Reklama

Przyjaźń ze światem

Przyjaźń ze światem

01.02.2007
Czyta się kilka minut
Bóg patrzy milczypozwala byśmy myśleli w jego imieniumówili w jego imieniuRyszard Kapuściński,"Bóg patrzy milczy.
Dziewczyna z Czadu /fot. R. Kapuściński
N

Na początku jest opowieść. Dzięki opowieści możemy opisać czas jako przeszły, a to oznacza, że czas przestaje być wyłącznie domeną jednostki i przejmuje rolę społecznego spoiwa zwanego historią. Gdyby czas należał wyłącznie do jednostki, byłby nieuchronnie dziedziną rozpaczy. Kiedy nas łączy, staje się dostępny dla nadziei. Warunkiem wszelako jest to, by umiejętności mówienia towarzyszyła gotowość wysłuchania opowieści w innym niż mój własny języku i dotyczących innego niż mój domowy świata. Dlatego to antyczny mędrzec i historyk jest mentorem Ryszarda Kapuścińskiego: "Więc Herodot wędruje po świecie, spotyka ludzi i słucha tego, co opowiadają. Mówią mu, kim są, opowiadają swoją historię" (PH, 77). Drugim warunkiem jest ostrożność wobec przeszłości: "Pamięć własnej przeszłości: wielka przepaść. Coś tam majaczy na dnie. Jakieś drobiny. Punkty. Drgania. Gdzieniegdzie. Zniekształcone. Zamazane. Nieczytelne"(L, 419). Mądrość polega na tym, aby zdać sobie sprawę z finalnej niepoznawalności minionego: "Czcimy przeszłość jak czcimy bóstwa. Oba są niepoznawalne. Czcimy niepoznawalność. Ona nas fascynuje" (L, 271). Przeszłość znaczy w naszym życiu tak dramatycznie, bowiem nie poddaje się reżimowi teraźniejszości i jej doraźnych interesów i gier.

Pustynia słów

Poeta i fotograf to dwie strony filozofa Kapuścińskiego i dwa sposoby uprawiania przezeń filozoficznego dyskursu. Problem polega na właściwych proporcjach: jak sprawić, aby obraz i słowo sprzyjały sobie wzajemnie, nie pozostawały w relacji konkurencji, nie stosowały wobec siebie imperialnej polityki podboju i wywłaszczenia. Zaprzyjaźnić słowo i obraz to zadanie myśli i działania Kapuścińskiego. Braki i jałowość naszej obecnej egzystencji biorą się między innymi z załamania się owej przyjaźni: "Kryzys słowa drukowanego bierze się również stąd, że percepcja tekstu jest wolniejsza niż obrazu i że informacja, jaką może dać fotografia, jest szybsza i bardziej ekspresyjna niż długi artykuł prasowy. A ponieważ żyjemy w świecie tempa i pośpiechu, otwierając gazetę odruchowo patrzymy najpierw na zdjęcia, a dopiero później - ewentualnie - czytamy informacje i komentarze" (LV, 97). Lecz przecież w innym miejscu przeczytamy takie wyznanie: "Na ogół lepiej pamiętam postacie i twarze ludzi niż to, co do mnie mówili. Te twarze tkwią w mojej pamięci milczące, nieme. Przeszłość milczy, to my użyczamy jej głosu"(L, 232). Dramat ludzkiego poznania, pragnącego być czymś więcej niż tylko suchym rejestrem faktów, zbiorem przydatnych informacji, narzędziem kariery: to, co spotykam, ma swoje losy, które pozostaną dla mnie zamknięte, ale będą mnie "dotykać do żywego", "pobudzać", "inspirować" swoim widokiem, i w tej sytuacji tylko ja mogę przemówić niejako w ich imieniu. Powiastka filozoficzna Kapuścińskiego jest opowieścią człowieka, którego świat "dotknął do żywego".

