Przypadki Paula Austera

Wszystko, co najważniejsze, nasze ciało, język, w którym mówimy, rodzina i kraj – tłumaczy w swoich książkach Paul Auster – dane nam zostało na mocy trudnych do zrozumienia i niezależnych od nas zbiegów okoliczności.

11.06.2018

Czyta się kilka minut

Paul Auster na Festiwalu Conrada, Kraków, 2014 r. / GRAŻYNA MAKARA / TYGODNIK POWSZECHNY
Paul Auster na Festiwalu Conrada, Kraków, 2014 r. / GRAŻYNA MAKARA / TYGODNIK POWSZECHNY

Najnowsza powieść Paula Austera, „4321”, różni się od wcześniejszych nie tylko objętością, ale i konwencją. Zamiast narracyjnie ekonomicznych, ugotowanych na twardo quasi-kryminałów, otrzymujemy liczącą 850 stron, prawie-że-realistyczną, osadzoną w latach 60. powieść.

W jednej z pierwszych scen „Przypadku” Krzysztofa Kieślowskiego studentka medycyny zagryzając wargi przygląda się kobiecemu ciału rozcinanemu przez chirurga na sali operacyjnej. „Ta baba uczyła mnie w podstawówce – powie chwilę później. – Bardzo mnie nie lubiła”. To dopiero zapowiedź niespodzianych przypadków, które zdeterminują życie bohatera filmu, Witka. Drobne perypetie na stacji Łódź Fabryczna sprawią, że przeżyje on trzy zupełnie różne żywoty.

W „4321” losy urodzonego w 1947 r. w Newark (rok i miejsce urodzenia samego Austera) Archibalda Isaaca Fergusona opisane zostają w czterech wersjach. Siedem rozdziałów powieści to historia Fergusona, syna Stanleya i Rose, rozgałęziająca się w różnych kierunkach (dla ścisłości dodajmy, że drugi z Fergusonów ginie w czasie burzy już w drugim rozdziale, dalsza część jego biografii to puste strony).

Żywoty z historią w tle

„4321” to – jak wszystkie książki Austera – przypowieść o absurdach naszej egzystencji. Rzecz rozpoczyna się od rodzinnej prehistorii: dziadek Fergusona, żydowski emigrant, przybywa z Europy Wschodniej na Ellis Island, zmienia nazwisko na łatwiejsze do wymówienia dla urzędników, znajduje żonę i osiedla się na Wschodnim ­Wybrzeżu. Po owym wstępie narracja rychło zmienia się w pitawal spraw kryminalnych, wypadków samochodowych, śmiertelnych chorób i nagłych śmierci.

To, kim zostanie Archibald, zdeterminowane jest już w dużym stopniu przez losy jego rodziców. Prowadzony przez ojca sklep ogarnięty zostaje pożarem, ojciec Archiego zaś albo przy tym ginie, albo powraca do skromnego biznesu, albo wzbogaca się na ubezpieczeniu (kupując przy okazji pistacjowego cadillaca). W zależności od statusu społecznego rodziców i przypadkowych znajomości Ferguson zamieszkuje w różnych dzielnicach Newark, lub przenosi się do Nowego Jorku i trafia na studia w Princeton lub Columbii.

„4321” opowiada w dużej mierze o perypetiach erotycznych i ambicjach literackich protagonisty. „Prawda była taka, że zdrowe, normalne dziewczyny go nie interesowały”. Po przejściu męczarni pokwitania – kiedy to Ferguson „z przerażeniem i fascynacją obserwował, jak przeobrażeniu ulegają poszczególne sfery jego ciała”, a „horror polegał na tym, że nie był w stanie kontrolować tego, co się z nim dzieje, na uczuciu, że jego ciało jest przedmiotem doświadczeń przeprowadzanych przez jakiegoś szalonego, beztroskiego naukowca” – jego trzy wcielenia będą kochać się z kawalkadą niedoszłych literatek, neurotyczek i życiowych eksperymentatorek.

Każdy z Fergusonów grawitować będzie w stronę pisania, uprawiając jednak odmienne jego gatunki: żurnalistykę, diarystykę i powieściopisarstwo. W kolejnych inkarnacjach czyta Dostojewskiego („»Zbrodnia i kara« była jak piorun, który go poraził i roztrzaskał na drobne kawałki, a kiedy się wreszcie pozbierał, nie miał już wątpliwości, jaka przyszłość go czeka, bo jeśli książka może być tym, może to uczynić człowiekowi, może tak zawładnąć sercem, umysłem i najskrytszymi uczuciami do świata, to znaczy, że pisanie powieści na pewno jest najlepszą rzeczą, jaką można robić w życiu”), Geneta, ­Gide’a i ­Becketta, tłumaczy „Prześliczną rudowłosą” ­Apollinaire’a i pisze wzorowane na dziełach francuskich awangardystów dziwaczne medytacje „Duch rzeczy nieożywionych” – „o sprzętach domowych i ich wyobrażonym życiu, jakie prowadziły, zanim zabrał je z ulicy”.

