Rarytet

Estetyka nie ma znaczenia, choć oczywiście dbał o wyrazistość przekazu. Wszystko ma służyć dziełu sztuki, którym jest czas. Ludzki czas.
Czyta się kilka minut
Jan Klata /
Jan Klata /

Kiedy w gronie rodzinnym opowiadałem o rarytecie w postaci wizyty Tehching Hsieh w Krakowie, moje córki jednogłośnie i jakże słusznie stwierdziły, że najłatwiej przyszłoby im wykonanie szóstego, ostatniego performance’u pt. „Plan trzynastoletni” (trzynaście lat uprawiania sztuki w tajemnicy). Rok bycia przywiązanym liną do drugiej osoby, rok całodobowego odbijania karty pracy co godzinę, rok pod gołym niebem – przedyskutowaliśmy, pochylając się nad skalą wyzwań, córki były pod wrażeniem, przynajmniej teoretycznie, zwłaszcza słysząc informację, że akurat zima 1981 r. była w Nowym Jorku „zimą stulecia”. Za zupełnie niemożliwe uznały pierwsze dzieło chińskiego artysty, czyli rok w klatce. Nie ze względu na zamknięcie, ale z powodu całkowitego powstrzymania się od lektury, rozmowy i słuchania muzyki. Natomiast trafnie zauważyły, że przedostatni performance pt. „No art”, polegający na kompletnym braku zainteresowania sztuką, jest bardzo popularny, bowiem wykonuje go ogromna większość ludzkości, i to przez całe życie, a nie tylko przez rok. Mnie, w odróżnieniu od moich latorośli, imponuje całość dorobku Tehching Hsieha.

Podczas krakowskiego wykładu zwracał uwagę na zasadniczy aspekt tego, co robi (robił?): brak estetyki. Estetyka nie ma znaczenia, choć oczywiście dbał o wyrazistość przekazu (włosy zawsze najpierw na zero, po roku długie, nieprzypadkowy ubiór). Wszystko ma służyć dziełu sztuki, którym jest czas. Ludzki czas. Artysta pokazał film, w którym rok jego życia przeleciał w sześć minut. Seria portretów wykonywanych co godzinę, tuż po odbiciu karty. 8760 fotografii w mgnieniu oka. Rosną włosy, czas pracuje w człowieku, człowiek trwa, patrzy w aparat, heroicznie, zwyczajnie. Życie.

W tzw. „światku sztuki”, gdzie przeestetyzowana kontemplacja własnego uwiądu i dziecinna emocjonalność wynoszone są na koteryjne proporce, postawa Tehching Hsieha wydaje mi się godna podziwu. Nie ma w niej nic narcystycznego, nie dorabia na siłę ideologii, nie mydli oczu modnym teoretyzowaniem. Tehching Hsieh jest outsiderem. Zawsze nim był i takim pozostał.

Chwała outsiderom! ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 22/2016