Reklama

Spotkanie

Spotkanie

07.05.2008
Czyta się kilka minut
U tych, którzy poznali ks. Tischnera w Szkole Teatralnej, objawia się coś wspólnego. Coś w języku, w nazywaniu świata, w formułowaniu myśli i rytmie zdań.
W

W "Filozofii dramatu" spotykają się dwa żywioły - model myślenia, oparty na filozofii dialogu, zyskuje metaforę w postaci sceny teatralnej. Spotkanie, które ma miejsce w koncepcji filozoficznej, nie dokonało się jednak tylko na kartach książki - ma także wymiar międzyludzki.

Od 1980 r. ks. Tischner wykładał filozofię w krakowskiej PWST, regularnie spotykając się z jej studentami, dziś doświadczonymi reżyserami. Wspominają go skrajnie odmiennie.

Piotr Cieplak: - Przede wszystkim ksiądz. Wbrew temu, że jego atrakcyjność dla innych polegała na tym, iż funkcjonował jak nie ksiądz.

Marek Fiedor: - Osoba świecka, może nie filozof akademicki, ale ktoś, kto otwierał na inne myślenie.

Anna Augustynowicz: - Profesor fenomenalnie wyczuwający nas jako osoby.

Ale znajdzie się punkt, w którym są zgodni: mimo że zajęcia programowo dotyczyły filozofii, nie wiedzę książkową i erudycyjne obycie wynosili ze spotkania, a konkretne doświadczenie i wspomnienia: głosu, postawy, gestu, otwartości, śmiechu, sposobu mówienia. Na to spotkanie należało odpowiedzieć: w życiu prywatnym, w życiu publicznym lub na scenie.

Halo, ludzie, słońce świeci

Piotr Cieplak ucina rozmowę na temat samej filozofii ks. Tischnera. - Tak, on pięknie reklamował Lévinasa, rozmawialiśmy też o filozofii dramatu, ale nie miałem wtedy przestrzeni wewnętrznej, żeby się tym zajmować. Zresztą sam Tischner niósł ze sobą taką świadomość, że my tu gadu-gadu o filozofii, sztuce, teologii, a są sprawy ważniejsze; w samym spotkaniu jest coś głębszego niż wszelka refleksja teologiczna.

Reżyser ze śmiechem wspomina własne nieudane próby wypuszczania się na tych zajęciach w teoretyczne dywagacje o Simone Weil i Pascalu. Ks. Tischner go zbywał. - Jakby się opędzał od muchy - wspomina. Cieplak przyszedł do szkoły teatralnej z określoną formacją duchową: Taizé, dominikanie, lektura teologów. I co wyjątkowe w środowisku szkoły artystycznej, chodził do kościoła. Dlatego wykładowca filozofii był dla niego przede wszystkim księdzem, czyli niósł ze sobą stabilność, pewność w tym, co się mówi, upór i trwałość.

W spektaklach Cieplaka pojawia się zawsze perspektywa, którą najłatwiej można określić jako religijną, metafizyczną lub wręcz chrześcijańską. Nie tylko w przedstawieniach wprost opartych na katolickiej tradycji, jak brawurowo przywrócona scenie "Historyja o chwalebnym zmartwychwstaniu Pańskim" Mikołaja z Wilkowiecka czy "Historia o narodzeniu Pana Jezusa na dworcu centralnym", ale także w obrazach z zupełnie innej materii. Myślenie podszyte Koheletem i Eliotem rozsadzało farsowy samograj bien faite - "Słomkowy kapelusz", dopowiadało sensy w odważnej wypowiedzi społecznej, jaką jest spektakl oparty na Wyspiańskim - "Albośmy to jacy tacy...", lub istniało jako ukryty fundament choćby w "Opowiadaniach dla dzieci" na podstawie Singera.

