Pracuję w miejscu, gdzie nadal zdecydowana większość młodzieży chodzi na lekcje religii. Jako katecheta czuję się jednak czasem jak protetyk. Staram się tworzyć protezy zastępujące to, czego zabrakło gdzie indziej. W rodzinie, w środowisku, w Kościele.
Właściwie katecheza ma czynić cuda. Trafia tam młody człowiek, który bardzo często zrezygnował już z chodzenia do kościoła, w rodzinie religia dawno przestała być sprawą ważną, a środowisko, w którym się wychowuje, zatraciło swój chrześcijański wymiar. Religia zazwyczaj (są oczywiście chlubne wyjątki) jest co najwyżej jedną z wielu innych spraw, które go otaczają. Cudownym panaceum na to ma być właśnie katecheza w szkole.
Te dziewięćdziesiąt minut w tygodniu, w specyficznej, szkolnej przestrzeni, jest nierzadko jedyną szansą na spotkanie z Chrystusem. Czy można w tym czasie zastąpić to, czego ja doświadczałem w rodzinie, środowisku i parafii? Odpowiedź jest oczywista – nawet proteza jest z tego kiepska. ©
Autor jest katechetą w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych w Czarnkowie; teolog, autor pomocy katechetycznych.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.















