Od obalenia (na początku lipca) Muhammada Mursiego, w Egipcie nasiliły się ataki na chrześcijan. Kulminacja podpaleń świątyń Koptów (miejscowych prawosławnych chrześcijan) nastąpiła w połowie sierpnia, gdy siły porządkowe brutalnie spacyfikowały okupujących kairskie place zwolenników byłego prezydenta. Setki ofiar wśród islamistów wywołały falę krytyki na świecie. Rozsierdzeni islamiści zaatakowali posterunki policji i urzędy.
Największe straty poniosła jednak społeczność koptyjska. Spalono kościoły w El-Minja, Asjucie, Sauhadż na południu kraju, w oazie Fajum, Suezie oraz w podkairskiej Gizie. Na Synaju zamordowano dwóch księży. Podpalano zabytkowe świątynie (m.in. pochodzący z IV w. kościół w Beni Mazar) oraz siedziby biskupów.
Nie oszczędzono szkół prowadzonych przez franciszkanów i jezuitów, koptyjskich sierocińców, księgarń, a nawet szpitali. W Luksorze stanęły w ogniu prowadzone przez Koptów sklepy, apteki i hotele. Celem ataków stały się również świątynie innych niż koptyjskie wyznań: katolickie, ewangelickie i prawosławne. „Wygrażają nam pod oknami: »Wynoście się albo was spalimy, nie ma dla was miejsca w Egipcie«. Chcą powtórzyć to, co w latach 50. zrobili z Żydami” – skarży się na łamach dziennika „Al-Ahram” Kopt, mieszkaniec El-Minja w Górnym Egipcie.
BRACIA SKARŻĄ
W oficjalnych oświadczeniach Bracia Muzułmanie nie nawoływali do ataków na koptyjską społeczność. Jednak od czasu wielomilionowych demonstracji przeciwko Mursiemu, przywódcy Bractwa, jak Chajrat El-Szater i Mohamed El-Beltagi, sugerowali publicznie, że protesty te zdominowali chrześcijanie. El-Szater przedstawił absurdalne liczby, według których Koptowie stanowili 70 proc. uczestników demonstracji 30 czerwca. Wielokrotnie powtarzano też oskarżenia wobec koptyjskiego papieża Tawadrosa II o współudział w odsunięciu prezydenta od władzy. Islamiści zapomnieli, że zarówno imam Al-Azhar, jak i wielki mufti Egiptu również stanęli po tej samej stronie. Sposób, w jaki przedstawiali rolę społeczności koptyjskiej w ostatnich wydarzeniach, przyczynił się do pogłębienia podziałów religijnych.
Egipscy chrześcijanie, stanowiący zaledwie 10 proc. społeczeństwa, są bezbronni w przypadku ataku. Pozostają też podzieleni wewnętrznie: nawet jeśli hierarchowie Kościoła opowiedzieli się po stronie armii, to nie brak wśród wiernych zdecydowanych przeciwników rządów wojskowych. Warto tutaj wspomnieć o koptyjskiej młodzieży z ruchu Maspiro, która od czasu masakry 28 Koptów, w październiku 2011 r., ma porachunki z rządzącą wówczas krajem Najwyższą Radą Sił Zbrojnych. Nieprawdziwe było twierdzenie islamistów, jakoby armia obaliła Mursiego głównie dzięki poparciu Koptów.
RELIGIA ZAMIAST PAŃSTWA
Według badań przeprowadzonych kilka lat temu przez Instytut Gallupa, Egipcjanie należą do najbardziej religijnych społeczeństw na świecie. Prawie wszyscy ankietowani stwierdzili, że religia pełni bardzo ważną rolę w ich codziennym życiu.
Tzw. muzułmańskie odrodzenie, które od lat 70. święci w świecie arabskim triumfy, swe początki bierze właśnie z Egiptu. W walce o serca i umysły Arabów pomogła islamistom klęska wojsk arabskich w wojnie sześciodniowej 1967 r., a tym samym porażka eksperymentu prezydenta Gamala Abdula Nasera, który chciał państwa świeckiego. Od lat 70. islam wraca do polityki. Prezydent Sadat użył Bractwa Muzułmańskiego w rozgrywce z arabskimi nacjonalistami i egipską lewicą. Źródłem prawa w myśl prezydenckiej poprawki do konstytucji z 1980 r. stały się – po raz pierwszy w historii egipskiego konstytucjonalizmu – zasady szariatu. W konstytucji z 2012 r. zasady te, jako główne źródło prawa, budzą obawy nielicznych obrońców świeckiego charakteru państwa oraz właśnie Koptów.