"Historyja o chwalebnym zmartwychwstaniu Pańskim" miała być rodzajem podziękowania i odpowiedzi na spotkanie z Tischnerem, a zarazem - jak reżyser twierdzi - jedynie możliwą drogą korespondencji między filozofią dramatu a żywiołem teatralnym.

Ks. Tischner stał się też dla Cieplaka "patronem" innego nurtu mocno zaznaczającego się w przedstawieniach reżysera: pochwały "niezwyczajnej zwyczajności", czyli mocnego stąpania po ziemi. - Do ks. Tischnera przychodziliśmy co tydzień, by porozmawiać o Heglu i filozofii dialogu, ale to były kwestie drugorzędne. Najważniejsze było, że mówił: "halo, ludzie, słońce świeci", ładna pogoda. Jak się to opowiada, brzmi jak frazes. Ale on wiedział dobrze, w jakim miejscu jest i właśnie w szkole artystycznej nawoływał do zdrowego rozsądku i konkretu. Pokazywał, że poza naszymi wielkimi wizjami i drążeniem podziemi psychologii istnieje realny świat. Było to świadome i spontaniczne zarazem, bo wynikało z jego natury.

Nie bez przyczyny opowieści o Tischnerze mieszają się w rozmowie z Cieplakiem z historiami o drzewach, o robocie ślusarskiej, jaką wykonuje, przygotowując nowy spektakl, i o aniele z finału "Opowiadań dla dzieci", którego sam w dniu premiery montował.

Usprawiedliwiał istnienie aktora

To sprawy zbyt osobiste, żeby o nich opowiadać, bo mogłyby funkcjonować na poziomie anegdoty lub banału. A to był rodzaj doświadczenia, którego się nie sprzedaje

- mówi Anna Augustynowicz, odżegnując się od wspominków. Według niej Ksiądz Profesor wyczuwał pełne wewnętrznych konfliktów osobowości studentów; wiedział dokładnie, co komu dolega. Pamięta też jego szacunek: to, że odpowiadał na pytania, których nikt inny nie potraktowałby poważnie. I to, że zachęcał do odwagi dotykania spraw najciemniejszych i szukania piękna w tym, co ludzkie. Jego poczucie humoru skrywało jakąś głębszą, życiową powagę.

- Tischner fenomenalnie wiązał z ziemią i uczył czerpania radości z tego. Ale obcowanie z nim i lektura, do której często wracam, jest przede wszystkim przepustką w świat myślenia otwartego, koniecznością rzutowania na siebie i na mój teatr pewnego porządku.

"Filozofię dramatu" Augustynowicz nazywa najważniejszym podręcznikiem reżyserii. O jej spektaklach mówi się: intelektualne, ascetyczne, odarte z widowiskowości i scenografii, skupione na rytmach wewnętrznych i podskórnej melodii tekstu. Głęboko metateatralne, bo uważnie skupione na samym mechanizmie teatralności, zarówno w wymiarze artystycznym, jak ludzkim. Tą metodą otwiera Augustynowicz autorów od Brechta przez Kolt?sa po Wyspiańskiego. - Dzięki filozofii Tischnera bardziej zaczął mnie interesować sam fenomen teatru niż wyreżyserowanie przedstawienia jako takiego. Zadawałam pytanie: dlaczego człowiek z wrodzonej zdolności do aktorstwa i skłonności do mimetyzmu uczynił sztukę?

- Stała myśl, na pewno zainspirowana "Filozofią dramatu", podświadomie powoduje we mnie potrzebę eliminacji tzw. scenografii - ciągnie. - Mój ideał to móc na scenie wywoływać rzeczywistość wyłącznie przy pomocy brzmienia i intencji.