Równie ważna jak literatura jest w „4321” sztuka filmowa. Ferguson ogląda przygody pięknej Garance i jej czterech kochanków w „Komediantach” Marcela Carné („Najlepszy francuski film, jaki dotąd powstał”), chodzi na przeglądy filmów Eisensteina, a przy kuchennym stole dyskutuje o Kurosawie. Sam Auster napisał scenariusze do kilku filmów. Wyreżyserowane we współpracy z Wayne’em Wangiem brooklińskie opowieści „Dym” oraz „Brooklyn Boogie”, do których zebrał doborowe grono współpracowników (Harvey Keitel, Adam Holender, Lou Reed czy John Lurie), były pokazywane w polskich kinach i zyskały status kultowych. Podobnie jak pisarstwo ówczesnego Austera.

Przypadek i ciało

Przypadki i zbiegi okoliczności są motorami napędowymi intryg w powieściach Austera. Dla części krytyków stanowią irytujący przykład przejęcia telenowelowych wzorców do powieści współczesnej, tymczasem on sam uważa je za niezbędny element realistycznej poetyki: „Z punktu widzenia estetyki wprowadzenie elementów przypadku do utworów powieściowych stwarza chyba tyle samo problemów, ile rozwiązuje. (...) Uważam siebie za realistę w najściślejszym sensie tego słowa. Przypadek jest częścią rzeczywistości: stale kształtują nas siły przypadku, zbiegi okoliczności, rzeczy niespodziewane wydarzają się w naszym życiu z paraliżującą niemal regularnością” (przeł. Marek Fedyszak).

„Szklane miasto”, pierwsza część „Trylogii nowojorskiej”, zaczyna się od pomyłki telefonicznej: oto ktoś dzwoni do 35-letniego, zarabiającego na życie pisaniem kryminałów nowojorczyka nazwiskiem Quinn z pytaniem, czy to Paul Auster z agencji detektywistycznej Paula Austera. W „4321” alegorią ślepego losu staje się loteria poborowych do Wietnamu, którą w 1969 r. objęto mężczyzn urodzonych między rokiem 1944 a 1950, ale też zakupiona przez Fergusona książka „Silence” Johna Cage’a – muzyka i poety, z pomocą starochińskiej księgi „I Ching” eksperymentującego ze skomplikowanymi procedurami kompozycyjnymi opartymi na operacjach losowych.

Czterech Fergusonów dorasta w Newark i ma „te same ciała i ten sam materiał genetyczny”. O tym, że jesteśmy nie tylko pisarzami i czytelnikami, ale także materialnymi istotami z krwi i kości, ­Auster przypomina w swojej prozie nieustannie. W „Nocy wyroczni” pisze: „Ciała się liczą, to jasne – bardziej niż skłonni jesteśmy przyznać” (przeł. Wojsław Brydak). W „Dzienniku zimowym”, autobiograficznej książce z 2012 r., stworzył nowatorską „autobiografię ciała”, próbując zrekonstruować jego przygody, choroby i rany, które mu zadano, powrócić do miejsc, w których mieszkało, i przypomnieć sobie inne ciała, których dotykało. W „4321” doświadczenie cielesne determinuje dalsze losy bohatera. Ferguson zostaje okaleczony w wypadku samochodowym. „Kiedy zdjęto bandaże i pokazano mu, jak wygląda jego ręka, jak zawsze już będzie wyglądać”, ogarnia go wstręt: „To nie była jego ręka. Należała do kogoś innego i kiedy patrzył na zszyte, gładkie miejsca, które były kiedyś jego kciukiem i palcem wskazującym, zrobiło mu się niedobrze i odwrócił od nich głowę”.

Przypadek i cielesność są częścią tego samego, balansującego na granicy banału i najgłębszej egzystencjalnej refleksji argumentu: wszystko, co w naszym życiu najważniejsze, nasze ciało, język, w którym mówimy, rodzina i kraj, do których przynależymy, dane nam zostały na mocy trudnych do zrozumienia i niezależnych od naszej woli zbiegów okoliczności.

