Prof. Lech Morawski, prawnik, zachował się – moim zdaniem – haniebnie. Zarówno wtedy, gdy przyjął „nominację” na sędziego Trybunału Konstytucyjnego (na miejsce, które było i jest już obsadzone przez innego wybranego zgodnie z prawem na to stanowisko), jak i wygłaszając pod postacią wystąpienia konferencyjnego ciężkie a nieuzasadnione oskarżenia wobec przeciwników polityki PiS.
Rozumiem więc oburzenie części członków Rady Wydziału Prawa i Administracji UMK, którego do niedawna był pracownikiem naukowym. Ale sytuacja, w której oburzenie na profesora sprawia, że obrona doktoratu jego doktoranta zostaje odwołana - w wyniku zapowiedzianego jej bojkotu przez członków wspomnianej Rady Wydziału – jest skandaliczna.
Nie wiem, jakie poglądy posiada doktorant, mgr Tymoteusz Marzec. Nie wiem, co sądzi o postępowaniu swojego promotora. Ale jest to nieważne. Napisał – samodzielną! – pracę. Została ona pozytywnie oceniona przez recenzentów, a Rada Wydziału zagłosowała już za dopuszczeniem doktoranta do obrony doktorskiej. Obrona ta, najpewniej, jest dla niego ważnym życiowym wydarzeniem. Zachowanie samodzielnych pracowników naukowych Wydziału Prawa i Administracji UMK, które – na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej – krzywdzi niewinną w danej sprawie osobę, jest niedopuszczalne.
Jedną z patologii życia akademickiego, która gdzieniegdzie występuje, jest „feudalne” traktowanie doktorantów i magistrantów, nie jako samodzielnych osób i badaczy, lecz jako swego rodzaju „stan posiadania” profesorów. Zdarza się więc czasami, że chcąc uderzyć w profesora, atakuje się jego doktorantów (i magistrantów). Nie wiem, czy ta patologia występuje na Wydziale Prawa i Administracji UMK. Ale sam fakt, że dość dużej grupie członków jego Rady Wydziału przyszedł do głowy pomysł takiego bojkotu, daje do myślenia.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