Według Augustynowicz w teatrze najważniejszy jest wymiar wspólnotowy wydarzenia: współodczuwanie, przestrzeń między aktorami oraz między aktorem a sceną. I fenomen człowieczeństwa: bo tylko w byciu oglądanym stajemy się sobą. Reżyserka, w zgodzie z Tischnerem, nie wiąże tej teatralności z brakiem nadziei, korowodem powtarzalnych sytuacji, z których nie można się wyrwać: scena pozwala na uświadamianie, trzeźwienie i przytomne spoglądanie na własną kondycję. - Ks. Tischner znajduje usprawiedliwienie dla kondycji człowieka dramatu, czyli dla istnienia każdego z nas - mówi Augustynowicz.

Opowiada też o lekcji pokory, którą wyniosła ze spotkania z filozofem. - Czasami wydaje mi się, że to, co robię, ma sens, ale kiedy patrzę na scenę w szerszej perspektywie, odnoszę wrażenie, że być może cała ta twórczość jest zupełnie sensu pozbawiona. "Filozofia dramatu" daje klucze do szerszego oglądu rzeczywistości. Dojmująca jest przytomność, którą się dzięki niej uzyskuje: że scena jest tylko metaforą.

Lekcja dystansu

Marek Fiedor nie należał do grupy "wyznawców" ks. Tischnera: kółka studentów, którzy przekładali myśl profesora bezpośrednio na scenę. - Programowo trzymałem się z boku, choć uważałem go za wielki autorytet intelektualny, który winduje tę szkołę niezwykle wysoko - podkreśla. Ale wspomina także, że wyciągnął z zajęć z Tischnerem niezwykle ważną lekcję.

Ostatnie spektakle reżysera - "Wyszedł z domu" Różewicza czy odważna i kontrowersyjna "Bitwa pod Grunwaldem" na podstawie prozy Borowskiego - dotykają kwestii społecznych, relacji między polityką a życiem prywatnym, doraźnością i historią.

W pamięci Fiedora mocno utkwiła anegdota o Heglu, którą Tischner z lubością powtarzał:

- W czasie bitwy pod Lipskiem w 1813 r. Hegel pisał "Naukę logiki". Przyszedł do niego znajomy i mówi: "Słuchaj, co tam się dzieje: bitwa narodów, tam się tworzy historia!". A Hegel spojrzał na swoje biurko i mówi: "W tym pokoju dzieją się rzeczy ważniejsze". To była fantastyczna lekcja dystansu. Tischner pokazywał jasno, gdzie jest to, co naprawdę istotne. Gasił rozpalone głowy, pokazując, jak sprawy doraźne ograniczają nasze spojrzenie.

Pierwsze pół godziny zajęć autor "Filozofii dramatu" poświęcał na rozmowy o tym, co się dzieje w Polsce. Fiedor wiąże formację intelektualną Księdza przede wszystkim z ludźmi, którzy brali udział w przemianach 1989 r., wskazując na ważny wymiar myślenia kształtującego odpowiedzialność społeczną w sztuce. - Później, kiedy wróciłem do szkoły teatralnej jako pedagog, widziałem, że następne pokolenie podchodzi z pewną niechęcią do spraw publicznych i do autorytetów. Dla nas te rozmowy, a także horyzont nadziei, o którym ks. Tischner mówił, były niezwykle ważne.

***

Piotr Cieplak opowiada starą buddyjską historię:

- Mistrz i uczeń wyszli na opłotki miasta, gdzie rozłożyli dywanik z różnymi kijaszkami. Przechodzi wędrowiec, a mistrz proponuje mu kij krótki, gruby i sękaty, mówiąc: "To najlepszy kij, jaki można sobie wyobrazić do podróży: da ci stabilność, łatwo obronisz się przed dzikim zwierzęciem". Przychodzi następny i mistrz powiada: "Mam dla ciebie najlepszy kij: długi, sprężysty, da twoim nogom rozpęd". Zaskoczony uczeń mówi: "Mistrzu, musiałeś za pierwszym albo za drugim razem kłamać!". Na co mistrz z ironicznym uśmiechem: "Napijmy się herbaty". Takim mistrzem był Tischner.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]