Dyrektor Instytutu Pileckiego działa wbrew polskiej racji stanu

Nie wszystko, co powstało za rządów PiS – a powołany w 2017 r. Instytut Pileckiego to jego dziecko – było złe. To, co zrobiły ukraiński zespół Moniki Andruszewskiej i berliński zespół Hanny Radziejowskiej, jest – nie bójmy się chwili patosu – w interesie Polski.
Czyta się kilka minut
Monika Andruszewska (z prawej) podczas pracy w miejscowości Świętogorsk w obwodzie donieckim w październiku 2022 r. Miesiąc wcześniej rejon ten został wyzwolony przez wojska ukraińskie. Podczas okupacji, trwającej od marca do września 2022 r., Rosjanie również tam popełnili liczne zbrodnie wojenne. // archiwum prywatne
Monika Andruszewska (z prawej) podczas pracy w miejscowości Świętogorsk w obwodzie donieckim w październiku 2022 r. Miesiąc wcześniej rejon ten został wyzwolony przez wojska ukraińskie. Podczas okupacji, trwającej od marca do września 2022 r., Rosjanie również tam popełnili liczne zbrodnie wojenne. // archiwum prywatne

Na pozór wyglądało to dobrze. „Skradzione dzieciństwo. Zbrodnie przeciwko dzieciom popełnione przez wojska rosyjskie”: tak brzmi tytuł raportu, który w minionym tygodniu zaprezentowali przedstawiciele Instytutu Pileckiego. Mocny i solidny, oparty jest na relacjach ludzi. Łącznie takich relacji zebrano w Instytucie ponad półtora tysiąca, od kwietnia 2022 r. do lutego 2024 r. Większość na Ukrainie, także w strefie frontowej.

Ukraińskie raporty Instytutu Pileckiego powstały w oparciu o relacje ofiar

Podobnie jak opublikowany w lutym 2024 r. raport o kobietach, ofiarach przemocy seksualnej ze strony Rosjan, także obecny dokument ma wymiar nie tylko dokumentacyjny, ale też prawny: relacje zbierano tak, by można było je wykorzystać w międzynarodowym sądzie, jeśli kiedyś taki powstanie.

Gdzie jest więc problem? Otóż w tym, że to, co dzieje się w Instytucie Pileckiego od ponad pół roku – gdy jego dyrektorem został Krzysztof Ruchniewicz z nominacji ministry kultury – każe sądzić, iż prezentacja tego raportu to urzędniczy listek figowy. „Dupochron”, mający być argumentem przeciw tym, którzy twierdzą, że w Instytucie dzieje się źle.

Krzysztof Ruchniewicz powinien odejść z funkcji dyrektora

Nie tylko zresztą na odcinku wschodnim, gdzie program zbierania relacji ofiar wojny de facto zamknięto, pozbywając się tych, którzy je zbierali – to zespół paru Ukrainek pod kierownictwem Moniki Andruszewskiej (wieloletniej autorki „Tygodnika”). Ruchniewicz podjął też próbę de facto likwidacji oddziału Instytutu w Berlinie, który wykonuje tam świetną robotę edukacyjną i informacyjno-historyczną.

Nie wszystko, co powstało za rządów PiS – a powołany w 2017 r. Instytut Pileckiego to jego dziecko – jest złe. To, co zrobiły ukraiński zespół Andruszewskiej i berliński zespół Hanny Radziejowskiej, leży – nie bójmy się odrobiny patosu – w interesie Polski. Niszczenie tego uderza w polską rację stanu. Ruchniewicz powinien odejść. Im szybciej, tym lepiej – dla Polski.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 27/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Wbrew polskiej racji stanu