PRZEMYSŁAW WILCZYŃSKI: Sąd Najwyższy wydał orzeczenie w sprawie nauczycielskich godzin nadliczbowych. To wyrok przełomowy?
MAGDALENA KASZULANIS: Bez wątpienia. SN orzekł, że przekroczenie wyznaczonych przez Kartę Nauczyciela 40 godzin pracy w tygodniu oznacza nadgodziny w rozumieniu Kodeksu pracy, a zatem wymaga wypłacenia dodatkowego wynagrodzenia. Wcześniej tylko pojedynczym nauczycielom udawało się wywalczyć takie rozstrzygnięcia w sądach rejonowych, ale nigdy w tej sprawie nie zapadła decyzja na takim szczeblu.
Ta historia zaczęła się trzynaście lat temu na zebraniu ZNP w Gryficach.
Kilka nauczycielek zwróciło wtedy uwagę, że nie dostają pieniędzy za obsługę zagranicznego wyjazdu uczniów: za spotkania, telefony, czasochłonną koordynację wycieczki. Sprawa znalazła finał w sądzie, a jedna z nauczycielek – anglistka – wytrwała w tym postępowaniu do końca, czyli do wyroku Sądu Najwyższego. To jej sukces, sukces ZNP, który prowadził sprawę od strony prawnej, ale też powód do świętowania dla całego środowiska nauczycielskiego w Polsce.
Co to dla nich oznacza w praktyce?
Ci, którzy pracują na Kartę Nauczyciela, a więc ok. 80 proc. polskiej kadry pedagogicznej, czyli mniej więcej pół miliona osób, może ubiegać się o dodatkowe pieniądze od samorządów. Chodzi głównie o pracę na szkolnych wycieczkach, tzw. zielonych szkołach, i w trakcie odbywających się zwykle w weekendy imprez albo zawodów sportowych.
Do tej pory nauczyciel wyjeżdżał na tydzień, dwa, pracował dwadzieścia cztery godziny na dobę, i nie tylko nie uzyskiwał za to ekwiwalentu, ale jeszcze na tym tracił, bo w tym czasie przepadały mu np. zastępstwa w szkole. Nic dziwnego, że od kilku lat liczba wycieczek szkolnych w Polsce malała: to wielka odpowiedzialność, której dodatkowo towarzyszy finansowa strata! A do szkoły przychodzą coraz młodsze pokolenia nauczycieli – generacje znacznie bardziej świadome swoich praw i coraz mniej skłonne, by godzić się na wykorzystywanie przez pracodawcę.
Co teraz?
Mamy nadzieję, że już od dziś samorządy zaczną postępować zgodnie z prawem, czyli wypłacać dodatkowe wynagrodzenia. W praktyce oznacza to, że nauczyciel wyjeżdżający na wycieczkę dostaje normalną delegację oraz wyliczenie godzin nadliczbowych.
Pierwsze reakcje samorządów, w które to orzeczenie może rykoszetem trafić, nie napawają optymizmem.
To prawda: komentarze przedstawicieli władz lokalnych, jakie do tej pory słyszałam, były bardzo negatywne, włącznie z nieuprawnionymi twierdzeniami, że mamy do czynienia z „kolejnymi roszczeniami środowiska nauczycielskiego”. Samorządowcy zapowiadają też, że teraz będą się domagali od rządu dodatkowych funduszy.
To akurat logiczne.
Biorąc pod uwagę, że mamy ponad pół miliona nauczycieli, skala dodatkowych funduszy potrzebnych do pokrycia nadliczbowych wynagrodzeń może być spora, choć na pewno nie idąca w miliardy, a w miliony. Rząd nie powinien jednak być tą sytuacją zaskoczony – rozmawiamy przecież na ten temat od dawna. I z ministrem Przemysławem Czarnkiem, i z Barbarą Nowacką. Bezskutecznie. Wyrok Sądu Najwyższego powinien to zmienić.

MAGDALENA KASZULANIS jest rzeczniczką prasową Związku Nauczycielstwa Polskiego.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