Takie poznanie uznaje to, że prawda znajduje się zawsze pomiędzy mną a światem, między słowem i obrazem. Omija słowo, bliższy jest jej obraz, ale gdy ją przeżywam, gdy dzielę się nią z innymi, gdy staje się opowieścią, musi niechybnie zwrócić się do słowa, nawet wtedy, gdy sytuacja, która ją zrodziła, obywała się bez słów. Kapuściński szuka słów, które mogłyby opisać to doświadczenie bezsłowności ludzkiego kontaktu i więzi. Słów jakby z minimalną zawartością słowa, słów znajdujących się jeszcze na progu tego, co przedsłowne. Słowo takie jest potrzebne po to, aby podzielić się podstawową, acz zapomnianą refleksją uczącą nas, że wszystko jest w istocie powiązane ze sobą, a więzi te są starsze od języka, od wszelkich politycznych gier. Tak rozumiem to doświadczenie, które w swej filozoficznej opowieści Kapuściński określa mianem "pustyni": "Kocham pustynię. Ma coś metafizycznego, transcendentnego (...). Trzy razy przemierzyłem Saharę z mieszkańcami pustyni (...). Nie mogliśmy się porozumieć językowo, ale pozostaliśmy razem. Nie zamienialiśmy ze sobą słów, ale dzieliliśmy doświadczenie przyjaźni, braterstwa. Nagle powstało niezwykle mocne odczucie, że twoi bracia i siostry są wszędzie, ale ty po prostu nie zdajesz sobie sprawy z ich egzystencji - cudowne uczucie"(L, 230). Dramat dzisiejszego świata polega na tym, że "wszystko jest osobno", że został tylko "skulony pojedynczy/ nieruchomy i milczący/ coraz bardziej zamykam się w sobie/ osobno" (PN, 39)

Rapsodia

Trzeba zatem, jak Herodot, wędrować, spotykać i słuchać tego, co mówią inni, obcy. Nade wszystko spotykać. Bowiem spotkanie jest podstawową formą bycia razem, a zatem kształtem odpowiedzialności. "W każdym razie/ przyjdź na spotkanie/ tyle/ trzeba wyjaśnić/ spojrzeć sobie w oczy/ wziąć razem/ ten ciężar"(PN, 32) - to przesłanie Kapuścińskiego poety-filozofa. Dopiero potem, po rozważeniu spotkania i jego owoców, można mówić samemu. Tak rodzi się powiastka filozoficzna, która mówi o tym, co powiedzieli inni, twórczo myśli na nowo to, co już zostało pomyślane, nawet ujęte w ramy systemu. Powiastka filozoficzna idzie więc w głąb myślenia, jest myślą usiłującą zgłębić nie tylko stojący przed nią świat i to, co powiedzieli o nim inni ludzie, ale także odnieść się do samej siebie. Myśleniu ujawniającemu się w takiej literaturze nie zależy na podbijaniu czytelnika atakiem nowości, przeciwnie - powiastka filozoficzna chce dotrzymać kroku czasowi, spowalniając rytm marszu. Niecierpliwość rozpędzonego świata zrozumieć poprzez cierpliwy namysł.

Podróżować trzeba po to, aby "zgłębiać". Filozoficzna powiastka "Imperium" czy "Wojny futbolowej" stawia dylemat, który z upodobaniem rozważali mędrcy Oświecenia: jak, skonstatowawszy wielość kultur ("Jestem przekonany o całkowitej odmienności kultur", L, 230), pogodzić je ze sobą, unikając narzucającej się tendencji do poddawania tego, co obce, we władzę temu, co domowe. Zadaniem powiastki jest zaciekawić nas tym, co odmienne, i obejść się bez konieczności tłumaczenia wszystkiego na język własnej tradycji. Nie inaczej widział sprawę Denis Diderot, gdy w 1772 r. pisał w "Przyczynku do podróży Bougainville'a": "Oto jedyna podróż, której czytanie obudziło we mnie pociąg do obcych ziem. Dotąd ostatecznym wynikiem moich rozważań było to, że nigdzie człowiekowi nie jest lepiej niż u siebie". Jak filozofowie Oświecenia, Kapuściński pragnie skierować naszą uwagę w stronę "obcego" po to, aby podjąć wysiłek zrozumienia tego, co odmienne, gdyż w innym przypadku ruszymy natychmiast, by zaprowadzać nasz ład i porządek. Nie raz napotkamy na kartach książek Kapuścińskiego ostrzeżenie, które odnajdziemy u Diderota: "Miej się na baczności przed tym, kto chce wprowadzać porządek. Urządzać zawsze znaczy narzucać się za pana innym, zakuwając ich w pęta...". Sama podróż Króla Reporterów będzie miała więcej wspólnego z wyprawami, którymi fascynowało się Oświecenie, niż z uporządkowanym światem bedekerów, rozkładu lotów i biur podróży. Podróże Kapuścińskiego odnoszą się najczęściej do świata poza znanym nam ładem, bowiem kto naprawdę podróżuje, a nie jedynie "odbywa podróże", ten musi stanąć na granicy wszelkiego porządku, spoglądając w stronę, gdzie wszystko wrze i przepływa, gdzie nic nie trzyma swojej formy i nie da się sklasyfikować.

