chrześcijaństwa, a więc starszy niż w Rzymie, Antiochii, Konstantynopolu. Tutaj bowiem powstała słynna szkoła katechetyczna, która wydała Klemensa Aleksandryjskiego i z którą był związany Orygenes - wielki myśliciel budujący na bazie myśli greckiej. W tej szkole rozwinęła się alegoryczna interpretacja Pisma Świętego. Tu, w Aleksandrii, pojawiły się najważniejsze dla Kościoła czasów antycznych spory teologiczne: debaty chrystologiczne, walka z arianizmem, formowanie nauki o Trójcy Świętej. Jednoznacznie zły w "Agorze" biskup Cyryl ma w rzeczywistości duże zasługi w ukształtowaniu mariologii, jest zasłużony w walce z nestorianizmem i ma swój wielki wkład w egzegezę ksiąg Starego i Nowego Testamentu oraz apologetykę.

Dyskusje chrystologiczne w tym Kościele lokalnym doprowadziły do zwołania pierwszego soboru powszechnego w Nicei w 325 r. Wszystko to dzieje się, kiedy Hypatii nie ma jeszcze na świecie. Tymczasem oglądając film mamy wrażenie, że chrześcijaństwo nagle i niespodziewanie wdziera się przemocą do tej perły kultury antycznej.

Zamordowanie Hypatii jest tej kultury symbolicznym końcem.

Nie ona jedna została w Aleksandrii rozszarpana. Pół wieku wcześniej taką samą śmiercią zginął biskup o orientacji ariańskiej, Jerzy z Kapadocji. W Boże Narodzenie 361 r. lud, podburzony jak zawsze przez agitatorów, wlókł go po ulicach miasta. A następnie to całkowicie już zdewastowane ciało włożono na wielbłąda i ostentacyjnie, przez środek miasta, zawieziono nad brzeg morza. Tam je spalono wraz ze zwierzęciem i wrzucono do wody, żeby szczątki nie stały się relikwiami. Tak samo szczątki Hypatii spalono w miejscu Kinaron, którego nie można teraz odnaleźć, i wrzucono do morza. Chodziło o całkowite pohańbienie ciała, które było przecież niezwykle cenione w Egipcie, także po śmierci.

I to wszystko z religijnego fanatyzmu?

Mord Hypatii wbrew obiegowym opiniom nie był mordem religijnym, tylko politycznym. Istniał konflikt między patriarchą Cyrylem, który miał ochotę decydować o sprawach miasta, a prefektem Orestesem. Cesarski namiestnik nie zgadzał się na ingerowanie przywódcy religijnego w politykę wewnętrzną miasta, choć sam (jak i w większości ugrupowanie go popierające) był chrześcijaninem.

Spór rozgrywał się też na tle konfliktu Kościoła z gminą żydowską. Cyryl doprowadził do wypędzenia z Aleksandrii dużej części Żydów. Prefekt stanął w ich obronie, bo poza wszystkim patriarcha nie skonsultował z władzą świecką swoich poczynań. Ale też Orestes nie chciał iść na żaden kompromis, choć Cyryl z księgą Ewangelii w ręce zwrócił się do namiestnika o zawarcie zgody w sprawie Żydów, którzy mieli w mieście swoją dzielnicę, autonomię i liczne przywileje.

A w tym wszystkim pojawia się Hypatia. Pełniła wysoką funkcję doradcy zewnętrznego - namiestnika Egiptu, reprezentanta władzy cesarskiej, i wewnętrznego - członków rady sprawującej rządy wewnątrz miasta. Opowiedziała się za Orestesem.

To dlatego, jak widzimy w "Agorze", Cyryl wykorzystał do podburzenia przeciw niej słowa św. Pawła o nakazie milczenia kobiet na forum publicznym?

Na to nie ma dowodu. Równie dobrze możemy założyć, że Cyryl promował inne słowa tego samego autora: nie ma już pana i niewolnika, Greka i barbarzyńcy, kobiety i mężczyzny, bo wszyscy jesteśmy jednym w Chrystusie. Poza tym trzeba pamiętać, że nakaz milczenia kobiet na zgromadzeniach nie stanowi poglądu chrześcijańskiego, ale wyrasta z nauki Arystotelesa o kobiecie jako bycie niższym, który posiada wolę, ale nie potrafi się nią posługiwać, więc z natury musi podlegać mężczyźnie, gdyż ten stworzony jest do sprawowania władzy. Św. Paweł, wykształcony hellenista, był tu nieodrodnym uczniem filozofa. Choć kobiecie w prawie rzymskim dano znacznie więcej praw niż w Grecji, za życia Hypatii ten dyskryminujący pogląd nadal pokutował, często z opłakanymi skutkami.

