Przewidywalne nawroty choroby

Spór pomiędzy Porozumieniem Zielonogórskim a NFZ do złudzenia przypomina ten sprzed dwóch lat. Nawet wypowiedzi niektórych ministrów są równie aroganckie. Ludwik Dorn zagroził lekarzom procesami karnymi i wzięciem w kamasze - wypowiedź żałosna i niczego nierozwiązująca.
Czyta się kilka minut

Konflikt pomiędzy lekarzami pierwszego kontaktu i państwowym monopolistą w sferze ubezpieczeń zdrowotnych jest wynikiem obecnego systemu ochrony zdrowia. "Zielonogórscy" reprezentują wolny rynek, a Narodowy Fundusz Zdrowia - centralnie sterowaną gospodarkę. To wykluczające się światy. Gdyby istniały konkurencyjne fundusze ubezpieczeniowe, to albo ktoś zaproponowałby lekarzom wyższe stawki, albo oni musieliby ustąpić, bo próba sięgania po polityczną broń, jaką jest ogólnopolski strajk, byłaby nieskuteczna. A tak Porozumienie może liczyć na to, że dzięki oburzeniu pacjentów wywrze skuteczną presję na rząd, a ten na NFZ i ze strajkiem lub bez dojdzie do jakiegoś kompromisu. PiS chce wykorzystać konflikt politycznie i uzyskać społeczne poparcie dla idei zwiększenia władzy ministra zdrowia, nigdy bowiem nie wyrzekł się pomysłu, że centralnie sterowana służba zdrowia jest wydajniejsza. PO z satysfakcją komentuje spór, licząc na polityczne profity w postaci spadku notowań konkurentów i poprawy własnych.

Żeby "zielonogórski protest" nie odbijał się nam czkawką każdego roku, podczas kontraktowania usług medycznych należy urynkowić system ubezpieczeń w ochronie zdrowia, pozostawiając rządowi jedynie funkcje nadzorcze. Jednak narastająca wrogość dwóch największych partii raczej oddala możliwość spełnienia tego koniecznego warunku. Tak więc w przyszłym roku czeka nas powtórny atak czkawki, na którą w obecnym systemie żaden rząd nie znajdzie lekarstwa.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 02/2006