Reklama

Stolice talibów

Stolice talibów

w cyklu STRONA ŚWIATA
10.08.2021
Czyta się kilka minut
Na koniec sierpnia Amerykanie ostatecznie pożegnają się z afgańską wojną. Jeszcze przed ich wyjazdem talibowie, którzy nie zapuszczali się dotąd do miast, zajęli pół tuzina stolic prowincji i zapowiadają marsz na kolejne.
Posterunek w zajętym przez talibów mieście Kunduz na północy Afganistanu, 9 sierpnia 2021 r. / fot. AP/Associated Press/East News
P

Pierwszą zdobytą – zresztą bez walki – przez talibów prowincjonalną metropolią stało się w piątek niewielkie miasto Zarandż, stolica prowincji Nimruz, położonej na południowym zachodzie kraju, na pograniczu z Pakistanem i Iranem. Zarówno miasto, jak i prowincja nie miały w afgańskiej polityce żadnego znaczenia, za to od lat liczą się jako główny ośrodek na przemytniczym szlaku, którym z Afganistanu wędruje na zachód wszelka kontrabanda, głównie narkotyki, ale ostatnio także, coraz liczniej, ludzie, próbujący uciec z pogrążającego się w wojnie kraju do Turcji i Europy.

Dochody, jakie przemytniczy szlak przez Nimruz przynosił królom afgańskiej kontrabandy, sprawiał, że wojna, tocząca się w Afganistanie od pół wieku, pojawiała się tu rzadko, mimo że w sąsiedniej prowincji Helmand, opiumowym zagłębiu, czy położonym jeszcze dalej na wschód Kandaharze, kolebce talibów, nie cichnie w ostatnich latach ani na chwilę. Odkąd pod koniec czerwca z Afganistanu wycofały się amerykańskie wojska (ostatnie oddziały mają wyjechać do końca sierpnia), talibowie znów zaatakowali zarówno Kandahar, jak Helmand, zajęli większość tamtejszych powiatów i od kilku tygodni szturmują stolice prowincji, miasta Kandahar i Laszkargah. Do ich obrony skierowane zostały prawie wszystkie rządowe wojska z afgańskiego południa.

Nimruzu nie miał kto bronić. Nie mogąc doprosić się wsparcia z Kandaharu i Kabulu, miejscowi włodarze poddali talibom miasto i całą prowincję, a talibowie pozwolili im uciec do Iranu. Pierwszą rzeczą, jaką zrobili po zajęciu Zarandżu talibowie, było uwolnienie z miejscowego więzienia ich towarzyszy broni i osadzonych za kratkami przemytników.

Nowe królestwo na północy

Następnego dnia talibowie zajęli stolicę kolejnej prowincji, miasto Sziberghan, równie niewielkie jak Zarandż, i całą prowincję Dżauzdżan, położoną na granicy z Turkmenią i Uzbekistanem. Natarcie talibów zaczęło się tam już w czerwcu, gdy Amerykanie zaczęli wyjeżdżać spod Hindukuszu. Talibowie spalili wtedy domostwo pochodzącego z Dżauzdżanu Abdula Raszida Dostuma, jednego z najpotężniejszych afgańskich watażków, samozwańczego przywódcy afgańskich Uzbeków, stanowiących dziesiątą cześć 35-milionowej ludności kraju. W sobotę talibowie wkroczyli do Sziberghanu i wypuścili z tamtejszego więzienia przetrzymywanych w nim towarzyszy.

W niedzielę, kontynuując zwycięski marsz,  talibowie zajęli kolejne stolice północnych prowincji – Sar-e Pul, imienniczkę prowincji, Talokan, stolicę prowincji Tachar, i Kunduz, stolicę prowincji o tej samej nazwie. W Kunduzie partyzanci zajęli miasto, ale rządowe wojsko wciąż broni się na tamtejszym lotnisku. O ile Sar-e Pul i Talokan to kolejne prowincjonalne zaścianki, Kunduz, liczące ponad 300 tysięcy mieszkańców, jest jednym z największych i najważniejszych miast w Afganistanie. W poniedziałek talibowie zajęli Ajbak, stolicę północnej prowincji Samangan. Poddał im ją jeden z miejscowych watażków, który przeszedł wraz z półtysięcznym wojskiem na ich stronę.

