Niecierpliwość Kremla ma swoje uzasadnienie: przecież miało być posprzątane – daliśmy Janukowyczowi pieniądze, tani gaz, na co on jeszcze czeka; musi twardo rozprawić się z warchołami demolującymi centrum Kijowa. Janukowycz, dobij gadzinę – wzywają nadworni kremlowscy publicyści. A jak dobijesz, będziesz nasz. Scenariusza B nie widać.
UKRAINA? POMYŁKA STALINA!
Duma Państwowa, rosyjski parlament, w specjalnej uchwale wskazała już winnych radykalizacji protestu na Ukrainie: to nieodpowiedzialna opozycja i wspierający ją politycy z Zachodu, którzy bezpardonowo wtrącają się w wewnętrzne sprawy suwerennego kraju.
Jedyną frakcją, która nie podniosła ręki za tą uchwałą, była LDPR Władimira Żyrinowskiego. Dlaczego? Bo LDPR nie popiera wydawania pieniędzy z rosyjskiego budżetu na wspieranie zagranicy, choćby tak bliskiej jak Ukraina. Żyrinowski nazwał Ukrainę „pomyłką Stalina”. Jego zdaniem regiony wschodnie powinny zostać w 1945 r. wcielone do Rosji, a zachodnie stać się ukraińską republiką sowiecką, ze stolicą we Lwowie (ta myśl o podziale Ukrainy pojawia się zresztą w rosyjskich komentarzach bardzo często). Następnie Żyrinowski, enfant terrible rosyjskiej sceny politycznej, wezwał do wstrzymania finansowania dla Janukowycza. „Po co mu dawać naszą forsę, skoro on przegra wybory?” – argumentował.
Oficjalne czynniki rosyjskie mówią jednym głosem. Minister spraw zagranicznych, wiceministrowie, rzecznik prezydenta, deputowani – wszyscy popierają Janukowycza i trąbią o ingerencji Zachodu w sprawy ukraińskie. Minister Ławrow wyraził gotowość pośredniczenia w uregulowaniu ukraińskiego sporu.
Czynniki nieoficjalne szukają innych dróg. Michaił Gorbaczow, ostatni prezydent ZSRR, napisał list do prezydentów Putina i Obamy z postulatem objęcia przez nich patronatem negocjacji między stronami konfliktu na Ukrainie. Pod ambasadą Ukrainy w Moskwie zebrała się stuosobowa grupa poparcia dla uczestników protestów na Majdanie – pikieta została sprawnie „zneutralizowana” przez milicję.
„A CO U NAS?”
Rosyjska telewizja informacyjna Rossija 24 na bieżąco pokazuje relację z Kijowa. Nie tylko w materiałach tej telewizji, ale także w innych mediach obowiązuje jeden schemat przekazu: sytuacja na Majdanie wymknęła się spod kontroli, nastroje się zradykalizowały, na ulicach Kijowa rządzą nacjonaliści, protest staje się coraz bardziej agresywny, Zachód nieodpowiedzialnie miesza, liderzy Majdanu stracili autorytet.
Opowiadanie o anarchii i agresji uczestników Majdanu obliczone jest zapewne na to, by w widzach/czytelnikach nie zakiełkowała sympatia dla manifestujących. A ona ewidentnie wcześniej kiełkowała, np. w blogosferze – rosyjscy entuzjaści, popierający proeuropejskie dążenia Ukrainy, jeździli na Majdan i zachwycali się atmosferą, solidarnością, Rusłaną śpiewającą hymn. „Dlaczego u nas to niemożliwe?” – zastanawiali się.
Potem jednak Majdan został przesłonięty przez wydarzenia na ulicy Hruszewskiego. Sprawa ofiar śmiertelnych nie jest przez rosyjskie media eksponowana. Zauważyli to i skomentowali jedynie nieliczni. Przykładowo, Anton Oriech na blogu pisał: „Do dzisiejszego ranka można było opowiadać sobie wesołe kalambury o katapulcie, można było śmiać się ze słowa tituszka (...), ale wesołe hasła i śmieszne fotki stają się nie na miejscu, kiedy zaczynają ginąć ludzie”.
W rosyjskim oficjalnym przekazie medialnym, szczególnie w komentarzach, pojawiają się też rozważania, czy możliwy jest wariant siłowy zakończenia protestu – tj. rozjechanie Majdanu przez siły prorządowe, mimo oporu – oraz czy na Ukrainie dojdzie do wojny domowej.
***
Dziś trudno prognozować rozwój sytuacji na Ukrainie – dynamika wydarzeń jest niesamowita. Można się natomiast zastanowić, dlaczego opinia publiczna w Rosji jest urabiana przez media w taki sposób, aby z akceptacją powitać siłowe rozwiązanie na Ukrainie.
Gdyby ukraiński prezydent poszedł na takie rozwiązanie, znalazłby się w międzynarodowej izolacji i musiałby się pocieszać w siostrzanych ramionach Rosji. A osłabiony w ten sposób, miałby bardzo ograniczone pole manewru w grach z Rosją – musiałby przyjąć jej warunki.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















