Do artykułu Józefa Majewskiego o sensie cierpienia chciałabym dołączyć kilka myśli. Jest oczywiste, że próby tłumaczenia racjonalno-psychologicznego tego najtrudniejszego ludzkiego doświadczenia (że „może stanowić przestrogę”; że „uszlachetnia”; że „pozwala docenić dobro” i inne przytaczane przez autora) nie zadowalają, nie tłumaczą jego istoty, nie wyjaśniają tego ogromu (nadmiaru) cierpienia, zwłaszcza cierpienia ludzi niewinnych, dzieci. Myślę, że naprawdę jedynie chrześcijaństwo pozwala zrozumieć tajemnicę cierpienia, a może tylko przybliżyć się do jej zrozumienia.
Tylko perspektywa zbawczej Misji Chrystusa, podjętej przez Mękę Krzyża dla ratowania świata, odkrywa najgłębszy sens cierpienia. Bóg wszedł w świat rozdarty przez zło i naznaczony cierpieniem po grzechu, będącym konsekwencją wolności człowieka. Przyjął najcięższy ludzki los i odtąd jest z tymi (i w tych), którzy cierpią. Na pytanie, gdzie był Bóg w Oświęcimiu i gułagach, odpowiedź brzmi: w gazowanych i poniżanych.
I w dziele ratowania świata przez cierpienie uczniowie Chrystusa mogą uczestniczyć oddając to, co jest ich najbardziej własne – cierpienie. Wszystko inne, co posiadają, jest darem otrzymanym. Może to jest ta „solidarność z cierpiącymi”, o której mowa jest w końcowej części artykułu o Hiobie, tylko pojmowana bardziej mistycznie.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















