Superprezydent

Wśród Egipcjan narasta obawa przed zdominowaniem kraju przez Braci Muzułmanów. Ale Mohammada Mursiego, rządzącego krajem od dwóch miesięcy prezydenta-islamistę, wielu z nich darzy szczerą sympatią.
Czyta się kilka minut
Na trasie przejazdu konwoju z egipskim prezydentem Mohammadem Mursim. Kair, 19 sierpnia 2012 r. / Amr Nabil / AP / East News
Na trasie przejazdu konwoju z egipskim prezydentem Mohammadem Mursim. Kair, 19 sierpnia 2012 r. / Amr Nabil / AP / East News

Słynny kairski plac Tahrir znów zapełnił się ludźmi. 24 sierpnia zorganizowano pierwszą demonstrację przeciwników prezydenta Mursiego. Przed jego pałacem zgromadzili się zwolennicy obalonego dyktatora Hosniego Mubaraka, przedstawiciele organizacji koptyjskich oraz koncesjonowanej za czasów starego reżimu lewicowej partii Tagammu. Domagali się m.in. odrzucenia przez nowy rząd pomocy od Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz ustanowienia płacy minimalnej we wszystkich sektorach gospodarki. Zgromadzenie (początkowo reklamowane jako próba obalenia prezydenta) nie przyciągnęło wielu osób – prasa pisała o kilkuset demonstrantach. Niektórzy z nich pozostali pod pałacem dłużej, przez dwa kolejne dni próbując blokować siedzibę Mursiego. Większość ugrupowań rewolucyjnych, partii i ruchów społecznych – nawet tych krytycznie ustosunkowanych do władzy islamistów – odcięła się od protestujących. Bracia Muzułmanie oskarżyli nawet organizatorów protestu o to, że są finansowani przez prominentnych działaczy starego reżimu.

MURSI KONTRATAKUJE

Niespełna dwa miesiące po zwycięstwie w pierwszych demokratycznych wyborach prezydenckich Mohammad Mursi stanowczo upomniał się o władzę. Lokalne media pisały o „kontrpuczu”, kiedy 12 sierpnia zdymisjonował wierchuszkę Najwyższej Rady Wojskowej, odsyłając na emeryturę przewodniczącego Rady i ministra obrony kraju marszałka Muhammada Husajna Tantawiego, a także jego zastępcę, Samiego Anana. Prezydent unieważnił też uchwalony w czerwcu przez Radę Wojskową aneks do konstytucji, który znacznie ograniczał jego uprawnienia. Mianował też wiceprezydentem sędziego Ahmeda Mekkiego oraz wymienił dowódców wszystkich rodzajów sił zbrojnych.

Przemyślanym posunięciem była również nominacja generała Abdela-Fattaha El-Sisiego na stanowisko ministra obrony i przewodniczącego Rady Wojskowej. El-Sisi przez wiele lat pełnił funkcję szefa wywiadu wojskowego i poznał wiele sekretów armii. Dziś może prezydentowi zapewnić lojalność znacznej części korpusu oficerskiego – pisze najpoczytniejszy nad Nilem dziennik „Al-Ahram”.

Mursi dzierży teraz olbrzymią władzę. Jako głowa państwa mianuje rząd, gubernatorów prowincji, decyduje o kształcie budżetu, a pod nieobecność parlamentu posiada również władzę ustawodawczą. Kontroluje pracę zdominowanego przez islamistów stuosobowego Zgromadzenia Konstytucyjnego, które w najbliższych tygodniach przedstawi pod ogólnonarodowe referendum projekt konstytucji, do którego już teraz zgłaszają zastrzeżenia obrońcy praw człowieka i partie opozycyjne.

Zwolennicy Mursiego twierdzą, że obecna sytuacja jest tymczasowa i sprowokował ją pucz Najwyższej Rady Wojskowej z 17 czerwca, który pozbawił Mursiego rzeczywistej władzy. Sam prezydent zapewnia, że jego dotychczasowa działalność ustawodawcza zostanie poddana kontroli nowo wybranego parlamentu. Jego krytycy zauważają jednak, że zakres władzy prezydenta jest większy od dawnych uprawnień dyktatora Mubaraka. „Najwyższa Rada Wojskowa miała przekazać pełnię władzy w ręce prezydenta pod warunkiem, że będzie już uchwalona konstytucja” – argumentuje w „Al-Ahram” Rofaat El-Said, lider Tagammu i jeden z najbardziej nieprzejednanych przeciwników islamistów. Z kolei w jednym z komentarzy dotyczących walki o władzę w Egipcie liberalny dziennik izraelski „Haaretz” zasugerował, że odwołanie dowódców armii mogło być uderzeniem wyprzedzającym, próbą zapobieżenia odsunięciu od władzy samego prezydenta, którą miał jakoby przygotowywać wojskowy establishment.

PODZIELONE SPOŁECZEŃSTWO

Bezpośrednią przyczyną dymisji wojskowych był atak terrorystyczny na przejście graniczne w Rafah, do którego doszło 5 sierpnia. Śmierć kilkunastu żołnierzy oraz upokorzenie niedawno mianowanego premiera, Hiszama Kandila, zaatakowanego na pogrzebie w Kairze przez rodziny ofiar zamachu, przechyliły szalę na niekorzyść marszałka Tantawiego.

