Sparaliżowany nie dostał ślubu

Wszystko miało się odbyć "po Bożemu". Renzo i Lucia, po długim narzeczeństwie, postanowili stanąć przed ołtarzem. Ustalono datę uroczystości i rozpoczęto przygotowania. Ale nie zgodził się biskup - dlatego, że narzeczony jest częściowo sparaliżowany.
Czyta się kilka minut
/fot. KNA-Bild /
/fot. KNA-Bild /

Chociaż dla narzeczonych to zawsze chwila wyjątkowa, ich losy pozostałyby nam nieznane, gdyby nie splot nieszczęśliwych wypadków. Na dwa miesiące przed dniem ślubu Renzo został ciężko ranny w wypadku samochodowym i opuścił szpital na wózku inwalidzkim, bez pewności, że odzyska władzę w nogach. Mimo dramatycznej sytuacji, w jakiej się znalazł, ani on, ani jego narzeczona nie stracili wiary w uczucie, jakie ich złączyło. Można by powiedzieć, że jak na 25-latków niespotykana dojrzałość, wiara i zdolność do poświęceń w imię miłości. A jednak, ku zaskoczeniu narzeczonych i mimo zaangażowania w sprawę proboszcza, biskup diecezji orzekł, że ich związek nie będzie mógł mieć charakteru sakramentalnego, bo nie ma pewności, czy Renzo będzie zdolny do współżycia. "Skończyło się" na ślubie cywilnym.

Ta historia prowokuje pytanie, na czym ma być oparte sakramentalne małżeństwo? Biskup odwołał się do normy prawnej zapisanej w kodeksie prawa kanonicznego: "niezdolność dokonania stosunku małżeńskiego uprzednia i trwała, czy to ze strony mężczyzny, czy kobiety, czy to absolutna, czy względna, czyni małżeństwo nieważnym z samej jego natury". Wychodzi więc na to, że fundamentem sakramentalnego związku jest seks, a nie miłość, bo skoro nie można "skonsumować małżeństwa" (co za okropne sformułowanie), to znaczy, że liczy się to, co "jest między nogami" a nie to, co jest w sercu.

Nie wiem, czy tych dwoje młodych ludzi wytrwałoby ze sobą, ale nie potrafię pogodzić się z tezą, że brak seksu oznacza brak miłości. Wydaje mi się, że w sytuacjach takich, jak wyżej opisana, Kościół rości sobie prawo do wiedzy, którą ma jedynie Pan Bóg, nie chcąc w ich żaden sposób pobłogosławić. Jak rozumieć absolutny charakter tej normy prawnej, skoro życie pokazuje, że seks w małżeństwie wcale nie gwarantuje miłości, a i miłość bez seksu nie jest drugiego gatunku? Można ze sobą współżyć, można się "kochać", ale nie można skonsumować miłości. Czy nie o tym m.in. mówił w swoim Hymnie św. Paweł?

Nie chodzi o to, żeby wziąć ślub "w kościele", lecz by dokonać zaślubin "w Panu", a więc darzyć się uczuciem i miłością, przypominającą miłość łączącą Chrystusa z Kościołem. To nie sprawność seksualna ją symbolizuje ani orgazm czy potomstwo, tylko zawarte między mężczyzną i kobietą przymierze, "płodne" ich miłością. Czyżbyśmy przestali w to wierzyć? Nieskonsumowanie małżeństwa nie jest dowartościowaniem seksu, jest jego kontrolą.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 26/2008