Podobne katastrofy jak ta na Dolnym Śląsku są na pewno najtrudniejsze dla rządzących. W takich sytuacjach muszą oni pokazać, że troszczą się o poszkodowanych, ale to czasem dalece nie wystarczy, żeby powódź czy inna klęska żywiołowa nie stała się gwoździem do ich politycznej klęski.
To na nich spada bowiem odpowiedzialność za wszelkie niedociągnięcia organizacyjne, zwłaszcza jeśli są one poważne albo skala zjawiska przekracza możliwości przeciwdziałania. Jeśli jeszcze do tego dochodzą błędy retoryczne, recepta na poważne problemy sondażowe jest gotowa.
Doświadczyła tego ekipa SLD, rządząca podczas powodzi tysiąclecia w 1997 r. Skala tamtej powodzi w połączeniu ze słynną, niefrasobliwą wypowiedzią ówczesnego premiera Włodzimierza Cimoszewicza o konieczności ubezpieczania się zawczasu, przyczyniła się – wiele na to wskazuje – do porażki wyborczej SLD w jesiennych wyborach 1997 r.
Ale i sytuacja opozycji w takich przypadkach nie jest łatwa. Bardzo łatwo przegrzać atmosferę, piętnując rządzących za niedociągnięcia, bo w takich przypadkach polityczne pieczeniarstwo (oraz pieniactwo) jest bardzo łatwo dostrzegalne. I łatwe do wykpienia.
Obserwując zachowania liderów politycznych podczas obecnej powodzi trzeba przyznać, że wyciągnęli oni trochę wniosków z przeszłości. Premier Donald Tusk oraz członkowie rządu przebywają stale na terenach objętych powodzią, ale to nikogo nie drażni, bo wykonują po prostu swoje obowiązki. Dobrze jednak się stało, że na tereny te nie pojechał prezydent Andrzej Duda czy marszałek Sejmu Szymon Hołownia.
Pomni dawnych doświadczeń (np. Bronisława Komorowskiego, którego prowadzenie kampanii prezydenckiej podczas powodzi w 2010 roku nie było dobrze przyjmowane), nie zdecydowali się nawiedzić terenów dotkniętych klęską. Hołownia jedynie zadeklarował gotowość zwołania posiedzenia Sejmu, ale i tu z ostateczną decyzją zdał się na stanowisko rządu.
Nieco politycznych owoców próbował zebrać PiS, więc na poniedziałkowej konferencji prasowej Mariusz Błaszczak zaatakował Donalda Tuska za działania prowadzone rzekomo pod publiczkę (niesłusznie), ale może wynikało to z tego, że PiS chciał przykryć fakt, iż mimo trwającej już powodzi nie odwołał swojego sobotniego wiecu pod resortem sprawiedliwości, co było pewnym zgrzytem.
Można jednak z dużą dozą prawdopodobieństwa postawić tezę, że ataki Błaszczaka na Tuska nie były w tym przypadku szczególnie silne ani skuteczne, nawet w elektoracie PiS. Na szczęście partia ta nie ograniczyła się tylko do krytyki rządzących, ale przedstawiła konkretny projekt ustawy.
Dobrze, że nasze elity polityczne czasem potrafią się czegoś nauczyć. Miejmy nadzieję, że nie będzie to dotyczyć tylko klęsk żywiołowych.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