Tymczasem mężczyźni traktowali Hypatię na równi z sobą i ona sama czuła się im równa. W sprawach publicznych o radę prosili ją namiestnicy i urzędnicy. Pojawiała się, wbrew zwyczajowi, sama w centrum miasta. W szkole, którą prowadziła w swoim domu, nie było żadnej kobiety - a więc, paradoksalnie, to kobieta kierowała edukacją mężczyzn. Prowadziła też publiczne wykłady z filozofii, na których bywali przedstawiciele warstwy urzędniczej i inteligencji. Ale już nie ci, którzy stanowili w mieście znakomitą większość, aleksandryjski motłoch.

Miejski demos składał się z niskiej warstwy Greków, ludności napływowej, Egipcjan, Syryjczyków, którzy trafiali do największego miasta portowego w tej części Morza Śródziemnego. Ponieważ nie znali Hypatii, więc z łatwością przyjęli plotkę, że sprowadza ona nieszczęścia na ludzi i miasto. Jeśli się zlikwiduje Hypatię, jak wzywał Piotr Lektor, w Aleksandrii wróci spokój. Parabolanie - świecka instytucja stworzona przez Kościół aleksandryjski, złożona z młodych ludzi, którzy sprawowali opiekę nad biednym i chorymi w mieście - niekiedy występowali jako gwardia patriarchy. I tak się stało w przypadku Hypatii, na którą atak zaczęli. Zadowolony z rozróby demos poszedł za nimi. W takich zamieszkach brali udział i chrześcijanie, i poganie, i Żydzi. Kronikarze nie byli w stanie pojąć okrucieństwa ludu aleksandryjskiego. I to do tego stopnia, że snuli przypuszczenia o złym powietrzu i fatalnym wpływie ulokowania miasta na bagnach...

Po morderstwie Hypatii nastroje faktycznie się uspokoiły. Z prostego powodu: Cyryl osiągnął to, czego chciał. Orestes opuścił Aleksandrię, a rada miejska szła już biskupowi na rękę.

Pisze Pani Profesor, że "zasady moralne Hypatii były jednak zbyt mocne, by nie przysporzyły jej cierpień" poza samą śmiercią - dlaczego?

Bo Hypatia swoje cnoty pokazywała ostentacyjnie, a jednocześnie były one publicznie spłycane i przeinaczane - tak z filozofki stała się czarownicą. Tymczasem w Aleksandrii słynęła zwłaszcza z sophrosyne (temperantia), cnoty powściągliwości, umiarkowania, wstrzemięźliwości. To dlatego mogła spotykać się bez towarzystwa przyzwoitki (albo niewolnika) z mężczyznami.

Feministki upatrują w Hypatii symbol wyzwolenia obyczajowego. Jak to pogodzić z jej powściągliwością do życia erotycznego?

Takiej interpretacji jawnie przeczą fakty. Hypatia do końca pozostała dziewicą. Kiedy jeden z jej uczniów zakochał się w pięknej filozofce - jej piękno jest potwierdzone historycznie - ta odtrąciła go brutalnie, pokazując mężczyźnie pewną nieczystą w jej mniemaniu stronę fizjologii kobiety. Tak przywróciła ucznia do przytomności, aby zajął się studiami nad tym, co stanowi piękno samo, a nie piękno przemijające.

A może widać w tym jakiś rodzaj pogardy?

Przeciwnie, wybrzmiewa w tym głębokie przekonanie - dziś zapoznane - że cnoty moralne i wiedza stanowią jedność. Teraz ignorujemy zasadę utrwaloną przez Sokratesa, że areté równa się episteme. Kto posiada doskonałość moralną, ten posiada wiedzę. Nie można bowiem osiągnąć mądrości, sophia, jeśli nie jest się moralnym. W czasach Hypatii mądrość jest drogą życia, nie może być oderwana od czynów, a więc - czyny świadczą o mądrości człowieka. Nie będzie filozofem ten, kto tkwi w występku moralnym - kakia. Nie da się poznać kosmosu ani Boga, nie będąc dobrym i nie dążąc do doskonałości. Do doskonałości droga wiedzie przez ćwiczenie w cnotach.

Hypatia osiągnęła nie tylko poziom podstawowych czterech cnót kardynalnych sformułowanych przez Platona: roztropności, umiarkowania, sprawiedliwości i męstwa - ale też ich wyższy poziom polityczny. I jeszcze kolejny, opisany przez Plotyna poziom cnót katartycznych, oczyszczających, który pozwalał na oderwanie się od doczesności i cielesności. Tak Hypatia dążyła do doskonałości, aby stać się czymś pośrednim między istnieniem ludzkim a boskim. Aż sięgnęła cnót teoretycznych. To stan wyzwolenia iskry boskości w człowieku, czegoś ponad poziomem rozumowym, ale osiągniętego w efekcie intensywnego kształtowania umysłu m.in. przez geometrię, arytmetykę, astronomię. Równocześnie: oczyszczenie i pełna wiedza. Do tego trzeba było wielkiego wysiłku edukacyjnego i etycznego.