Talibowie odgrażają się, że ich kolejnymi celami na północy będą Pul-e Chumri i prowincja Baghlan, położona przy drodze do Kabulu, a przede wszystkim Mazar-e Szarif, największe miasto afgańskiej północy i stolica prowincji Balch. W ostatniej z północnych prowincji, Badachszanie, większość powiatów już dawno znajduje się pod kontrolą talibów i tylko nad stołecznym Fajzabadem wciąż nie powiewają ich chorągwie.

Talibowie toczą uliczne walki także w Kandaharze i Laszkargah oraz Heracie, największym mieście na zachodzie kraju, a na południowym wschodzie podchodzą pod Gardez, stolicę Paktii, Ghazni i Majdan-Wardak, stolicę prowincji Wardak, leżącej już u bram Kabulu.

Ogromna większość talibów wywodzi się spośród Pasztunów, stanowiących prawię połowę ludności kraju i żyjących na południu Afganistanu. Tam spodziewano się ich natarć i zwycięstw. Na nieprzyjaznej im dotąd północy, zamieszkałej przez Tadżyków (czwarta część ludności), Uzbeków, Turkmenów i Hazarów (dziesiąta część ludności) sukcesów talibom raczej nie wróżono. Kiedy podbili Afganistan i rządzili nim w latach 1996-2001, właśnie północ i północny wschód były twierdzami opozycji, nigdy niezdobytymi przez talibów, a jesienią 2001 roku tamtejsze zbrojne armie Tadżyków i Uzbeków pomogły Amerykanom dokonać zbrojnej inwazji i obalić talibów.


CZYTAJ WIĘCEJ

STRONA ŚWIATA to autorski serwis Wojciecha Jagielskiego, w którym dwa razy w tygodniu reporter i pisarz publikuje nowe teksty o tych częściach świata, które rzadko trafiają na pierwsze strony gazet. CZYTAJ TUTAJ →


Po ustanowieniu nowych porządków i rządów polityczni przywódcy i watażkowie z północy zawłaszczyli jednak dla siebie sporą część władzy i po 20 latach amerykańskiej okupacji i skorumpowanych rządów Kabulu stracili dawne poparcie. Wykorzystali to talibowie, którzy w ostatnich latach, odwołując się do afgańskiego patriotyzmu, powszechnej korupcji i niechęci wobec obcej okupacji, zyskali sobie sporo zwolenników, zwłaszcza wśród młodzieży. Umiejętnie podjudzali też i rozgrywali lokalne konflikty, a także korzystali z pomocy mudżahedinów z sąsiednich Uzbekistanu i Tadżykistanu, którym pod koniec lat 90. udzielali gościny i pomagali nawiązać kontakty z Al-Kaidą. Dziś dawni mudżahedini, a także ich synowie, urodzeni już na afgańskiej i pakistańskiej obczyźnie, pomagają talibom zjednywać afgańskich Uzbeków i Tadżyków. Właśnie jednego z wywodzących się z Tadżykistanu komendantów, 25-letniego Mahdiego Arsalana, wybrali talibowie na przywódcę zajętych przez siebie powiatów, położonych nad tadżycką granicą.

 W drodze do Kabulu

Talibowie zdają się wierzyć, że jeśli uda im się narzucić swoją władzę nieprzychylnej im dotąd północy, wygrana na rodzimym południu i wschodzie, a także na zachodzie będzie błahostką. Zanim ruszyli zdobywać stolice prowincji, przejęli kontrolę nad afgańskim pograniczem na północy, zachodzie i południu oraz tamtejszymi przejściami granicznymi z Pakistanem, Iranem, Turkmenią, Uzbekistanem i Tadżykistanem. Na około dwa tygodnie przed wyjazdem z Afganistanu ostatnich wojsk USA przejęli rządy nad połową kraju i połową jej ludności.

