Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Reporterska kuchnia w obrazkach

Reporterska kuchnia w obrazkach

21.10.2013
Czyta się kilka minut
W „Fotografie” próżno szukać patosu i cierpiętnictwa. Sporo jest natomiast reporterskiej prozy życia, która wielu miłośników gatunku nadal ciekawi.
C

Czy życie reportera wojennego jest tematem na reportaż? Czy istotne jest pytanie, jaką cenę płaci on za możliwość wykonywania tego zawodu? Dla niego z pewnością. Dla nas – odbiorców już niekoniecznie. Bo wobec ogromu tragedii, z jakimi stykają się i które muszą relacjonować dziennikarze, ich osobiste dramaty są po prostu konsekwencją własnych działań. Do wykonywania tej pracy nikt nikogo nie zmusza, każdy dziennikarz jedzie w strefę wojny z własnej, nieprzymuszonej woli, zawsze i w dowolnym momencie może też tę strefę opuścić.
Reporterzy jednak kochają pisać o sobie. Weźmy choćby wielkiego Jeana Hatzfelda, który oprócz swojej rwandyjskiej i przejmującej do bólu reporterskiej trylogii napisał też powieść „Linia zanurzenia”. Jej bohaterem jest reporter wojenny borykający się z całkiem normalnym życiem, jakie zmuszony jest wieść między jedną wojenną eskapadą a drugą. Arturo Pérvez-Reverte w „Bataliście” odmalowuje zaś (i to niemal dosłownie) panoramę konsekwencji, z jakimi zderzyć się musi ktoś, kto całe swoje życie poświęcił na fotografowanie nieszczęścia innych.
Zarówno Hatzfeld, jak i Pérvez-Reverte zdają sobie jednak sprawę z pewnej niestosowności czynienia reportera głównym bohaterem. Dlatego swoje refleksje przyoblekają w szaty powieści. Dzięki temu pozbywają się balastu odpowiedzialności za dawanie świadectwa sprawie, która tak naprawdę żadną sprawą nie jest. Wiedzą, że wszelkie życiowe komplikacje, które ich dotykają, choćby najbardziej dramatyczne, są po prostu rezultatem wyborów podjętych przed laty. Tego samego nie mogą powiedzieć bohaterowie ich dziennikarskich relacji. I to dlatego właśnie im należy się uwaga świata.
Także w Polsce ten reporterski autotematyzm przebija się coraz częściej na pierwsze strony gazet, znajduje wydawców i jest publikowany w wysokich nakładach. I to niestety w wersji o wiele uboższej, pozbawionej niuansów i brutalnie bezpośredniej. W konsekwencji los reportera zaczyna zajmować odbiorców bardziej niż los tych, których reporter ten winien przejmująco opisywać. To zaburzenie proporcji zwłaszcza w ostatnim czasie, powszechnej znieczulicy choćby na syryjski dramat, wydaje mi się szalenie niebezpieczne.
Tym cenniejszą i bardziej pouczającą lekturą wydawać się może na polskim gruncie „Fotograf”. Bohaterem tej książki jest wysłany w 1986 r. do Afganistanu Didier Lefèvre. Jego zadaniem jest m.in. dokumentacja działań znanej i szanowanej organizacji „Lekarze bez Granic”. Próżno tu jednak szukać autotematycznych wynurzeń, patosu i cierpiętnictwa. Sporo jest natomiast reporterskiej prozy życia, która wielu miłośników gatunku nadal ciekawi.
Bezpretensjonalność przesłania całej książki podkreśla jednak przede wszystkim jej forma. Jest bowiem „Fotograf” komiksem i już samo to wydaje się być rzeczą jak na reportaż całkiem nietypową. Mało tego: klasyczna komiksowa narracja jest tu rozbita fotograficznymi kadrami – stykówkami klisz, które w czasie swojej pracy naświetlił Lefèvre. Na jego życie i pracę przedstawione przy pomocy komiksowych obrazków patrzymy więc z lekkim przymrużeniem oka. Życie nękanych wojną Afgańczyków obserwujemy już natomiast niemal bezpośrednio dzięki doskonałym fotografiom. Proporcje zostają zachowane, Lefèvre i jego historia rysowana oszczędną kreską Emmanuela Guiberta są tylko dodatkiem do tego, co w Afganistanie roku 1986 było naprawdę ważne – dramatu ludzi, który przecież trwa tam do dziś.

Didier Lefèvre, Emmanuel Guibert, Fotograf, tłum. Wojciech Birek, Wydawnictwo Komiksowe 2013

FILIP SPRINGER (ur. 1982) jest fotoreporterem i dziennikarzem. Opublikował książki „Miedzianka. Historia znikania”, „Źle urodzone. Reportaże o architekturze PRL”, „Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach” oraz – omawianą w poprzednich „Książkach w Tygodniku” – „Wannę z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]