Rozsądny romantyk

W wieku 79 lat zmarł Henryk Wujec. Wieloletni działacz opozycji demokratycznej w PRL. Jeden z bohaterów naszej wolności. I piękny człowiek.
Czyta się kilka minut
 / GRAŻYNA MAKARA
/ GRAŻYNA MAKARA

Choć jego życiorys wydaje się arcypolityczny, nie był tak naprawdę politykiem. „Liczą się właśnie te wielkie chwile, kiedy coś od siebie bezinteresownie dajemy, obdarowując nie tylko bliźnich, ale i siebie. Nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy, historia przyzna nam rację” – pisał przed laty na łamach „Tygodnika”, którego był wiernym czytelnikiem i przyjacielem, w tekście zatytułowanym „Nierozsądny romantyzm”. Choć bywało, że znajdował się w sercu politycznych burz – jak choćby u początków „wojny na górze”, kiedy Lech Wałęsa odwoływał go z funkcji sekretarza Komitetu Obywatelskiego – nie zajmowała go polityka w rozumieniu frakcyjnych układów czy walki o władzę. Myślał raczej o ludziach, którym trzeba pomóc. I o niesprawiedliwej rzeczywistości, która wymaga zmiany.

Urodził się w chłopskiej rodzinie, we wsi Podlesie koło Biłgoraja – o swoich korzeniach, pasaniu krów i ciężkiej pracy w polu zawsze opowiadał z dumą i zawsze angażował się w sprawy wsi, w III RP m.in. jako sekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa czy promotor regionalnej żywności. Jako pierwszy mieszkaniec Podlesia poszedł do liceum, a potem na studia: studiował fizykę na Uniwersytecie Warszawskim. Jako student trafił do warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, a później do środowiska opozycyjnej młodzieży, które w 1976 r. współtworzyło Komitet Obrony Robotników. Organizował pomoc dla represjonowanych robotników Ursusa i Radomia, w 1977 r. uczestniczył w głodówce w kościele św. Marcina, był redaktorem podziemnego „Robotnika” i współorganizatorem Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża: jego nazwisko można spotkać w kontekście niemal wszystkich inicjatyw niezależnych drugiej połowy lat 70. Wielokrotnie zatrzymywany i więziony, w 1978 r. zwolniony z pracy w fabryce półprzewodników TEWA, w 1979 r. pobity podczas napadu komunistycznych bojówkarzy na mieszkanie Jacka Kuronia, gdzie odbywał się wykład Uniwersytetu Latającego. W 1980 r. został działaczem, a później członkiem władz Solidarności, uczestniczył w obradach Okrągłego Stołu, w wolnej Polsce był posłem, pracował w resorcie rolnictwa i w Kancelarii Prezydenta Bronisława Komorowskiego. Angażował się w pojednanie polsko-ukraińskie i dialog polsko-żydowski. W 2006 r. Lech Kaczyński odznaczył go Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, był też laureatem Nagrody im. Andrzeja Bączkowskiego za wzór służby publicznej i pracy w duchu porozumienia „ponad podziałami”.

Suche fakty z życiorysu nie oddają fenomenu Henryka Wujca, o którym nawet polityczni oponenci wypowiadali się zawsze z serdecznością i uznaniem. Niedługo po tragedii na Broad Peak pisał w „Tygodniku”: „Nieważne, czy jestem związany z mamą, z żoną, z synem, córką, przyjacielem czy w ogóle z kimś konkretnym. Nie jestem sam na tym świecie, nie mogłem tu się znaleźć sam, nie jestem odpowiedzialny tylko za siebie. To jest właściwie jedyny sens naszego życia na tym świecie, wszystko inne jest niepewne, nieuzasadnione. Łączy nas wspólny los wobec nieznanego świata. Nie mogę więc myśleć tylko o sobie, nie mogę zostawić innych, póki to jest w mojej mocy, muszę z innymi razem pokonywać bezsens tego świata, a może zabrzmi to bardziej optymistycznie: razem szukać, a nawet tworzyć sens tego świata. Tak więc nie powinienem oddawać życia dla samego siebie. To bliskie jest solidarności”.

Pięknie się uśmiechał. W rozmowie małżeńskiej dla „Tygodnika” Ludwika Wujec mówiła do swojego męża: „w tobie takich złych emocji nie ma”. Może dlatego jego słowa o działaczach ruchu pozarządowego czyta się jak szkic do autoportretu. „Nie ma ich wielu. Nie chcą wybierać między »tak« i »nie«, między prawą i lewą stroną, między otwartymi dłońmi i zaciśniętymi pięściami, nie chcą ćwiczyć w jednym lub drugim chórze – pisał. – Nie ma ich w kłótniach parlamentarnych czy telewizyjnych, nie uganiają się za nimi dziennikarze – nie rokują skandali. Ale może to oni są tymi sprawiedliwymi we współczesnej Sodomie i Gomorze, którzy ocalą świat od zagłady”.

O tym, że był Sprawiedliwy, piszą teraz wszyscy. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 34/2020