Posłuchajmy fragmentu z podróży do Etiopii: "Aby tam [do Itangu - T.S.] się dostać, należy znaleźć się w Addis Abebie. Tam trzeba wynająć (ale od kogo?) i opłacić (ale za co?) samolot do odległej o pięćset kilometrów Gambeli, jedynej miejscowości w pobliżu Itang, która ma lotnisko. To już granica z Sudanem, więc nieopisanie trudno byłoby zdobyć pozwolenie na lądowanie. Ale załóżmy, że mamy samolot i nawet pozwolenie. Przylatujemy do Gambeli. Gdzie się udać? Do kogo pójść w tym biednym miasteczku, gdzie na rynku, w strugach ulewy, stoi nieruchomo kilku bosonogich Etiopczyków? (...) A my skąd w Gambeli mamy wziąć samochód, kierowcę, ludzi do wyciągania wozu z błota, liny i łopaty? Skąd żywność? Ale załóżmy, że to wszystko mamy. Kiedy dojechalibyśmy na miejsce?..." (H, 204).

"Odbywać podróże" w myśl zasady "każdy może znaleźć się wszędzie" (LIII, 81), oznacza pozostawać w kręgu wygodnych odpowiedzi na wszystko; "podróżować", to badać świat, zadawać mu pytania, bo podróżuje się zawsze w trybie pytającym, a nawet warunkowym, nigdy twierdzącym. Dlatego Kapuściński jak mało kto rozumiał postmodernistyczny świat; nie jako kolejną ideologię, lecz jako sferę stawiania pytań, a nade wszystko niedomagania się uznania własnych racji za jedynie słuszne i obowiązujące. Pisał: "Postmodernizm jako określenie obiektywnie występujących dziś zjawisk jak: zastępowanie struktur hierarchii przez strukturę sieci, uznanie racji Innego, jako racji równorzędnej, powszechne rozmnożenie wszystkich zjawisk, postaw, poglądów, szkół, tendencji, jest terminem ideowo obojętnym i pożytecznym" (LV, 96).

Myślenie szuka więc słowa pamiętającego jeszcze to, co przedsłowne. Stąd Ryszard Kapuściński poeta, stąd jego filozofowanie przy pomocy literatury przedniej próby, lecz także fragmentu i cytatu. "Fragment - tj. część całości. Tej całości nie znamy, możemy się jej tylko domyślać. Fragment otwiera nam przestrzeń, którą musimy zapełnić, ożywić" (LIV, 84). Stąd i fotografia jako sztuka fragmentu, stąd aforyzm, stąd filozofia jako literatura. A ponieważ filozofia miała w przeszłości ambicje tworzenia całościowych systemów, które dzisiaj należy uznać za próżne, może nie bez racji byłoby nazwanie pisarstwa Kapuścińskiego powiastką postfilozoficzną? Jej głównym narzędziem i tworzywem jest podróż, to zaś, co powstaje jako efekt wędrówki, ma formę rapsodii, która "obejmuje różne rodzaje form, często jest to fantazja na niepowiązane tematy. Rapsodia ma charakter swobodnej interpretacji i rozwija się bez ustalonego z góry planu tematycznego" (LIV, 85). Tak jak mądra filozofia jest nie-filozofią, tak poezja w najlepszych momentach bywa nie-poezją. Stąd prywatne odkrycie wierszy Paula Blackburna, u którego Ryszarda Kapuścińskiego uderza "zwyczajność tej nie-poezji, która jest przecież poezją znakomitą!" (L, 175). Jak w życiu, tak i w pisaniu autor "Imperium" nade wszystko cenił przekraczanie granic, z którego rodzi się odważna i troskliwa myśl.

Nieobecne na mapie

Przejmujący fragment z piątego "Lapidarium": "Po latach jeżdżenia po świecie moim ideałem stała się cela klasztorna. Puste ściany, drzwi, okno, stół, kilka książek, papier, ołówek. Okno wychodzi na wirydarz. Wirydarz jest pusty. Rośnie tu jedno drzewo. Rośnie trawa. Rosną krzaki berberysu. Nie widać nic więcej. (...) Nie możemy wszystkiego objąć. Nie możemy dojść do celu. Możemy się tylko przybliżyć" (73). Jest rzeczą nader istotną, może nawet podstawową, by nie przeoczyć tego momentu filozoficznej opowieści Kapuścińskiego, w którym dokonuje się to osobliwe przejście od szerokiego świata do niewielkiej przestrzeni cichego pokoju, bowiem kryje się w nim arcyważna nauka: gdy człowiek zagęszcza świat nie tylko swoją nader liczebną obecnością, ale przede wszystkim dramatyzmem wydarzeń i tempem informowania o nich, gdy rzeczywistość staje się nie tyle globalną wioską (w wiosce jeszcze możliwa jest do pomyślenia oaza spokoju), co globalnym podmiejskim centrum handlowym, stale buchającym hałasem głosów i dźwięków, należy zawsze zachować dyspozycję do godnego wycofywania się. To jest chwila naszej próby, próba tego, czy możemy się ostać jako ludzie, którzy czynią słusznie i potrafią zachować się przyzwoicie. Filozoficzna opowieść Kapuścińskiego jest narracją o wielkich imperiach najpierw wykorzystujących, a potem miażdżących jednostki, ale snuje się w niej także nić opowiadania o tym, co najmniejsze, a co ratuje godność człowieka.

