Stan równowagi

Międzynarodowe Triennale Grafiki może się poszczycić ponad 40-letnią tradycją. Na tegoroczny konkurs nadesłano ponad 6 tys. prac, trudno było też ogarnąć kilkadziesiąt wystaw towarzyszących. Jednak nie tylko ze względu na skalę trudno nazwać MTG "imprezą" czy "festiwalem". Największa jego wartość polega na tym, że dyskutuje się tu o funkcji, jaką może pełnić grafika - jedna z najbardziej demokratycznych dziedzin sztuki - w świecie, którego bieg coraz mocniej wyznaczają nowe technologie.
Czyta się kilka minut

Kilka ostatnich edycji konkursu skupiało się na kwestiach formalnych, próbując określić granice grafiki w "sytuacji internetowej". Czy przygotowany w komputerze druk cyfrowy można porównać z litografią lub akwatintą? Czy definicja grafiki, rozumianej jako technika powielająca dzieło w określonej przez artystę liczbie egzemplarzy, nie zbliża się za bardzo do fotografii? Tegoroczna edycja wskazuje, że wybór techniki zszedł na plan dalszy. Wśród nagrodzonych prac obok linorytów czy drzeworytów pojawiły się - na równych prawach i bez sensacji - druki cyfrowe. Znów ważny staje się sam komunikat artysty, z którego wynika i któremu podporządkowane zostało medium.

Co mówią do nas artyści? Mam spory kłopot z "Archiwum" Mersada Berbera, Chorwata, który otrzymał Grand Prix d’Honneur - choć jednocześnie rozumiem werdykt jury. Oglądając monumentalne kompozycje, wypełnione posągowymi postaciami i symbolicznymi przedmiotami, przychodzą do głowy skojarzenia z niektórymi olejami Malczewskiego, a przede wszystkim - z częścią polskiej sztuki niezależnej lat 80. Skojarzenia uprawnione, bo twórczość Berbera ma przecież w tle niedawną tragedię Bałkanów. Rozumiem i szanuję przesłanie, problemem jest język użyty przez chorwackiego artystę. Dla mnie, która nie doznała podobnej traumy, zbyt patetyczny.

Jednocześnie wśród wielu prac nagrodzonych znajduję takie, które do mnie przemawiają. Przede wszystkim "Przemienność" Katarzyny Dziuby, znakomicie grająca światłem i cieniem zgniłej żółto-zieleni. Nie tylko estetyczna, ale i metaforyczna. Dalej "Lamenty" Yvonne Rees-Pagh, przywołujące na myśl prace Lebensteina, jego pół ludzki, pół zwierzęcy bestiariusz. Ten portret rodzinny nie ma w sobie nic z idylli - ale nie jest także polityczny. I "Sarkofag II" Marty Pogorzelec, dowód, że druk cyfrowy potrafi wyrazić grozę śmierci.

Idea Triennale pochodzi z Krakowa, miasta cennych zbiorów graficznych, obejmujących zarówno prace Dürera i Rembrandta, jak i japońskie drzeworyty. Tu tworzył po wojnie wielki Panek. Tu działał Konrad Srzednicki - "poeta grafiki", o którym przypomniała subtelna wystawa w Międzynarodowym Centrum Kultury. Dyskusja, która toczy się w ramach Triennale, dotyczy kwestii najbardziej aktualnych. Posługuje się jednak metaforą, a nie publicystyką. Może dlatego nadal powinna brać się z Krakowa?

Międzynarodowe Triennale Grafiki, Bunkier Sztuki w Krakowie, jesień 2009 r. Wystawy towarzyszące Triennale trwają w wielu miastach do końca roku. Szczegóły: mtg.triennial.cracow.pl

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 48/2009