Dwa miesiące minęły od objęcia urzędu przez Trumpa – i wygląda na to, że rację mieli sceptycy, którzy prognozowali, iż podjęta przez niego próba skłonienia Putina do zakończenia agresji skończy się, przynajmniej przy pierwszym podejściu, porażką.
Nieważne w tym momencie, co sądzimy o taktyce Trumpa i jego ludzi oraz o tym wszystkim, co się działo przez ten czas – efekt jest taki, że Rosja i Ukraina zgodziły się jedynie powstrzymać od ataków na infrastrukturę energetyczną oraz rozejm na Morzu Czarnym. Oba moratoria są nieprecyzyjne i trudno uznać je za ustępstwo agresora (w obu przypadkach Rosja coś uzyskuje; w drugim nawet więcej niż Ukraina, która wcześniej wypchnęła stąd rosyjską flotę).
Zgodnie z sowiecką logiką negocjacji Rosja eskaluje politycznie i militarnie
Gdy natomiast idzie o rzecz zasadniczą – warunki zakończenia wojny – między USA a Rosją zapanował impas. Taktyka Trumpa, który nieustannie wychodził naprzeciw Putinowi z deklaracjami kolejnych ustępstw, najwyraźniej utwierdziła Kreml w poglądzie, iż najlepiej jest czekać, aż prezydent USA znudzi się Ukrainą i na koniec sam wymusi na napadniętym kraju to, czego Rosja nie jest zdolna wymusić na nim od trzech lat.
Ponadto, zgodnie z sowiecką logiką negocjacji, Rosja eskaluje: wzmacnia presję politycznie i militarnie. O ile jednak na lądzie znów obserwujemy impas – obrońcy wyhamowali rosyjską ofensywę, wróg prawie nie ma postępów, a na niektórych odcinkach został nawet odrzucony – o tyle drastycznie nasilają się uderzenia lotnicze.
Piłka jest po stronie Trumpa. Tylko czy Trump ma plan?
Co noc Rosja wypuszcza więc po sto kilkadziesiąt dronów dalekiego zasięgu typu szahed. Choć raczej omijają one energetykę (nie zawsze), niszczą wszystko inne: infrastrukturę kolejową, przedsiębiorstwa, bloki mieszkalne. Niepokojące, że obrona przed nimi słabnie: wcześniej udawało się likwidować prawie wszystkie szahedy, teraz zwykle kilkanaście trafia w cel. Z kolei w ciągu dnia nasilają się naloty (rakiety, drony, bomby) na miasta na zapleczu frontu: Charków, Dniepr, Krzywy Róg, Sumy, Chersoń.
Towarzyszy temu eskalacja polityczna: wzmożenie coraz bardziej abstrakcyjnych pomysłów rzucanych przez Putina – że Ukraina powinna trafić pod zarząd ONZ albo że władzę powinien objąć jakiś rząd tymczasowy (bo tylko z nim Kreml podpisze pokój) itd., itp.
W tej sytuacji piłka jest po stronie Trumpa. Wygląda jednak na to, że nie ma on przemyślanego „planu B”: jak postąpić, gdy Putin słowami i czynami odrzuca jego gotowość do ustępstw.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















