Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Powód ocalenia

Powód ocalenia

12.04.2013
Czyta się kilka minut
Ona jest kapkę uparta, ale co to za talent! – notowała w dzienniku Basia Temkin-Bermanowa, komentując jedną z prac Racheli Auerbach napisanych po wyjściu z getta.
Rachela Auerbach i Michał Borwicz nad częścią Archiwum, 1946 r. Fot. Odbitka w zbiorach ŻIH
K

Kilka dni później bardziej krytycznie odnosiła się do kolejnych przeczytanych fragmentów, podkreślając, że najlepsze jej prace to te o charakterze – by tak rzec – reportażu. „Ona umie obserwować” – oceniała. Właśnie ten zmysł obserwacji, wrażliwość na szczegół i umiejętność wyławiania z potoku zdarzeń pojedynczych scen i zatrzymywania ich w krótkich notatkach-kadrach stanowi o sile pisarstwa Auerbach.
Tekst, którego zaledwie niewielkie fragmenty prezentujemy czytelnikom, powstał już po Powstaniu. Po wyjściu z getta, w marcu 1943 r., Rachela Auerbach nie wraca od razu do pisania, nie ma po temu warunków. Pisała wcześniej, intensywnie, ostro i boleśnie – w getcie. Wówczas powstał jej arcydzielny dziennik, a także inne prace, które wykonywała dla Podziemnego Archiwum Getta, kierowanego przez Emanuela Ringelbluma.
Poza gettem żyje w „podwójnej konspiracji”, podwójnej, „gdyż nielegalna (...) była nie tylko działalność skierowana przeciwko Niemcom, ale samo życie Żydów”. Dopiero jesienią 1943 r. może zacząć na nowo pisać – świadczyć o Zagładzie, ale też o przedwojennym żydowskim życiu. Ocalać od niepamięci twarze i chwile. W dawaniu świadectwa widziała jedyny powód swego ocalenia, które powodowało u niej rodzaj wstydu: „Myślę, że muszę dopiero na wyróżnienie, którym mnie los obdarzył, od nowa zasłużyć. Przerażenie ogarnia mnie na tę myśl. Lęk przed nadmierną odpowiedzialnością”. Mówiła, że ma nie tyle prawo, ile obowiązek życia: „A to dlatego mianowicie, że we mnie żyje pamięć tych, którzy zginęli. I żyje we mnie – żywe świadectwo – dramat ich zguby. Gdybym ja zginęła – tamci wraz ze mną zginęliby raz jeszcze”. 

Z DZIENNIKA RACHELI AUERBACH
Pesach 1943 (Okruchy)

(...) W przedświątecznie udekorowanych oknach wystawowych większych firm na ulicy Marszałkowskiej i na Krakowskim Przedmieściu, w Alejach Jerozolimskich i na Nowym Świecie, wystawione były komplety zdjęć ilustrujących „żydowsko-bolszewickie okrucieństwa”. Na parkanach i na słupach reklamowych widniały w podniecającej czerwieni wykonane plakaty, przedstawiające żydowskie monstrum – „Bicz ludzkości”. (...) [chodzi o niemiecką akcję propagandową, zorganizowaną na terenie okupowanej Polski po ujawnieniu grobów w Katyniu na początku kwietnia 1943 r. i mającą winą za tę zbrodnię obarczyć „Żydów-komunistów” – red.]
Tu i ówdzie podłe kłamstwo natrafiało na podatny grunt. Mydliło oczy. Obawa o własną skórę, latami przez domorosłych antysemitów i faszystów hodowana nienawiść – dopełniały reszty. Rozpraszało się, roztapiało w nicość wrażenie biało-czerwonego sztandaru, który po trzech latach tam, za murem właśnie, wywieszony został po raz pierwszy. (...)

Wielka, szara masa obojętnych, sobą zajętych zarabiaczy i zjadaczy chleba, po paru dniach powróciła do swych spraw.
Zaczęto nosem kręcić na dym, który w oczy gryzie, na to, że tramwaje nie kursują wzdłuż muru na Żoliborz i Bielany. Jakby Żydzi byli temu winni. W późniejszym czasie obyto się z tymi niewygodami. Na odgłos silniejszej strzelaniny z przestrachem zaczynano nasłuchiwać, ale gdy przekonywano się, że to „tylko w getcie” – uspokajano się.
Na razie było jeszcze przed świętami. Trzeba było się starać o mięsiwo, o napoje. Nie należało to do rzeczy łatwych.
Ci zaś, którzy czas ten przeżywali inaczej, mogli tylko, jak my – bezsilnie pięści zaciskać. Milczeć i smucić się w przygnębieniu bezgranicznym.
Tak samo, jak my Żydzi ukryci, którzy przebywaliśmy wtedy „na aryjskiej stronie” – z daleka.
Z daleka uczestniczyliśmy w zgrozie. Z daleka słuchaliśmy opisów tego, co się wewnątrz dzieje. Jak giną ostatnie matki i ostatnie dzieci, ocalałe z rzezi „akcji” poprzednich. Jak konają w potwornej męczarni ostatnie resztki warszawskiego getta.
Przerażeni i osłupiali, miotani na przemian między stanem najgłębszej depresji i bolesnej ekstazy – z daleka śledziliśmy za beznadziejną walką młodzieży żydowskiej na straconych z góry barykadach getta.
Chodziliśmy po mieście z oczyma otwartymi, czerwonymi od dymu. Nie przymykaliśmy powiek przed płatami sadzy fruwającymi nad miastem.
Były to jedyne gesty, którymi mogliśmy się połączyć z tamtymi w ich i naszej samotności.
– Kogo pani tam ma? – pyta ktoś znajomy, który wie o tym, że rozmawia z Żydówką. – Czy ma tam pani jeszcze kogoś ze swoich?
Wszystkich tam mam. Wszyscy, którzy tam są – są moi.
(...)

