Reklama

Referendum wiążące, ale nieważne

Referendum wiążące, ale nieważne

03.10.2016
Czyta się kilka minut
Referendum dotyczyło zgody obywateli na obowiązkowy mechanizm relokacji imigrantów. W nocy z niedzieli na poniedziałek Narodowe Biuro Wyborcze podało wyniki z 99,98 proc. okręgów: frekwencja 43,91 proc., głosów przeciw kwotom – 98,32 proc.
Referendum na Węgrzech, Budapeszt, 02.10.2016 r. / Fot. Vadim Ghirda/AP/FOTOLINK/EASTNEWS
W

W referendum, które odbyło się w minioną niedzielę, Węgrom zadano pytanie: „Czy chce Pan/Pani, by UE mogła zarządzać także bez zgody parlamentu obowiązkowe osiedlanie na Węgrzech osób innych niż obywatele węgierscy?”. O ile pewne było, że wygrają przeciwnicy tzw. kwot, o tyle otwarta była sprawa frekwencji. Aby referendum było ważne, zagłosować musiała co najmniej połowa wyborców. W nocy z niedzieli na poniedziałek Narodowe Biuro Wyborcze podało wyniki z 99,98 proc. okręgów: frekwencja 43,91 proc., głosów przeciw kwotom – 98,32 proc. Oficjalne wyniki poznamy wkrótce, ale już widać, że frekwencja nie przekroczy progu ważności. Gdy w niedzielę stało się to jasne, premier Viktor Orbán poinformował dziennikarzy, że i tak przeprowadzi zmiany w prawie, bo najważniejsze, że więcej Węgrów opowiedziało się przeciw kwotom, niż je poparło. 

O ile rząd namawiał do głosu na „nie”, o tyle opozycja polecała absencję bądź głos „za”. Próżno jednak szukać wspólnego stanowiska opozycji, każda z partii prowadziła kampanię na własną rękę. W najbardziej nieoczywistym położeniu był skrajnie prawicowy Jobbik, który swym wyborcom zalecał udział w referendum, ale podważał jego zasadność, twierdząc, że lepsza byłaby sama zmiana konstytucji uniemożliwiająca relokację. Na tym tle wyróżniała się Partia Pieska o Dwóch Ogonkach (MKKP), formacja anarchistyczno-happeningowa: z własnych środków sfinansowała kampanię, która miała w żartobliwy sposób dezawuować tę prowadzoną przez rząd. Na ulicach zaroiło się od plakatów kwitujących całą sprawę tak: głupie pytanie, głupia odpowiedź. MKKP proponowało udział w głosowaniu, ale oddanie nieważnego głosu. Odsetek nieważnych głosów jest najwyższy w historii siedmiu referendów, jakie odbyły się nad Dunajem po 1989 r. 

Co dalej? Wkrótce Orbán przedłoży Zgromadzeniu Narodowemu propozycję zmian w konstytucji. Aby je przegłosować, potrzebuje większości dwóch trzecich, którą zbudować może tylko z partią Jobbik. Rząd wykona wolę wyborców, mówił w niedzielę wieczorem premier. Postępuje zatem tak, jakby referendum było ważne. I takiej strategii podporządkowane będą najbliższe wydarzenia w Budapeszcie. © 

DOMINIK HÉJJ jest redaktorem portalu kropka.hu, poświęconego węgierskiej polityce.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]