Zbudowana, wyszkolona i uzbrojona przez Amerykanów afgańska armia jak na razie cofa się przed nacierającymi partyzantami. Trudno stwierdzić, czy jest to zamierzona i zalecana przez Amerykanów strategia, by skupić się na ochronie najważniejszych miast i dróg, czy też dowód słabości rządowego wojska. Tysiące żołnierzy wolą dezerterować, niż walczyć przeciwko talibom. Ci zaś w zajmowanych powiatach rozrzucają ulotki, w których wzywają dotychczasowych urzędników, sędziów, policjantów i żołnierzy, by poddali się dobrowolnej weryfikacji, a jeśli wyrzekną się dalszej służby u „amerykańskich sługusów”, wszystko zostanie im zapomniane. Mnożą się jednak wieści o samosądach, zabójstwach dziennikarzy, a także o tym, że talibowie zamykają szkoły dla dziewcząt i przywracają porządki, jakie panowały za ich rządów w latach 1996-2001.

Mimo klęsk ponoszonych przez ich protegowanych, Amerykanie nie zamierzają spieszyć im z pomocą. Bombowce B-52, startujące z lotniskowców w Zatoce Perskiej i baz wojennych na Półwyspie Arabskim, bombardują talibów w Kandaharze i Laszkargah, ale urzędnicy z Pentagonu powtarzają Afgańczykom, że teraz mogą liczyć już tylko na swój rząd i rządowe wojsko i że jest to „ich kraj i już tylko ich wojna”.

Wojskowi znawcy twierdzą, że jednym z powodów niepowodzeń afgańskiego wojska jest brak amerykańskiego wsparcia lotniczego, na które dotąd zawsze mogli liczyć. Amerykańscy lotnicy dostarczali broń i amunicję, ratowali rannych, a przede wszystkim zjawiali się na pierwsze wezwanie i wyręczali afgańskich żołnierzy w potyczkach z talibami. Dziś, pozbawieni amerykańskiego parasola powietrznego, Afgańczycy muszą nauczyć się walczyć samodzielnie i dopiero wtedy afgańskie wojsko, dwukrotnie liczniejsze od talibów, będzie w stanie stawić im czoła.


CZYTAJ TAKŻE

PAWEŁ PIENIĄŻEK z Kabulu: W ciągu dwóch dekad, gdy w Afganistanie stacjonowały zachodnie wojska, wyrosła tam nowa generacja. Dziś z obawą patrzy w przyszłość. Oto głosy kilkorga z jej przedstawicieli.


Talibowie z kolei, nie musząc obawiać się tropiących ich na niebie samolotów (dzieje się tak od marca 2020 roku, gdy ugodę z nimi podpisał prezydenta Donald Trump – oni zobowiązali się nie strzelać do wycofujących się spod Hindukuszu Amerykanów, a Amerykanie nie strzelać do nich), mogą bez przeszkód zbierać się w wielkie wojska, wędrować po kraju i ściągać posiłki zza pakistańskiej granicy, gdzie się schronili przed Amerykanami po klęsce w 2001 roku i gdzie skrzyknęli w nowe, partyzanckie wojsko.

Amerykańscy dyplomaci w katarskiej Dausze ostrzegają talibów, że jeśli przemocą sięgną po władzę, nikt nie uzna ich rządów, tak jak nikt – z wyjątkiem Pakistanu, Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich – nie uznawał ich za prawowitych władców w latach 1996-2001. Amerykanie przekonują, by talibowie dobili politycznego targu z kabulskim rządem prezydenta Aszrafa Ghaniego. Naczelny negocjator Amerykanów Zalmay Khalilzad, Afgańczyk z amerykańskim paszportem, przyznaje jednak, że zwyciężając na polu bitwy, talibowie żądają zbyt wiele – chcą ustąpienia prezydenta i powołania nowego rządu tymczasowego, w którym odgrywać będą wszystkie pierwszoplanowe role. Nie zgadza się na to przede wszystkim sam Aszraf Ghani, który nie mogąc liczyć na własne wojsko zgodził się, by dawni watażkowie, komendanci partyzanccy z czasów wojny z Armią Radziecką (1980-89) i późniejszej wojny domowej (1992-96) powoływali pod broń prywatne armie i bronili jego rządów. Ale właśnie jeden z takich watażków na czele swojego prywatnego wojska zdradził Ghaniego w Samanganie i poddał prowincję talibom.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Niby w zyciu nic sie nie powtarza dokladnie tak samo ale podobienstwo obecnej sytuacji w Afganistanie do wydarzen w Wietnamie w polowie lat 70-tych jest uderzajace. Jest jednak pewna istotna roznica. Wtedy armia Wietnamu Poludniowego padla dosyc szybko pod ciosami regularnych jednostek z polnocy. Tu regularna armia, szkolona i wyposazona przez Stany Zjednoczone, cofa sie wobec atakow pospolitego ruszenia. Nawet przyjmujac kiepskie morale afganskich jednostek oraz braki logistyczne zmusza to do zastanowienia nad zrodlem sukcsu Talibow. Opowiesci o braku wsparcia lotniczego to jest mydlenie oczu. Z cala pewnoscia Talibowie ciesza sie poparciem czesci ludnosci. Jednak we wspolczesnym konflikcie, bez wsparcia finansowego i fizycznego zaopatrzenia trudno jest wygrac wojne. Jakos nikt nie kwapi sie by odpowiedziec na oczywiste pytanie, kto wspomaga Talibow? Czyzby odpowiedz byla zbyt klopotliwa by ten temat poruszac? Pozdrawiam

