Nikt nie zadzwonił, nikt nie porozmawiał z Janką Ochojską jak z dojrzałym człowiekiem. Był tylko obszerny sms z tłumaczeniem, dlaczego już jej nie ma wśród kandydatów do Parlamentu Europejskiego. Oczywiście, zabolało ją to: „Potraktowano mnie, jak dziewczynkę, która chciała się pobawić w europarlament, ale my ważniejsi i poważniejsi jej nie pozwolimy”. Jakiś małoduszny strach, by przyznać się do własnych strategii, albo bezradność wobec ich braku. Teraz już nieważne. Janka, która właśnie się rozstała z założoną przez siebie fundacją (podaje w skrócie argumenty), zostaje zepchnięta na margines.
Zostawmy ten modus procedendi na boku, jak zostawiła go sama Ochojska. Nie zamierzam dochodzić słuszności czy jej braku w samej decyzji wykreślenia Janki. Nie dlatego, że nie mam na ten temat zdania, ale dlatego, że to niczego już nie zmieni. Sam ten fakt jednak ma swoją wymowę. Ochojska bywała osamotniona. Można wnosić to choćby z tego, co Przemysław Wilczyński w tekście „Nowe życia Janiny Ochojskiej” pisze o jej stosunku do pushbacków i muru granicznego.
Ochojska być może czasem przesadza, czasem proponowane przez nią rozwiązania mogą być praktycznie niewykonalne. Na granicy z Białorusią mamy do czynienia z oczywistą prowokacją, na którą trzeba jakoś reagować. Nie wiem, jakie rozwiązania mogą być skuteczne, nie wiem, czy dotychczasowe reakcje polskich władz są jedyną możliwością, wiem jednak, że to, co się dzieje na granicy białoruskiej, budzi przerażenie. Z tym przerażeniem żyjemy i siedzimy cicho. Janka cicho nie siedziała. Poszła do parlamentu UE i tam mówiła, krzyczała. Jeśli nie miała racji w czymś, co się odnosiło do sposobów reagowania na cały ten dramat, to na pewno miała rację konstatując, że dzieje się źle. Nie wiadomo, co jeszcze zrobi. Na pewno założy nową organizację, która będzie reagowała na łamanie praw człowieka. Nie pozostanie biernym obserwatorem nieludzkiego świata.
Kazus Janki jest odwiecznym kazusem ludzi, którzy reagują na niesprawiedliwość i krzywdę. Być może nie zawsze proponowane przez nich sposoby są wykonalne, zawsze są trudne. A my musimy działać szybko i skutecznie, więc działamy na miarę doraźnych możliwości. Wolno mieć nadzieję, że głos takich osób jak Ochojska nie jest całkiem daremny. Bo ludzi szukających godnych warunków życia będzie przybywać, z przyczyn klimatycznych, demograficznych i gospodarczych. Odpowiedź „Nie, bo nie” nie jest żadną odpowiedzią. Tak możemy odpowiedzieć Putinowi i Łukaszence, ale migracje są dla nas realnym wyzwaniem i nie załatwią go zaprzeczanie ani zaklęcia.
Chciałbym powiedzieć Janinie Ochojskiej, że misję nie tylko wykonała, ale ma ją wciąż przed sobą. Zdobyte doświadczenie nie idzie na przepadłe. Znamy się nie od dziś: wiem, że dalej będzie przynosić owoce. Ten czas był potrzebny.
Często dzieła Ochojskiej i jej współpracowników wydawały się wręcz niemożliwe. Nie zmieniały co prawda świata, ale ratowały ludzi, bardzo wielu. A może właśnie tak świat się zmienia? Unia Europejska, organizacje pozarządowe, misje, działania, o których nawet nie wiemy, to wszystko zmienia świat na lepsze. Ten świat, w którym siły przeciwne zmianom zdają się równie, jeśli nie bardziej, silne.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















