Reportaż po przejściach

W ogłoszeniach o pracę często stawiany jest warunek, aby kandydat był z jednej strony osobą młodą, a z drugiej – miał zawodowe doświadczenie. Tego samego oczekuje się od reportera.
Czyta się kilka minut

Po pierwsze: musi być młody, to znaczy posiadać kojarzone z młodością cechy, jak otwarcie na świat, świeżość spojrzenia, bezkompromisowość, a nawet pewną bezczelność, wreszcie gotowość do znoszenia wpisanych w tę profesję niewygód. Wiek biologiczny jest mniej istotny, poza tym granice młodości wciąż się przesuwają i czterdziestolatek jeszcze spokojnie się w nich mieści, co dwie, trzy dekady temu było nie do pomyślenia. Po drugie, reporter musi być doświadczony, czyli mieć w sobie życiową mądrość i taki bagaż przeżyć, który pozwoli mu wczuć się w sytuację drugiego człowieka i zrozumieć Innego. Rzecz jasna, nie bez znaczenia jest oczytanie i wiedza o świecie, które zdobywa się latami.

Podobnie jest z reportażem jako gatunkiem: powinien być i „młody”, i „doświadczony”, co w tym przypadku oznacza – samodzielny. Rosnąca popularność, jaką się cieszy, wynika z wielu czynników, ale z pewnością wiąże się także z jego autonomizacją. Reportaż odrywa się od zmierzającego w stronę infotainment dziennikarstwa i coraz trudniej uznać go za gatunek dziennikarski: staje się odrębnym bytem, tak jak młoda dziewczyna czy chłopak, którzy dorastają i idą na swoje, choć cały czas łączą ich z rodzicami – a przynajmniej powinny łączyć – mocne więzy (co nie wyklucza naturalnego buntu).

Kryzys klasycznego dziennikarstwa dotknął reportaż w małym stopniu dlatego, że już od lat funkcjonował on nie tylko w ramach tradycyjnych mediów, ale także poza nimi, przede wszystkim w postaci książkowej. Ich autorami byli jednak długo niemal wyłącznie czynni dziennikarze, którzy mieli do powiedzenia więcej, niż mogły zmieścić łamy ich czasopism albo radiowa czy telewizyjna ramówka. Wraz ze wzrostem mobilności zawodowej oraz w wyniku przemian po 1989 r., gdy dziennikarstwo przestało być zawodem na całe życie (ktoś odszedł do dyplomacji, ktoś do polityki, ktoś do reklamy – i czasem wracał), reportaże coraz częściej pisali ludzie, którzy już nie potrafiliby określić tego, co robią i kim są, jednym słowem. A dziś spotykamy reporterów, którzy z tradycyjnymi mediami związani byli krótko bądź wcale: pracowników rozmaitych misji, którzy mają okazję przebywać dłużej w ciekawych miejscach świata, naukowców, lekarzy, ekonomistów.

Dzięki internetowi i nowym mediom (blogi, dziennikarstwo obywatelskie) przyjęło się mówić, że dziennikarzem (a na pewno fotoreporterem) może być każdy. Zgodnie z tą logiką reporterem również może być każdy – choć nie każdemu chce się spróbować. To gatunek trudny, pracochłonny, wymagający. Aby był ciekawy, musi wyjść poza to, co można pokazać w obrazku, zagłębić się pod powierzchnię wydarzeń, pokazać ukryte mechanizmy. A czepialscy internauci szybko wykryją każdą nierzetelność. Dlatego po tę formę wypowiedzi będą sięgali nieliczni.

Niecodzienne pasje i predyspozycje autora (doświadczenie) to w reportażu atut. Jak bardzo jest to gatunek pojemny i ile ma jeszcze w sobie nieoczekiwanego i nieodkrytego potencjału (młodość, młodość!), po raz kolejny przekonałem się czytając wydany ostatnio przez Wydawnictwo Czarne „Jakuck” Michała Książka. Autor jest z wykształcenia kulturoznawcą i ornitologiem, co ujawnia się przy opisie ptaków i wydawanych przez nich dźwięków – pomysłowość Książka w tworzeniu onomatopei budzi najwyższe uznanie. Podobnie jak opisy zwierzęcych tropów: „Droga sobola przypomina szew chirurgiczny: dwa równoległe szeregi kropek połączone niewidzialną nicią. (...) Droga lisa to punkty rozsypane dokładnie jeden za drugim. (...) Zając to kleksy, jakby nachlapane przypadkiem, od góry do dołu, na całej kartce”. Książek wie, co pisze: spędził w Jakucji kilka lat. Zna nie tylko język tropów, ale też rosyjski i jakucki. I jest bezwstydnie młody – ma zaledwie trzydzieści pięć lat. 


WOJCIECH GÓRECKI jest reporterem i analitykiem Ośrodka Studiów Wschodnich. Nakładem Wydawnictwa Czarne ukazały się jego książki: „Planeta Kaukaz”, „Toast za przodków” i „Abchazja”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 41/2013

Artykuł pochodzi z dodatku Nagroda Kościelskich 2013