Spiski i sens: co pokolenie Zet widzi w „Oczach szeroko zamkniętych”

Film Stanleya Kubricka, ponad ćwierć wieku po premierze, przeżywa drugą młodość. Co w nim zobaczyła nowa generacja odbiorców?
Czyta się kilka minut
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek

Kiedy niedawno natknąłem się w „Independencie” na artykuł „Generacja Z ma obsesję na punkcie »Oczu szeroko zamkniętych«”, moje spiskowe serce od razu mocniej zabiło. Okazuje się bowiem, że po 26 latach od premiery ostatnie dzieło Stanleya Kubricka przeżywa coś na kształt drugiej młodości. Co ciekawe, fascynują się nim głównie przedstawiciele pokolenia dzisiejszych nasto- i dwudziestolatków, którzy traktują je jak wiarygodne źródło wiedzy o świecie. 

A w szczególności – o tego świata niewidocznej na pierwszy rzut oka podszewce, starannie ukrywanej przez wszechmocne tajne stowarzyszenia. Czyli ludzi ekstremalnie bogatych i wpływowych, których uosobieniem i symbolem jest oczywiście Jeffrey Epstein.

Kto zabił Stanleya Kubricka? Teorie spiskowe o jego śmierci

Że ów film można odbierać w ten sposób – to mnie nie zaskoczyło, podobnie jak, mam nadzieję, tych z Państwa, którzy regularnie czytują moje felietony. Kilka lat temu, w tekście „Spiskowa żarliwość”, pisałem wszak o „Oczach szeroko zamkniętych”, przywołując postać niejakiego Kentroversy’ego, czyli Kenta Daniela Bentkowskiego, zmarłego w 2009 r. niestrudzonego badacza wszelkich możliwych konspiracji, przede wszystkim zaś autora szaleńczo szczegółowej analizy (dostępnej wciąż na stronie kentroversypapers.blogspot.com), z której jednoznacznie wynika, że rzeczony film jest rozległą ekspozycją tajemnic rządzącego nami Zakonu Iluminatów.

Właśnie dlatego, że Kubrick ich sekrety ujawnił, miał za karę zginąć: wedle Kentroversy’ego, reżyser nie umarł na serce, lecz został rytualnie zamordowany, czego dowodzi okoliczność, że zgon nastąpił 7 marca 1999, a zatem dokładnie 666 dni przed 1 stycznia 2001, czyli datą wpisaną w jego najsłynniejszy film „2001: Odyseja kosmiczna”. Iluminaci, wiadomo, lubią dawać takie znaki, a kto ma oczy, ten je widzi i potrafi zinterpretować.

Uruchamianie odtwarzacza...

Dobrze pamiętam, jak lekceważąco traktowano tego typu zjawiska 15-20 lat temu. Dobrze pamiętam również, jak powoływano się przy tym na statystyki, które wskazywały, że teorie spiskowe to zjawisko z pogranicza błędu pomiarowego. Cóż, dziś myślenie spiskowe jest w rozkwicie. Nie tylko w swoich nominalnych, dosłownych przejawach, ale także tam, gdzie występuje w masce politycznej polaryzacji, nieufności wobec instytucji oraz „oficjalnych narracji”.

Czy film Kubricka przewidział współczesne lęki?

Skąd ten rozkwit? Przykład drugiej młodości „Oczu szeroko zamkniętych” dostarcza wielu intrygujących obserwacji. Film ten traktowany bywa przez młodych wielbicieli nie tylko jako krynica sensu, ale także zbiór oszałamiających trafnością przepowiedni. Przyznaję: trudno otrząsnąć się z wrażenia, że Victor Ziegler, postać kreowana przez Sydneya Pollacka, do złudzenia przypomina Epsteina. 

Skądinąd Pollack, grając Zieglera, miał tyle lat, ile Epstein, kiedy został aresztowany. Przypadek? Być może, ale w takich uniwersach nie istnieją przypadki, lecz jedynie znaczące koincydencje i ścisłe wynikania. I właśnie dlatego, że wszystko się tu ze wszystkim łączy i ze wszystkiego wynika, da się z tej mozaiki czytać zarówno przeszłość, jak i przyszłość, uzyskiwać odpowiedzi na dowolne pytania, rozwiązywać wybrane zagadki, a co najważniejsze – koić każdy niepokój i niwelować każdą niepewność.

„Oczy szeroko zamknięte” funkcjonują więc na zasadzie wyroczni, wielkiej świętej księgi. Jak przystało na epokę zaniku pisma i dominacji obrazu, jest to księga filmowa, ale być może właśnie przez to jej oddziaływanie wydaje się jeszcze bardziej sugestywne. 

Zwłaszcza że doskonale rezonuje z powszechnymi obawami i fantazjami, co potwierdza, nawiasem mówiąc, że Kubrick był po prostu genialnym artystą, świetnie wychwytującym podskórne trendy czy tendencje. Np. rosnące poczucie braku sprawstwa; pogłębiające się przepaście pomiędzy potężnymi elitami a resztą społeczeństwa, która może się ich luksusom co najwyżej przyglądać na instagramowych witrynach; weryfikujące się co i rusz w kolejnych skandalach (Epstein, Weinstein, eksksiążę Andrzej) podejrzenie, że rządzący nami bogacze są amoralni i zepsuci, i że kiedy ich nikt nie widzi, zachowują się w sposób urągający wszelkim zasadom, bo zasady i ograniczenia są wyłącznie dla maluczkich. 

No i ten dojmujący, przeraźliwy deficyt sensu. To znaczy: brak orientacji, w którą stronę iść; zanik struktury, w ramach której da się planować przyszłość; rozpad symbolicznej formy pozwalającej mierzyć się z doświadczeniami granicznymi – cierpieniem, miłością, śmiercią, stratą.

Czy ignorować zjawiska marginalne?

Cóż, lekcja, jaka z tego płynie, jest prosta, acz wciąż dla wielu niedostrzegalna, niczym knowania Iluminatów. Potrzeba sensu jest w nas nieusuwalnie wpisana, a jeśli niedostępne stają się jej konstruktywne źródła, człowiek zaczyna zaspokajać ją gdzie popadnie. Z całym szacunkiem dla Kubricka, świat, w którym to „Oczy szeroko zamknięte” mają stanowić matrycę naszego rozumienia rzeczywistości, zdaje mi się co najmniej niepokojący. 

Ale najważniejsza okazuje się jeszcze inna, ignorowana nieustannie oczywistość: to, że coś w danym momencie wygląda na marginalne i pozbawione znaczenia, nie znaczy, że za dekadę lub dwie nie zmieni się w dominujący problem.

Należy więc mieć oczy szeroko otwarte.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 47/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Święta księga epoki obrazkowej