Castro rzeczywiście wręczył patriarsze klucze i przyznał Kościołowi prawosławnemu osobowość prawną. Gazety pełne były zdjęć patriarchy; uroczystości zorganizowano z rozmachem. Patriarcha miał się podobno spotkać z żonami więźniów politycznych, ale program tak zorganizowano, że nie zdążył. Uczestniczył za to w kolacji, na której pojawił się Castro. Patriarcha udekorował go Krzyżem Orderu św. Andrzeja, będącym “symbolem sprawiedliwości i stałości".
Wcześniej, w marcu 2003, Kubę odwiedził prefekt Kongregacji Ewangelizacji Narodów kard. Crescenzo Sepe. Towarzyszył siostrom brygidkom, którym zezwolono otworzyć klasztor. W Hawanie kardynał pozdrawiał “władze szlachetnego narodu, którym godnie przewodniczy pan Fidel Castro". Przełożona brygidek, zwracając się do Castro “ukochany bracie", wręczyła mu order, którym zakon dekoruje dobrodziejów.
Tydzień poźniej władze skazały 75 dysydentów na średnio 20 lat więzienia.
Że Castro chciał tych wizyt, łatwo zrozumieć. Ale kardynał Sepe? Ale Patriarcha Konstantynopola? Trudno pojąć. I jeszcze te medale dla dyktatora, “symbol sprawiedliwości"...
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















