Straszne słowo „restytucje”. O co chodzi w nowym sporze o Instytut Pileckiego

Zapowiedź międzynarodowych seminariów organizowanych przez Instytut Pileckiego wywołała burzę. Dyrektor Krzysztof Ruchniewicz został oskarżony o chęć zwracania Niemcom dzieł sztuki. Sensacja przysłoniła to, co jest istotą badań nad polskim dziedzictwem.

Czyta się kilka minut
Dyrektor Instytutu Pileckiego Krzysztof Ruchniewicz podczas uroczystości wręczenia medali Virtus et Fraternitas w Belwederze. Warszawa, 17 grudnia 2025 r. // Fot. Leszek Szymański / PAP
Dyrektor Instytutu Pileckiego Krzysztof Ruchniewicz podczas uroczystości wręczenia medali Virtus et Fraternitas w Belwederze. Warszawa, 17 grudnia 2025 r. // Fot. Leszek Szymański / PAP

Na łamach „Rzeczpospolitej” mogliśmy przeczytać, że dyrektor Instytutu Pileckiego Krzysztof Ruchniewicz chce zwracać Niemcom dzieła sztuki. Ruszyła fala oskarżeń, a posłowie PiS-u, z Piotrem Glińskim na czele, zapowiedzieli złożenie zawiadomienia do prokuratury. Powodem oskarżeń był zaplanowany przez IP cykl międzynarodowych seminariów poświęconych polskiemu mieniu zagrabionemu podczas II wojny światowej w świetle badań proweniencyjnych. A w szczególności jedno ze spotkań, poświęcone badaniu mienia „niepolskiego”. W opisie seminarium pojawiło się słowo „restytucje”, które wystarczyło, by wywołać sensację. 

Same badania będące tematem seminarium zostały kompletnie zignorowane, tymczasem są one niezwykle istotne, bo służą ustaleniu historii obiektów, których pochodzenie jest wątpliwe. Odtwarzają też historię kolekcjonerstwa, muzeów i bibliotek. Pokazują – nadal mało zbadany – mechanizm rabunku dóbr kultury przez III Rzeszę i inne państwa totalitarne. Są wreszcie kluczowe dla ustalenia praw własności. Jednak o ewentualnych zwrotach nie decydują badacze, lecz instytucje państwowe.

Oczywiście, możemy nieustannie opowiadać, ile straciliśmy podczas wojny, nie mniej ważne jest jednak uświadomienie zagranicznym ekspertom trudności w odtworzeniu dziejów obiektów zrabowanych w Polsce i włączenie naszych strat do badań prowadzonych na Zachodzie. Jesteśmy zresztą beneficjentami badań proweniencyjnych. To dzięki nim udało się odzyskać pewne obiekty, m.in. ze zbiorów Wilanowa czy Muzeum Narodowego w Gdańsku. Wreszcie: sami jesteśmy zobowiązani do ich prowadzenia, także po to, by poznać własną historię i oddać sprawiedliwość ofiarom totalitaryzmów. Tym bardziej istotne, by te seminaria nie padły ofiarą gier politycznych. 

To zamieszanie pokazuje jednak, że nadal mamy problem z Instytutem Pileckiego. Nie tylko nie udało się uporządkować spraw pozostawionych przez jego kierownictwo z czasów rządów Zjednoczonej Prawicy. Nie widać też, aby obecna władza miała pomysł na jego dalsze funkcjonowanie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 33/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Co dalej z Instytutem Pileckiego