Problem zbyt krótkiej kołderki fiskalnej dawno nie gościł w polskiej debacie publicznej. Po latach rządów PiS, które całą inżynierię finansów publicznych sprowadziło do karykaturalnego „wystarczy nie kraść”, i czasem wręcz szastało groszem podatników, przyszedł rok powyborczy, w którym zwycięzcom nie wypadało jeszcze mówić o zaciskaniu pasa. Aż zbudziliśmy się wszyscy na przednówku roku 2025, z nowym projektem budżetu. I z nową perspektywą na stan finansów państwa polskiego.
Na to wszystko Polski nie stać
Potrzeby nie maleją. Priorytetem jest obronność, na którą w przyszłym roku wydać mamy ponad 186,6 mld zł, czyli aż 4,7 proc. PKB, ale inne sfery publiczne czeka zaciskanie pasa. Rząd szuka oszczędności. Zastanawia się, jakie leki skreślić z listy refundacyjnej i które terapie mają zniknąć ze szpitali. Pieniędzy brakuje tradycyjnie dla najuboższych, o czym piszą autorzy najnowszego raportu Poverty Watch 2024, czyli monitoringu ubóstwa, z którego wynika, że 2,5 mln osób w Polsce wegetuje poniżej progu nędzy.
Gabinet Tuska nie rusza progów dochodowych uprawniających do świadczeń społecznych, ale odmawia też podniesienia kwoty wolnej do obiecanych w wyborach 60 tysięcy zł. Po kieszeni dostała nawet oceanografia, której miano początkowo odebrać pieniądze na utrzymanie „Oceanii”, jedynego polskiego statku badawczego zdolnego do prowadzenia badań poza Bałtykiem. Sprawę nagłośniły media i Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego ostatecznie wyskrobało z dna budżetowej skarbonki 16 mln zł, które wystarczą do utrzymania jednostki w służbie do końca 2026 roku.
Rząd wyda miliardy na górnictwo
Zatrzymajmy się chwilę nad tą liczbą. 16 mln zł. W jednej dziedzinie publicznej państwo polskie będzie w przyszłym roku wydawać tyle pieniędzy mniej więcej co 16 godzin. Będą to w dodatku pieniądze całkowicie zmarnowane, za które rząd kupi sobie kilka lat spokoju. Mowa o dotacjach dla górnictwa, na które wedle projektu przyszłorocznego budżetu wydamy (wraz z funduszami zapisanymi poza ustawą budżetową) aż 9 mld zł.
Każde 60 minut dalszego funkcjonowania kopalń w Polsce kosztować ma w przyszłym roku ponad milion złotych.
Co otrzymamy w zamian? Rząd nawet nie próbuje udawać, że ta inwestycja może się nam wszystkim opłacić. Zakłada wprawdzie, że ze wspomnianych 9 mld zł aż 7 przeznaczy na ograniczanie wydobycia węgla, tyle że w ogóle żadnego ograniczania nie planuje. Jak donosi - cytując przy tym oficjalne rządowe dokumenty branżowy serwis Wysokie Napięcie „w latach 2025 i 2026 wydobycie węgla ma nie spadać i wynieść 48 mln ton. Dopiero w 2027 spadnie…o 1 milion ton”.
Prąd nadal będzie drogi
Hurtowe ceny prądu w Polsce należą dziś do jednych z najwyższych w Europie, często wręcz wiedziemy w tej dyscyplinie palmę pierwszeństwa. Ta sytuacja – efekt wieloletnich zaniedbań w modernizacji krajowej energetyki – przekłada się boleśnie także na ceny detaliczne energii, która w przyszłym roku podrożeć ma po raz kolejny, tym razem o około 15 proc. Rząd PiS otwarcie wspierał górnictwo węgla kamiennego i sabotował rozwój odnawialnych źródeł energii, licząc na to, że taka strategia, choć długofalowo samobójcza, w krótkiej perspektywie wyborczej przyniesie mu głosy Śląska.
To za PiS przeforsowano kuriozalne rozwiązania pomostowe, które zakładają, że cyklicznie reanimowane przez państwo górnictwo węgla kamiennego przetrwa w Polsce do 2049 roku, żeby dać temu regionowi czas na przestawienie się na inne branże. Kuriozalne - bo już dziś wiadomo, że zapotrzebowanie na węgiel spadnie w polskiej gospodarce do zera znacznie wcześniej niż we wspomnianym 2049 roku. Prawdopodobnie już około roku 2035 polskie kopalnie węgla będą potrzebne państwu polskiemu w takim samym stopniu, co młyny wodne.
Następcy PiS, którzy właśnie zastanawiają się, na czym zaoszczędzić w przyszłorocznym budżecie, nie mają oczywiście odwagi, by tknąć górniczej bomby. Rząd Donalda Tuska, podobnie jak poprzednie, jest zakładnikiem branżowego lobby, które broni, owszem, także miejsc pracy w górnictwie, ale przede wszystkim swoich politycznych wpływów. Można by to sprowadzić do oczywistej w sumie konstatacji o brutalnych realiach polityki, gdyby nie fakt, że całą tę zabawę co roku finansować muszą wyborcy.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