Małe być może jest piękne, ale małe przede wszystkim stoi bliżej tego, co etyczne, a co za tym idzie - w małym człowiek broni swej godności. Jak bronili jej Ormianie, gdy zostali zdeptani kopytami armii zdobywców: "Podbita na polu oręża Armenia szuka ocalenia w scriptoriach. Jest to odwrót, ale w tym cofnięciu się jest godność i wola istnienia. Czym jest scriptorium? Może to być cela, czasami izba w lepiance, nawet pieczara skalna. W takim scriptorium jest pulpit, a za pulpitem stoi kopista i pisze" (I, 55). Tak widział siebie autor "Cesarza", skoro jego wędrówki miały za cel nie to, aby trafiać do czytelnika sensacyjnym, niespokojnym newsem, lecz to, aby zaprzyjaźnić się ze światem i znaleźć odpowiednie słowo, które w wierszu nazwie słowem "trafnym", "spokojnym", "czystym".

Intymność przyjaźni zdaje się stać w sprzeczności z globalnością i masowością naszej rzeczywistości. Wyjściem jest troskliwa uwaga poświęcona fragmentom świata. Tam jest możliwa przyjaźń, a zatem tam też jest możliwe ocalenie człowieka. Nie pomińmy tej myśli, bowiem Kapuściński jest wielkim filozofem i praktykiem przyjaźni, a ta spełnić się może tylko poprzez pieczołowitą lokalizację, serdeczne umiejscowienie, to z kolei jest do pomyślenia i przeprowadzenia tylko w skali mikro. "Dzisiaj świat jest wielki i nieskończony, i ciągle ogromniejący i zaprawdę prędzej przejdzie wielbłąd przez ucho igielne, niż będzie można to wszystko, co składa się na egzystencję nas, kilku miliardów ludzi, poznać, odczuć i zrozumieć". Ta uwaga zamykająca "Wojnę futbolową" i zarysowująca dylemat ludzkiego bytowania znajdzie rozwiązanie wiele lat później w wykładzie wygłoszonym podczas uroczystości wręczenia godności doktora honoris causa na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach (10 października 1997 r.). Zaprzyjaźnić się ze światem można tylko wtedy, gdy starannie i cierpliwie studiując drobne przedmioty, pozornie bez znaczenia na mapie świata, odnajdziemy klucz do rozumienia rzeczywistości. Co więcej, tylko w ten sposób uratujemy swoje bytowanie. Przywołany w wykładzie Saint-Exupéry pisze, że starszy kolega lotnik zaprzyjaźnił go z Hiszpanią, gdy podczas studiowania trasy lotu nie uczył go wielkich punktów orientacyjnych: "Nie mówił o Kadyksie, ale o trzech drzewach pomarańczowych rosnących pod Kadyksem (...) Nie mówił o wielkiej rzece Ebro, ale o małym, nieobecnym na mapie strumyku przecinającym pole pod Motril" (LV, 50). Nie aglomeracje przedmiotów, ale pojedyncze rzeczy ułożone niczym temat malarskiej martwej natury, nie masy i partie oraz instytucje, ale pojedynczy, śmiertelny, samotny człowiek może nas ocalić.