W latach 70. Bracia Muzułmanie rozpoczęli na wielką skalę działalność charytatywną, wypełniając próżnię, która powstała po wycofaniu się państwa z polityki socjalnej. W miejsce niedofinansowanych i popadających w coraz większą ruinę publicznych szpitali otworzyli własne kliniki i darmowe przychodnie. W zapomnianych przez Sadata i Mubaraka dzielnicach slumsów nierzadko jedyną szansą zdobycia edukacji stały się medresy Bractwa – zaś w bogatszych częściach miast wyrosły konserwatywne, prywatne szkoły religijne.
Prywatyzacja i komercjalizacja usług publicznych w ostatnich latach sprzyjały Bractwu. W rezultacie coraz więcej Egipcjanek zaczęło zakrywać włosy i twarze, mężczyźni, naśladując Proroka, zapuszczali brody. Do języka publicznego weszło coraz więcej terminów religijnych, pojawiły się też słowa obraźliwe – np. „niewierni”. Koptowie coraz bardziej zamknęli się w obrębie swego Kościoła. Po kilku dekadach spychania na margines egipscy chrześcijanie mieli więc prawo obawiać się „islamskiego projektu”, za którego wdrażanie z takim zapałem zabrał się prezydent Mursi.
Po obaleniu dyktatury Hosniego Mubaraka większość Egipcjan poparła Bractwo Muzułmańskie – jedyną organizację posiadającą zaplecze społeczne. Tuż po rewolucji, po latach rządów skorumpowanego reżimu, dominowało zaufanie do bogobojnych islamistów. Ci wygrali dzięki niemu wszystkie wybory. Nie minął jednak rok, a wielu Egipcjan zdążyło się od nich odwrócić.
ŁAŃCUCHY POKOJU
W ostatnich tygodniach kościoły płonęły w Egipcie pod nieobecność lub przy biernej postawie służb porządkowych. Niektórzy dziennikarze oskarżają wojskowe władze o instrumentalne traktowanie przemocy wobec Koptów. Rządzącym – utrzymują oni – jest na rękę widok płonących kościołów, potwierdzający w oczach świata słuszność brutalnych metod używanych podczas „walki z terrorem”, jak oficjalnie nazwano wojskową kampanię represji wobec Bractwa Muzułmańskiego.
Wielu Egipcjan, muzułmanów z sąsiedztwa, organizowało się w grupy broniące kościołów. Tworzyli żywe łańcuchy, odstraszając w ten sposób potencjalnych podpalaczy.
Ataki na Koptów objęły przede wszystkim Górny Egipt. Na południe od Kairu znajdują się bowiem największe skupiska egipskich chrześcijan. Na niektórych obszarach Koptowie stanowią ponad 30 proc. mieszkańców. Południe kraju to jednocześnie bastion islamistów i najbardziej zapóźniona ekonomicznie część kraju. To tutaj w latach 90. państwo brutalnie rozprawiło się ze zbrojnym podziemiem islamskim. Do najbardziej brutalnych ataków, morderstw na księżach, doszło jednak teraz na Synaju, gdzie chrześcijanie stanowią tylko niewielki element napływowy. Od 2011 r. północna część półwyspu stała się bastionem zbrojnych islamistów, związanych z Al-Kaidą.
Represje wobec członków Bractwa Muzułmańskiego [pisaliśmy o nich w poprzednim numerze „TP” – red.] wpłynęły na ich radykalizację. Organizacja, pozbawiona przywództwa w wyniku aresztowań, zaczęła tracić kontrolę nad swymi sympatykami. Utrata władzy i większości mediów wpłynęła na Bractwo deprymująco: wielu islamistów przestało wierzyć w demokrację.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















