Postanowienie poprawy

Uwaga wstępna. Dziennikarz w periodyku ma dziś tylko dwa wyjścia: albo pisać na tematy ponadczasowe, albo opatrywać tekst datą, aby nie wprawiać późniejszego czytelnika w zamieszanie. Więc datuję: jest niedziela, 25 kwietnia. Stan całkowitego zawieszenia w przestrzeni publicznej, w której perspektywę wyborów prezydenta RP uznano powszechnie za rozstrzygającą dla nas wszystkich. W tym stanie rzeczy nie tylko media, ale najzwyklejsi obywatele też godzą się na to, że na chwilę obecną pytaniem numer jeden pozostaje to o jakość kampanii wyborczej.
Czyta się kilka minut

A to dlatego, że dni żałoby wyartykułowały nadzieję, iż nasze życie polityczne, a co za tym idzie: i społeczne, ulegnie procesowi ozdrowieńczemu, "wyzbędzie się nienawiści", jak to chętnie formułowano. I kampania wyborcza będzie tu pierwszym sprawdzianem. Coś już wiemy. Wiemy bowiem o wielu deklaracjach polityków, którzy wszyscy zgodnie tak właśnie nas zapewniają, ujmując to w słowa bardzo przypominające "postanowienie poprawy" podczas przygotowania do spowiedzi. Wszyscy też nas zapewniają, że kiedy kampania już ruszy, nie będzie inaczej. Mamy jednak także już wypowiedzi, co do których zasadne staje się pytanie: czy na pewno kampania dopiero ruszy, czy też ruszyła już na tyle, że nawet można spokojnie oceniać jej specyfikę i konfrontować ją z zapewnieniami polityków.

Piszę tylko we własnym imieniu, co teraz uważam za konieczne raz jeszcze podkreślić. I właśnie w swoim imieniu zgłosić chcę pierwsze tutaj zastrzeżenie: uważam za całkowicie mylne (a nie wiem, czy szczere...) zapewnianie nas, że najważniejsze będzie wyrzeczenie się agresji słownej, złośliwego języka, werbalnej wojny na epitety. Bo w moim przekonaniu to wcale nie w tej warstwie rodziło się dotąd zło głębokich podziałów w społeczeństwie i źródło agresji, skutkującej pożałowania godnymi faktami.

Naprawdę groźna była zasada, którą, trawestując przykazania Dekalogu, określić można było jako "branie imion świętych na daremno". Włącznie z Imieniem Bożym. Sięgano po słowa wyrażające najwyższe wartości, by przy ich pomocy eliminować przeciwnika, lokowanego po nieprzyjacielskiej stronie okopów. Powie ktoś: to był margines. Nisza, sfera, której nawet nie godzi się poświęcać uwagi. I z tym się nie zgadzam. Tu właśnie czekam na wyraźne (także ze strony autorytetów duchowych) stwierdzenie: "tak się nie godzi", a potem na zmianę, jeśli ma ona być coś warta.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 18/2010