Tuż po zamachu Bracia Muzułmanie próbowali oskarżyć Mossad o inspirowanie napięć na półwyspie Synaj, sugerując, że zamach był izraelską prowokacją. Atak terrorystów, którzy przedostali się na terytorium egipskie z kontrolowanej przez Hamas strefy Gazy, miał osłabić w oczach świata prezydenta Egiptu, uważanego za przyjaciela tej organizacji. Tuż po zamachu niektórzy Egipcjanie przyjmowali taką argumentację, upatrując w Izraelu głównego beneficjenta ataku. Wątpliwości podsycały niejasne szczegóły akcji, w której zginęło aż 16 egipskich pograniczników, lecz ani jeden izraelski. Teorie spiskowe ucichły jednak zaraz po zdymisjonowaniu Tantawiego, a użytkownicy sieci społecznościowych zauważyli, że to Bracia Muzułmanie najlepiej wykorzystali zamieszanie wokół zamachu.

Egipskie społeczeństwo różni się w ocenie prezydenta Mursiego. Dla jednych decyzja o przejęciu pełni władzy wykonawczej i ustawodawczej to niezbędny krok w budowie demokracji, dla innych – preludium do autorytarnych rządów monopartii. Dla rewolucjonistów i niekoncesjonowanej lewicy „kontrpucz” Mursiego z 12 sierpnia oznacza początek cywilnych rządów w kraju. Prezydent amnestionował wielu więźniów skazanych wyrokami trybunałów wojskowych za udział w protestach. Młodzi rewolucjoniści wciąż pamiętają, kto do nich strzelał i pacyfikował miasteczka namiotowe w czasie protestów w ubiegłym roku. Z drugiej strony, dla zwolenników starego reżimu, obrońców świeckiego państwa oraz znacznej części Koptów rządy islamistów oznaczają lęk przed statusem obywateli drugiej kategorii.

ZIELONE ŚWIATŁO Z USA

W ostatnich tygodniach islamiści dali wiele powodów do niepokoju egipskim dziennikarzom. Wykorzystując przepis z czasów Hosniego Mubaraka, dający prawo mianowania redaktorów naczelnych 56 państwowych gazet Radzie Szury (wyższej izbie egipskiego parlamentu), nominowali na szefów gazet dziennikarzy wywodzących się z Bractwa bądź z nim sympatyzujących.

Patrząc na egipskie instytucje społeczne jak na piramidę, można przyjąć, że Bractwo Muzułmańskie z powodzeniem w ostatnich kilkudziesięciu latach przejęło kontrolę nad dolną częścią piramidy, dzisiaj wypełnia jej szczyt – tłumaczy dla „Al-Ahram” Emad Gad, socjolog i badacz społeczny.Kairskie wizyty amerykańskiego sekretarza obrony Leona Panetty oraz samej Hillary Clinton na przełomie lipca i sierpnia wielu komentatorów odebrało jako sygnał dla armii, że jej kurczowe trzymanie się władzy nie będzie już dłużej tolerowane w Waszyngtonie.

11 sierpnia gościł w Egipcie władca Kataru, Hamid bin Khalif, który obiecał prezydentowi Mursiemu 2 mld dolarów pomocy w zbilansowaniu egipskiego budżetu. Efekt? Tuż po odsunięciu od władzy wojskowych Egipt zaostrzył swoje stanowisko wobec rządu w Damaszku. Podczas wystąpienia na szczycie państw niezaangażowanych w Teheranie prezydent Mursi zdecydowanie potępił syryjski rząd, jednocześnie bardzo ciepło zwracał się do gospodarzy szczytu. Prezydent wywodzący się z Bractwa Muzułmańskiego był pierwszym od obalenia szacha Iranu egipskim przywódcą odwiedzającym Teheran.

Nowa władza twierdzi, że jej głównym celem jest odbudowa gospodarki i walka z korupcją. Najtrudniejsze do rozwiązania są problemy z brakiem paliwa, przerwami w dostawach prądu, niedoborem butli gazowych (korzysta z nich większość gospodarstw domowych) oraz bezpieczeństwem. Tylko uporanie się z nimi może wpłynąć na poparcie nowej władzy przez większość mieszkańców kraju.

Krytyka prezydenta Mursiego w mediach (które do niedawna znajdowały się pod wpływem wojskowych) wywołała odwrotny do zamierzonego efekt. Wielu Egipcjan obdarzyło nową głowę państwa sympatią. Półtora roku od wybuchu rewolucji społeczeństwo chce, aby ktoś wreszcie przygotował reformy i miał wystarczająco dużo czasu, by je wdrożyć – przekonuje w prasie sympatyk nowego prezydenta.

***

Od 12 sierpnia Mohammad Mursi nie może obarczać armii odpowiedzialnością za wszystko. Dysponując pełnią władzy, sam musi się zmierzyć ze schedą po 30 latach rządów Hosniego Mubaraka.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 37/2012