Jak chrześcijaństwo z pojęciem miłości bliźniego przewartościowało taki sposób myślenia o osiąganiu doskonałości moralnej?

Miłość bliźniego to w świecie antyku zupełnie nowe pojęcie. Hypatia posługiwała się terminem philia, czyli miłość w przyjaźni. To fundamentalna więź między ludźmi oparta na poczuciu głębokiej przyjaźni, zbliżonej do pojęcia miłości - zespala nas podobne dążenie i droga do celu. Jako ludzie tworzymy mikrokosmos, a philia jest odbiciem w świecie tej więzi, która łączy wszystkie rzeczy w całość, philia tou kosmou, więź miłości kosmicznej, braterstwo wszystkich rzeczy w świecie, których harmonia jest pięknem, i dzięki której świat nie popada w chaos.

Miłość bliźniego idzie dalej, bo zobowiązuje nie tylko wobec osoby bliskiej.

Philia to droga podobieństwa, której nie należy przeciwstawiać miłości bliźniego. Hypatii chodziło o to, żeby - jakkolwiek pysznie to brzmi dla chrześcijan - upodobnić się do boga, a nie żeby być bez grzechu. Chrześcijaństwo wypracowało własną drogę świętości.

Która tak samo opiera się na moralnym życiu - w procesie beatyfikacyjnym Kościół bada właśnie heroiczność cnót.

Chrześcijaństwo przejęło z myśli greckiej cnoty kardynalne i wprowadziło je do Katechizmu. Dodało cnoty teologiczne: wiara, nadzieja, miłość. Dla Hypatii wiedza i cnota są nierozdzielne, w chrześcijaństwie wystarczy osiągnąć pewien poziom cnót, ale już niekoniecznie wiedzy - są przecież błogosławieni prostaczkowie.

Ale chrześcijanie też inicjują jakąś więź ze świętym, coś na podobieństwo philia. O tym Pani Profesor, zdaje się, sporo wie...

Owszem, moja Prababka jest osobą mi bliską - z czasem coraz bardziej.

Świętych obcowanie?

Tak wierzę. Modlę się do niej codziennie. A szczególnie od kilku lat, kiedy nabrał tempa jej proces beatyfikacyjny. Celina Borzęcka z domu Chludzińska (1833-1913) to niezwykła postać - żona i matka, ale też... zakonnica i założycielka wraz z córką zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstania Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Heroiczność cnót uznał Jan Paweł II, a beatyfikował ją Benedykt XVI w 2007 r. na Lateranie.

Wcześniej na potrzeby procesu przeczesano dokładnie wszystkie archiwa, które posiadały siostry zmartwychwstanki. Były w nich niezwykłe listy pisane do bliskich. Zresztą więź rodzinna charakteryzowała ją być może najbardziej. U nas z kolei panowała i panuje wobec niej wielka cześć. Celinę nazywamy: Pra, a jej córkę Jadwigę: Ciocik-Ba. Wiele mówi też fakt, że wymagany do beatyfikacji cud, cud uzdrowienia, wydarzył się... w naszej rodzinie. Chociaż, trzeba przyznać, życie zakonne chciała wybrać już jako młoda dziewczyna.

Ale odezwała się w niej cnota posłuszeństwa.

Była bardzo posłuszna, także rodzicom. Kiedy przebywała z nimi w Wilnie - przyjechali z majątku, żeby panienkę wprowadzić w świat - chciała wstąpić do wizytek. Ale rodzice wybrali jej kawalera, Józefa Borzęckiego. Poruszające jest jej późniejsze wyznanie w liście do spowiednika, że wtedy straciła wiarę. Być może to przenośnia, ale musiała przejść spore załamanie wobec narzucenia jej małżeństwa. O czym zresztą swojemu mężowi nie powiedziała. Przeciwnie, spełniała wszystkie swoje obowiązki jak najlepiej. Doczekali się czworga potomstwa, dwoje dzieci zmarło w niemowlęctwie, przeżyły córki Celina i Jadwiga. Towarzyszyła mężowi w domu i w życiu światowym (Józef lubił się bawić). Jeździli i do Paryża, i do Wiednia, i do Drezna...

Potem Józef uległ paraliżowi. Kiedy nic już nie pomagało, Celina wywiozła go na leczenie do Wiednia, także bezskuteczne. Umierając radził jej, by powtórnie wyszła za mąż; miała zaledwie 40 lat. Dopiero wówczas wyznała mu, że od młodości chciała zostać zakonnicą. "Tak coś przeczuwałem - odpowiedział jej - że to było twoje pragnienie, ale głęboko przede mną utajone. Uczyń więc, proszę, co zechcesz, ale nie zmuszaj do tego córek".

