Polska Rozpędzona, czyli PR. Ofensywa gospodarcza rządu bez rewelacji

Dobrze, że powstała: to z pewnością można powiedzieć o najnowszej strategii gospodarczej rządu. Jej założenia budzą już co najmniej tyle samo wątpliwości, ile nadziei.
Czyta się kilka minut
Farma wiatrowa w okolicach Dziewięciu Włók na Żuławach, styczeń 2025 r. // Wojciech Stróżyk / Reporter
Farma wiatrowa w okolicach Dziewięciu Włók na Żuławach, styczeń 2025 r. // Wojciech Stróżyk / Reporter

Zapominając na chwilę o trudnej do niedostrzeżenia zbieżności pomysłów ekipy Donalda Tuska z polityką, którą zaczyna realizować sztab jego imiennika w USA, warto pochwalić jedno. Polski rząd wreszcie ma długofalową strategię, w której można doszukać się prób odpowiedzi na przynajmniej część największych problemów naszej gospodarki. A nawet więcej, polskiej państwowości. 

Donald Tusk zapowiedział gwałtowne przyspieszenie inwestycji w energetykę, której stan woła o pomstę do nieba i za trzy-cztery lata, jeśli nic się nie zmieni, doprowadzić może nawet do reglamentowania dostaw prądu. Rząd chce zresztą rozbujać całą gospodarkę, grozi jej bowiem przyśnięcie w samouwielbieniu dla osiągnięć poprzednich 35 lat, które katapultowały nasz kraj z postsocjalistycznej biedy do grona państw wysoko rozwiniętych.

Co naprawdę kryje się za zapowiedzianym wzrostem wydatków na inwestycje

Dlaczego więc nie zachwyca – mówiąc Gombrowiczem – skoro zachwyt wzbudzać powinna ogłoszona właśnie strategia rozwojowa rządu dla Polski? Jej grzechem pierworodnym, być może już nie do uniknięcia w realiach współczesnej polityki nastawionej na tanie efekciarstwo, jest przewaga propagandowej oprawy nad zawartością merytoryczną. 

Rzecz pierwsza i już premierowi wytknięta, zarówno przez przeciwników politycznych, jak i ekspertów, to sama skala obiecywanych inwestycji. Donald Tusk zapowiedział, że nakłady na realizację wyznaczonych celów tylko w tym roku sięgną 650-700 mld zł. Mowa oczywiście o skumulowanych inwestycjach państwa oraz sektora prywatnego, któremu władza chce na tę okazję zostawić więcej pieniędzy w kieszeni za sprawą ulg inwestycyjnych (m.in. ograniczenia podatku od dochodów kapitałowych). Na papierze i bez porównań wygląda to rzecz jasna imponująco, ale w relacji do wartości naszej gospodarki daje już równowartość zaledwie około 17 proc. PKB – czyli z grubsza tyle samo, ile Polska wydawała na inwestycje w latach minionych. 

Gdyby licznik wydatków zatrzymał się na niższej z tych wartości, oznaczałoby to, że realne tempo wzrostu wartości inwestycji byłoby w Polsce nawet mniejsze niż w roku 2024. A jeśli nawet otrzemy się o obiecywany próg 700 mld zł, realny – a więc uwzględniający tempo, z jakim jednocześnie rośnie w Polsce PKB – wzrost inwestycji w latach 2024-2025 nie przekroczyłby nawet 10 proc. 

Donald Tusk zapewne pamięta, że w latach 2011-2015, kiedy był premierem, wartość inwestycji w Polsce w relacji do PKB wynosiła średnio 19,9 proc. Teraz pieniędzy będzie oczywiście więcej niż wtedy, bo w międzyczasie polska gospodarka urosła niemal dwukrotnie, ale słowa o inwestycyjnej ofensywie w sytuacji, gdy w rzeczywistości mamy w tej sferze do czynienia z delikatnym spowolnieniem, brzmią po prostu jak tani chwyt. 

Deregulacja przyspieszy, wiatraki niekoniecznie

Warto też przyjrzeć się bliżej celom, na które pójdą te setki miliardów złotych. Plan ma opierać się na sześciu filarach: inwestycjach w naukę, transformacji energetycznej, nowych technologiach, rozwoju portów i kolei, dynamicznym rynku kapitałowym oraz wsparciu i współpracy z biznesem. 

Stosunkowo najmniej wątpliwości budzi strategia energetyczna, choć wspomnianą przez premiera drugą polską elektrownię atomową trzeba na razie traktować jak polityczny fantom; dostatecznie ślimaczy się proces rozpoczęcia budowy pierwszej. Plan rozkręcenia energetyki wiatrowej jest za to wręcz zbyt ostrożny. Nie ma w nim mowy na przykład o pełnym odblokowaniu programu budowy turbin wiatrowych na lądzie. Tu twardy opór nadal stawia koalicyjny PSL, formalnie pogodzony ze zniesieniem wprowadzonej jeszcze przez PiS zasady, która nie pozwala na takie inwestycje w odległości mniejszej niż dziesięciokrotność wysokości turbiny. Nowe przepisy, które rząd chce uchwalić jeszcze w tym roku, wyłączają „regułę 10H”, dla zaspokojenia żądań PSL pozostawią jednak zbyt liczne wyjątki, np. odległość do najbliższych budowli zabytkowych. W efekcie energetyka wiatrowa na lądzie będzie nadal mocno ograniczana.

Poza samym efektem propagandowym, który przemówi zwłaszcza do młodych wyborców Konfederacji, wątpliwości budzi też inicjatywa deregulacyjna, oddana jednemu z najbogatszych Polaków, Rafałowi Brzosce. Twórca Inpostu, niczym Elon Musk w USA, ma szybko uwolnić polską gospodarkę od balastu zbędnych przepisów i biurokracji, a więc zrobić dokładnie to, czym od ponad roku w Ministerstwie Rozwoju i Technologii zajmuje się blisko setka urzędników pracujących nad ustawą deregulacyjną. Czy dokona tego szybciej? Być może. Ale czy lepiej, a co najważniejsze, w sposób uwzględniający interesy różnych stron społecznych, nie tylko dużego biznesu? 

Strategia „Polski Rozpędzonej” jest więc wypadkową – by nie rzec wręcz: zgniłym kompromisem – interesów koalicjantów, realnych potrzeb Polski i współczesnych reguł politycznego marketingu. Zapowiada dostatecznie dużo, aby w oparciu o to, co obiecuje rząd, przyspieszyć w najbliższej przyszłości, ale zarazem za mało, aby naprawdę wystrzelić Polskę w górę stawki krajów wysoko rozwiniętych. USA mają swoje MAGA, czyli Make America Great Again (uczyńmy Amerykę znowu wielką). Nasza „Polska Rozpędzona” to na razie PR.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”