Reklama

Sąd nad Brexitem

Sąd nad Brexitem

07.11.2016
Czyta się kilka minut
Wydawało się, że ta kwestia bardziej skomplikowana być nie może.

​A jednak: wszystko za sprawą wyroku Wysokiego Trybunału w Londynie, który orzekł w minionym tygodniu, że aby uruchomić formalną procedurę wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii, rząd potrzebuje zgody parlamentu.
Co to oznacza? Gdy w czerwcu Brytyjczycy niewielką większością zdecydowali, że chcą opuścić Unię, wówczas – choć wielu mieszkańców Wysp było tym zszokowanych – zdawało się, że Brexit jest przesądzony. Tym bardziej że wkrótce ster rządów przejęła energiczna i zdecydowana nowa premier Theresa May. Co prawda niedawno May potwierdziła, że Brexit będzie – do marca 2017 r. mają rozpocząć się negocjacje ze Wspólnotą – i kurs funta od razu spadł... Ale teraz okazuje się, że to nie takie proste: Wysoki Trybunał uważa, że zanim rząd uruchomi konieczny tu artykuł 50. traktatu europejskiego, Brexit musi zyskać poparcie w parlamencie. Na marginesie – kurs funta od razu poszedł w górę.
Orzeczenie to jest dla May problemem, bo większość parlamentarzystów opowiada się za pozostaniem w Unii – przynajmniej na razie. Nic dziwnego, że premier postanowiła się odwołać od wyroku do Sądu Najwyższego. Jeśli jednak i ta instancja uzna, że sprawa musi być głosowana w Izbie Gmin i Izbie Lordów (a wtedy, kto wie, może zażądają tego również parlamenty lokalne w Szkocji, Walii i Irlandii Północnej?), to całkiem możliwe jest rozpisanie przedterminowych wyborów parlamentarnych – po to, by wprowadzić do parlamentu więcej zwolenników Brexitu. Całe to prawne zamieszanie pokazuje, że gdy Brytyjczycy głosowali w referendum, to zupełnie nikt nie wiedział, jak Brexit miałby wyglądać w praktyce. Teraz więc odbywa się wielki eksperyment na żywym organizmie państwa.
Wyrok Trybunału pokazał też coś jeszcze. Po referendum na Wyspach odnotowano wzrost liczby wykroczeń i przestępstw motywowanych nienawiścią rasową, wymierzonych także w Polaków. Teraz uderza agresywna retoryka części mediów i polityków pod adresem sędziów, którzy rzekomo sprzeciwili się „woli ludu”. Sędziów jednak szybko poparła minister sprawiedliwości Liz Truss, podkreślając, że niezależność sędziowska jest podstawą rządów prawa. Mimo brexitowskiej zawieruchy, wiele to mówi o brytyjskiej demokracji. ©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka działu Świat, specjalizuje się też w tekstach o historii XX wieku. Pracowała przy wielu projektach historii mówionej (m.in. w Muzeum Powstania Warszawskiego)  i filmach...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]