Cierpienie

Autor "Cesarza" wzbudzał powszechny podziw i szacunek zdolnością do rozumienia świata jako "sytuacji". Oznacza to, że rzeczywistość nie jest sekwencją gotowych scen, z przygotowanymi z góry rolami o jasno określonym charakterze, ale że świat jest zmienny, nie daje się zamknąć w fabrykowanych przez nas formach. Bytowanie jest w sensie podstawowym "nieszczelne", nieustannie wycieka, wymyka się z pułapek form, które na nie zastawiamy. Człowiek w myśli Kapuścińskiego jest człowiekiem okoliczności. Aby podróżować, trzeba bowiem spełnić dwa warunki: zapomnieć o sobie oraz pojmować świat jako konstelację zmieniających się okoliczności, w których nie mogę reagować zgodnie z punktem widzenia mojej "ideologii", ale muszę być gotowy do podjęcia wysiłku rozumienia wszystkiego, co "nie moje". Podróżuje się zawsze przeciwko swojskości. Kapuściński przywołuje Strindberga: "Nie mam domu, mam tylko walizkę", a także Rimbauda: "Stały pobyt w tym samym miejscu zawsze będę uważał za nieszczęście" (LIV, 119, 101). Dlatego "w-patrzenie się", które jest myślą Kapuścińskiego, postuluje nie tylko troskliwe i uważne spojrzenie niemające nic wspólnego z natrętnym przyglądaniem się, ale przede wszystkim takie spojrzenie, które nie jest skoncentrowane na sobie i swoim świecie. "W-patrzyć się" to zatopić siebie w świecie, unieważnić swoją uprzywilejowaną i pozornie dobrze oznaczoną tożsamość obserwatora. Już nie "ja" i "świat", niczym dwie odrębne kategorie, ale ja wpatrzony w świat, rozpuszczony w jego okolicznościach. Nie wystarczy tylko "widzieć" świat, trzeba mu wyjść naprzeciw. Ja w okolicznościach świata. "Reporter" - pisze Ryszard Kapuściński - "tak naprawdę może coś zwojować, kiedy jest anonimowy, jest kimś z tłumu" (AR, 99). Człowiek w-patrzony w świat ograniczy swoją agresję, arogancję i pospolite chamstwo, które tak doskwiera polskiemu życiu: "Zmieniają się ustroje, zmieniają epoki, zmieniają pokolenia, a chamstwo trwa - ponadczasowe, ponadustrojowe, opryskliwe, agresywne. Dlaczego? Co w nas takiego jest? Jaki diabeł judzi nasze dusze, wyzwala te odrażające, nikczemne zachowania?"(LV, 112).

Wyszedłszy daleko za ulice Magadanu, Kapuściński rozmyśla nad straszliwą ofiarą Kołymy: "Pomyślałem o straszliwej bezużyteczności cierpienia. Miłość zostawia swoje dzieło - to następne pokolenia przychodzące na świat, trwanie ludzkości. Ale cierpienie? Tak wielka część ludzkiego przeżycia, bolesna i najtrudniejsza, przechodzi i nie zostawia śladu. Gdyby zebrać energię cierpienia, jaką dały tu z siebie miliony ludzi, i przemienić ją w siłę tworzenia, można by z naszej planety stworzyć kwitnący ogród" (I, 219). Z jednej strony bezdeń tragedii, którą człowiek otwarł przed sobą w swojej własnej historii, z drugiej - jakby zdumiewająca i wołająca o pomstę do nieba "niehistoryczność" tej historii. Wielkie cierpienie nie "zostawia śladu", a skoro tak, to wypada ono z kart historycznej narracji będącej przecież zapisem wielu opowieści. Nie da się uratować historii człowieka przed absurdalnością; można jedynie starać się ulżyć w bólu pojedynczemu człowiekowi, a przynajmniej towarzyszyć cierpieniu. Odkrywać ślady cierpienia, aby nie poszło na marne - to ważny element powołania człowieka. Może dlatego Kapuściński był tak wielkim artystą reportażu, powszechnie szanowanym, wręcz uwielbianym w tak wielu krajach. Gdy pisał o demokracji, być może w ostateczności miał na myśli tę najwyższą i podstawową jej formę wymagającą szczególnej i bezwarunkowej solidarności - cierpienie? "Co ostatnio robisz? Nad czym pracujesz? Zajmuję się swoim bólem. Staram się panować nad nim, ograniczać go. Ale te zmagania to ciężka praca pochłaniająca mnóstwo sił i czasu"(LIV, 127). Nie można uniknąć cierpienia, ale można i trzeba je rozumieć, bowiem i ono jest formą spotkania i rozmowy: "Twoje ciało rozmawia z tobą. Słuchaj, co mówi. Zwracaj uwagę"(LIV, 128).

Korzystałem z następujących książek Ryszarda Kapuścińskiego: "Imperium" (I), "Lapidaria" (L), "Lapidarium III" (LIII), "Lapidarium IV" (LIV), "Lapidarium V" (LV), "Prawa natury" (PN), "Podróże z Herodotem" (PH), "Heban" (H), "Wojna futbolowa" (WF), "Autoportret reportera" (AR).

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Literaturoznawca, eseista, poeta, tłumacz. Były rektor Uniwersytetu Śląskiego. Stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”. Członek Komitetu Nauk o Literaturze PAN, Prezydium Komitetu „...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]