Stan Polski

O tym, że polska debata publiczna jest prymitywna - napisano już bardzo wiele. Szansą na wyjście z odurzenia banałem, głupotą, prostactwem był w polskiej polityce powszechny odruch wielkiej zadumy po odejściu Papieża. Wtedy, dwa miesiące temu, wszyscy mówiliśmy sobie, że musimy zacząć myśleć o tym, co naprawdę ważne, o tym, jak tworzyć dobro - w państwie, społeczeństwie. Wtedy my - ludzie mediów - nie dopuszczaliśmy do głosu polityków nie stosujących się do pewnych zasad.
Czyta się kilka minut

I co z tego, że tak było? W dniu nominacji arcybiskupa Dziwisza na metropolitę krakowskiego media informowały też o powrocie do kraju Stana Tymińskiego. Mało tego: usłyszałem nawet próbę “analizy", czy Tymiński odbierze głosy Lepperowi. I żenujące hasła na plakatach wyborczych pana z Peru. Oto przepis na dyskurs publiczny - pokazać jak najwięcej tego typu migawek telewizyjnych, zestawić kilka sondaży i bez żadnego konkretnego celu nagłaśniać każdą, nawet najgłupszą wypowiedź. Oto “stan" Polski na 3 miesiące przed wyborami.

Zastanawiam się, dlaczego my, dziennikarze, tak bardzo potrzebujemy informować o Tymińskim. Czy tylko politykom brakuje poczucia odpowiedzialności za poziom debaty?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 24/2005