Jadwiga została jednak z matką, z własnej woli. Starsza córka wyszła za mąż za Józefa Hallera. Jemu Celina przekazała majątek po mężu - Obrembszczyznę koło Grodna. Zięć wypłacił teściowej pieniężną równowartość i tak znalazły się fundusze na rozpoczęcie działalności zakonnej. Poruszające, że to w tym czasie pisze, iż "wreszcie poczuła się wolna".

I wreszcie zaznała spokoju?

Kiedy wyjechała z córkami do Rzymu, spotkała zmartwychwstańca o. Piotra Semenenkę. Poddała się jego kierownictwu duchowemu - spowiadał je, razem z Celiną ułożył regułę zakonną. Ale potem zaczęły się problemy. Nie poddawała się sprzeciwowi generała zmartwychwstańców, w niczym nie ulegała o. Semenence. A już na pewno nie w rezygnacji z powołania własnego zgromadzenia na rzecz przyłączenia się do istniejącego już zakonu w Belgii. A więc - tym razem się sprzeciwiła.

Do tego doszedł konflikt ze starszą córką, która publicznie mówiła, że nie chodzi tu o powołanie, ale o fanaberie światowej damy, która nudzi się, zostawszy wdową, do tego unieszczęśliwia córkę Jadwigę, narzucając jej wybór życia zakonnego. Co nie było prawdą: choć Jadwiga miała zalotnika, wnuka Juliana Ursyna Niemcewicza, który bardzo jej się podobał, zwalczyła w sobie - jak Hypatia - wszelkie namiętności. Zmarła wcześniej niż matka. Dość powiedzieć, że u Celiny spowodowało to załamanie zdrowotne.

Więc jak przez nie przeszła?

Głosiła, że mamy zmartwychwstawać za życia - uwalniać się od wszystkich dręczących nas niepokojów. Zupełnie jak na drodze do heroicznej postawy u filozofów greckich. Zawsze jesteśmy bezpieczni, bo Chrystus jest z nami. Trzeba Mu zaufać, tak jak Grecy ufali najwyższemu Logosowi.

Dlatego mając 64 lata, zdecydowała się na wyjazd do tej części Bułgarii, która znajdowała się jeszcze pod władaniem tureckim, do Malko Tyrnovo. Tam miała założyć katolicką elementarną szkołę żeńską. Warunki były makabryczne: jesień, rozpadający się dom, w którym wiatr świszczy przez deski, a ściany się rozchodzą; gdzie są prycze z siennikami, stół, ale nie ma krzeseł ani urządzeń sanitarnych... Gdzie musiała przekazywać wiedzę medyczną, techniczną, rolniczą, bo np. nie wiedziano, jak uprawiać ziemniaki. Do tego doszedł konflikt z tamtejszym popem, który prowadził szkołę prawosławną, ze znacznie lepszymi warunkami, bo wspieraną przez państwo, i nieustannie zabierał dzieci ze szkoły katolickiej do swojej...

Jeżeli więź Pani Profesor z Prababką określimy jako świętych obcowanie, to co powiemy o więzi, która łączy Panią z Hypatią?

Do Hypatii się nie modlę (śmiech). To była więź ściśle naukowa, co widać w książce, która jest krytyczna, źródłowa, badawcza. Ale w trakcie pracy - tak dzieje się często - powstała więź emocjonalna. Hypatia bardzo mi się podoba, bo w ogóle lubię "boskie kobiety" i "boskich mężów", czyli filozofów późnego neoplatonizmu, którzy napełnieni sophia jednocześnie byli zdolni do cudotwórstwa, prorokowania, dokonywania rzeczy nadprzyrodzonych. Takich wiadomości o Hypatii nie mamy, ale co innego jest największym cudem w jej przypadku: to, że Hypatia potrafiła ukształtować siebie w postać doskonałą moralnie.

Prof. Maria Dzielska jest historykiem i filologiem klasycznym, tłumaczem tekstów źródłowych. Zajmuje się historią i kulturą późnoantycznego Rzymu i wczesnego Bizancjum. Pracuje w Instytucie Historii UJ, jest członkiem Komitetu Nauk o Kulturze Antycznej PAN oraz zastępcą przewodniczącego Komisji Filologii Klasycznej PAU. W tym roku ukazało się III wydanie jej książki "Hypatia z Aleksandrii" - najpełniejszego studium tej postaci. Książkę przetłumaczono na wiele języków, wydał ją m.in. Harvard University Press (1995).

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]