Pisanie jako grypa duszy

Już w „Trylogii nowojorskiej” Auster wystąpił jako autor narracyjnych wygibasów, skomplikowanych, szkatułkowych konstrukcji, kreator powieści w powieści i postaci, które okazują się autorami tekstu, który akurat czytamy. W rozmowie z duńską badaczką literatury Inge Birgitte Siegumfeldt mówił, że chciałby być „jak architekt, który buduje dom z całą instalacją wodną i elektryczną na wierzchu. Jestem zafascynowany sztucznością literatury. Otwierając książkę wszyscy wiemy, że to nie świat rzeczywisty. To coś innego. Wymysł. Myślę, że to dlatego było dla mnie tak interesujące, by w pierwszym tomie »Trylogii nowojorskiej« umieścić moje własne nazwisko. Nazwisko wydrukowano na okładce, a potem, cóż, czy nie byłoby ciekawe, gdyby to samo nazwisko umieścić też w środku książki, i zobaczyć, co się zdarzy? Bawiłem się rozłamem między tym, co nazywam »ja piszącym« i »ja biograficznym«”.

Istnieje duża grupa pisarzy – dodawał – całkowicie usatysfakcjonowanych tradycyjnymi modelami literackimi, podczas gdy w literaturze chodzi o ujawnianie tradycyjnych norm i rozciąganie ich do granic możliwości: „interesuje mnie wytyczanie nowych dróg w opowiadaniu historii. Chciałem wszystko przenicować”. Poetyka Austera czasem wydaje się jednak nieco zwietrzała. W boleśnie przewidywalnym zakończeniu „4321” Ferguson postanawia napisać powieść o trzech wersjach samego siebie i opowiedzieć „ich historie wraz z własną” w książce zatytułowanej „4321”.

Napięcie pomiędzy „ja biograficznym” a „ja piszącym” łączy się z tropami autobiograficznymi. „Moje książki są niewątpliwie pełne odniesień do mojego życia, ale nierzadko uświadamiam to sobie dopiero po fakcie – mówił Auster w jednym z wywiadów. – Ukryte ­wspomnienia, urazy, blizny z dzieciństwa – nie ma wątpliwości, że powieści wyłaniają się z tych niedostępnych części nas samych”. „Szklane miasto” nazwał rodzajem „podziemnej autobiografii”, opisującej, co by się stało, gdyby w porę nie spotkał Siri Hustvedt: „Naprawdę mam wrażenie, że ocaliła mi życie”.

W „4321” Auster wielokrotnie powraca do tematu radości płynącej z pisania i wewnętrznej wolności, które ono daje. Już w „Szaleństwach Brook­lynu” pisał o literaturze zawsze zawieszonej pomiędzy absolutną swobodą a bezwzględnym przymusem: „pisarstwo nie rządzi się żadnymi regułami. Wystarczy przyjrzeć się życiorysom poetów i powieściopisarzy, a zobaczymy całkowity chaos, nieskończony zbiór wyjątków. A to dlatego, że pisanie jest chorobą, czymś, co można nazwać infekcją lub grypą duszy, i co w związku z tym może dotknąć każdego z nas w każdej chwili. Młodych i starych, silnych i słabych, pijanych i trzeźwych, zdrowych i chorych psychicznie. Wystarczy spojrzeć na listę literackich gigantów i półgigantów, a odnajdujemy na niej pisarzy, którzy reprezentowali wszystkie orientacje seksualne, wszystkie poglądy polityczne, wszystkie ludzkie cechy, od najbardziej wzniosłego idealizmu do najbardziej wyrafinowanego zepsucia. Byli przestępcami i prawnikami, szpiegami i lekarzami, żołnierzami i starymi pannami, podróżnikami i odludkami. (...) Joyce napisał trzy powieści, (...) Balzac dziewięćdziesiąt. Czy to ma dla nas teraz jakieś znaczenie? (...) Kafka napisał pierwsze opowiadanie w jedną noc. (...) Musil pracował osiemnaście lat nad »Człowiekiem bez właściwości« i nie dokończył książki do śmierci. (...) Milton był niewidomy. Cervantes miał jedną rękę. Christopher Marlowe został zadźgany podczas knajpianej burdy, nim skończył trzydzieści lat” (przeł. Jerzy Kozłowski).

Autarchia i anarchia to także zasady rządzące powieściowymi światami Paula Austera. ©

Paul Auster, 4321, przeł. Maria Makuch, Znak, Kraków 2018

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru Nr 25/2018