Opłacalna interwencja? Dwa tygodnie po wycofaniu się wojsk koalicyjnych po 20 latach!, talibowie już objęli w posiadanie 60% Afganistanu (jak donosiły media).

@vandermerwe Można się tylko domyślać. Tam gdzie przekupne instytucje, korupcja i ogólny chaos, ludzie kierują się w stronę tych, którzy zapewniają im choć minimalne poczucie bezpieczeństwa i jako taki porządek.

na świecie, to bombowcem B-52 z pokładu lotniskowca nie wystartujesz. Jest trochę za duży.Bombowiec, ma się rozumieć.

Uważam, że kontynuowanie całkowitego amerykańskiego wycofywania się z Afganistanu w obliczu widocznej gołym okiem niemocy i upadku morale wojsk rządowych to katastrofalny błąd polityczny administracji Bidena. To także moralna zbrodnia na milionach Afgańczyków, których przez 20 lat uczono korzystania z wolności, a teraz ich nowy sposób życia stanie się powodem ich prześladowań. Uważam, że przejście talibów z fazy wojny partyzanckiej i zamachów bombowych do fazy otwartych działań zbrojnych, szybkiego przemieszczania wojsk i sprawowania administracyjnej kontroli wojskowej nad podbitymi terenami uczyniło ich znacznie bardziej narażonymi na ataki powietrzne i kontrofensywę lądową. Można by im teraz zadać druzgocące straty z bardzo ograniczonymi stratami cywilnymi (zanim ofensywa dojdzie się do większych miast). Zamiast tego mamy sromotną ucieczkę jak w '73 z Sajgonu. Wstyd, Demokraci! I wstyd, cały świecie! Od 20 lat masz nieprzerwanie pretensje do Amerykanów o prowadzenie wojny w Afganie. No to teraz zobaczysz, co się będzie działo, kiedy Amerykanów zabraknie, bo nie chcą więcej ponosić jako jedyni ofiary krwi i olbrzymich kosztów finansowych obrony Afgańczyków, którzy sami są zbyt rozbici, aby się uratować. **************** I believe that keeping on with the complete American withdrawal from Afghanistan in face of clearly visible infirmity and moral decline of government forces is a catastrophic political blunder of Biden’s administration. It’s also a moral crime against millions of Afghan people who’ve been taught Liberty for 20 years and whose new lifestyle is going now to become the reason for their persecution. I believe that the Taliban turnaround from partisan warfare and bombings to the phase of open military action, fast movement of armed forces and military administration over conquered areas has made them a lot more susceptible to air attacks and land counteroffensive. They could now sustain excruciating losses with minimal civilian casualties (before the strike approaches bigger towns). Instead of that we see a pitiful retreat just like in Saigon in ’73. Shame on you, Democratic Party! And shame on you, the world! You’ve been holding a permanent grudge against the Americans for the Afghan war. So now you will see what happens when Americans are no more, because they do not want anymore to solitarily suffer the blood sacrifice and horrendous financial costs in defense of the Afghans who are too broken to protect themselves.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]