Na przystanku tramwajowym koło dworca całują się na pożegnanie dwaj panowie. Jeden z nich wyjeżdża gdzieś na święta. Świeżo ogolone twarze, świeżo podstrzyżone włosy. Szyje ich jaśnieją różowością, wiosenne palta i nowe buty tchną przedświątecznym nastrojem, dobrze utrzymanym domem, miłymi stosunkami rodzinnymi...
W przejeździe przez plac Grzybowski widać koło ruin zbombardowanego domu tłum gapiów, a opodal w łapach bandy zbójów człowieka rozebranego do koszuli. Przedostał się pewnie nocą przez mur, albo wylazł z otworu kanałowego. Udało mu się ujść żywcem z tonącego okrętu, dopłynąć z największym natężeniem sił i przemyślności do wybrzeży wyspy, a oto tak witają go na tej wyspie zbawienia pierwsi napotkani „ludzie”. Nie ma się czym okupić, więc szkoda pozostawić mu na grzbiecie tych trochę „ciuchów”, w które jest przyobleczony. Macha rękoma, czyni jakieś znaki, pewnie domaga się od napastników, aby go zabili. Ale oni nie chcą tego uczynić. Nie chcą brać na siebie tego grzechu. Nie zadają sobie nawet trudu przywołania doń niemieckiego żandarma czy granatowego policjanta. I bez tego człowiek ten zginie w ciągu godziny czy dwu – pozostawiony nago na mieście w biały dzień.
Teraz „hulają srogie wichry”. Teraz naprawdę – jak jeszcze nigdy – „nastał ich czas”.
Kolejarz, który wraca ze służby nocnej, spogląda znacząco na motorowego. Zagryzają wargi z gniewu, ze wstydu, z oburzenia. Nic nie mogą poradzić, muszą milczeć.
Tak samo jak my.
Na wiadukcie przed mostem Poniatowskiego wskakuje do tramwaju bosy, oberwany chłopaczyna, który z wielkim powodzeniem wyśpiewuje na tej trasie „Siekierę, motykę” z niecenzuralnymi rymami okupacyjnymi. (...) Ale oto nagle iskrą elektryczną wyskakuje nowy rym, nowa aktualna zwrotka: „Siekiera, motyka, granda, heca / Żydzi dobrze bronią getta”.
Kim jest ten mały chłopak? Czy to dziecko, które z getta uciekło i manifestuje w ten sposób swą odwagę cywilną, swoją narodową dumę? A może ten ci jest bezimienny wyraziciel najlepszych uczuć ludu polskiego, których ani niemiecki terror, ani długoletnia antysemicka nagonka, ani wiekami hodowane koszmary judeofobii – stłumić nie były w stanie.

(...) Rozmowa kilku ubogo ubranych kobiet na odcinku między pl. Żelaznej Bramy a ul. Wolską, o mało nie powoduje u jednej ze współpasażerek nagłego strumienia łez.
– Kościół świętego Augustyna na Nowolipkach się pali – powiada pierwsza kuma.
– Nie na Nowolipkach – mówi druga – kościół Marii Panny na Lesznie się pali.
Ale oto odzywa się trzecia, a oczy jej ciskają błyskawice.
– Pali się, a niech się pali – kościół. Ludzie się palą!  

RACHELA AUERBACH (1903–1976) była pisarką, tłumaczką i działaczką kulturalną, tworzącą po polsku i w jidysz. Współtwórczyni kolekcji świadectw w instytucie Yad Vashem. Autorka m.in. prac „Powstanie żydowskie. Warszawa 1943” i „Warszawskie testamenty”. Nakładem ŻIH w tym roku ukaże się tom jej pism gettowych i reportaż „Treblinka”. Całość jej spuścizny złożonej w Archiwum Ringelbluma ukazała się w wydanych przez ŻIH tomach „Spuścizny”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]