Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Podziemny Bombaj

Podziemny Bombaj

24.09.2012
Czyta się kilka minut
Suketu Mehta od samego początku wiedział, że jego literackim tematem jest miasto. Napisał powieść o Bombaju, pokazując nam każdy jego zaułek.
il. Martyna Wójcik z cyklu ilustracji „Ucieczki – wyspy”. ok. 2012 r
W

W miastach, podobnie jak w państwach czy rodzinach, istnieje z jednej strony oficjalny układ sił, z drugiej zaś układ prawdziwy. W większości miast decydującą siłą teoretycznie są głosy wyborców oraz obowiązujące prawa: obywatele wybierają burmistrzów oraz członków rady miejskiej, politycy ustanawiają prawa, policja je egzekwuje. Jednak na faktyczną walutę władzy składa się coś zupełnie innego. W Bombaju przedstawionym na kartach porywającej książki Suketu Mehty „Maximum City. Bombaj” to wybuchowa mieszanka gróźb, przemocy, przekupstwa, seksu i sławy.

Pokaż mi mordercę

Jeśli ktoś jest wam winien pieniądze i nie chce ich zwrócić, wynajmujecie gangsterów, żeby uprowadzili dziecko dłużnika. Kiedy policjanci zatrzymują szczególnie wartościowego strzelca, dzwonią do szefa gangu z pytaniem, ile gotów jest zapłacić za wypuszczenie swojego człowieka. W jednej dzielnicy hydraulicy przekupują miejscowych urzędników, by odcięli dopływ wody do publicznych kranów, aby ludzie musieli nająć ich do podłączenia prywatnych ujęć. W innej kierowcy cystern przekupują władze, by nie instalowano rur wcale. Grupa przedsiębiorców zwołuje publiczne spotkanie, by uskarżać się, że koszty generowane przez wymuszenia są niebosiężne; grożą zaprzestaniem płacenia podatków, jeśli policyjne oddziały nie będą likwidowały więcej szantażystów (bombajski Sąd Najwyższy zdecydował, że płatności z tytułu wymuszeń można traktować jako koszty uzyskania przychodu).

Obieg „nieformalności” w mieście zamyka gigantyczny, finansowany w znaczącej części z nielegalnych źródeł przemysł filmowy. Kiedy miejscowi gangsterzy najmują się do ochrony ekipy filmowej podczas kręcenia scen ulicznych, są bardzo podekscytowani, mogąc z bliska oglądać znane gwiazdy. Z kolei jedna z aktorek, zafascynowana możliwością spotkania z przestępcami, pyta Mehtę: „Czy możesz mi pokazać prawdziwego mordercę?”.

Wygląda na to, że Mehta, który z chęcią wskazuje czytelnikom niejednego mordercę, od dawna wiedział, że jego prawdziwym tematem jest miasto, w którym dorastał. Pisarz urodził się w Kalkucie, potem mieszkał w Bombaju aż do chwili, gdy w 1977 r., w wieku czternastu lat, przeniósł się z rodzicami do Stanów Zjednoczonych. Już jako dorosły człowiek coraz częściej powracał do Indii, by o nich pisać, a w końcu i zamieszkać w Bombaju. Będąc przez całe życie outsiderem – Gudźaratczykiem w mieście zdominowanym przez Marathów, Hindusem w Stanach Zjednoczonych, obywatelem amerykańskim w Indiach, zwolennikiem sekularyzmu w kraju zaludnionym przez wyznawców największych religii świata czy choćby pisarzem-freelancerem w rodzinie od pokoleń handlującej diamentami – stał się nade wszystko nieprawdopodobnie ciekawym świata obserwatorem.

Za sprawą swady, z jaką odmalowuje na stronach książki każdy zaułek bombajskiego podziemia, energii, z jaką powołuje do życia postaci wzniosłe i podłe, a także sposobu, w jaki przygląda się nowo przybyłym, którzy szukają swego miejsca w tym gigantycznym mieście, spojrzenie Mehty na Bombaj przywodzi na myśl przede wszystkim Balzaka i jego Paryż. Taka nienasycona ciekawość ludzkich losów stanowi znacznie większe brzemię dla dziennikarza, którego bohaterowie są rzeczywiści i przez to bardziej narażeni na szkody, niż by to było w przypadku powieściopisarza. Mehta zdaje się tego niezupełnie świadom, niemniej jednak sprawia, że praktycznie wszystkie inne książki poświęcone Indiom wypadają blado w porównaniu z jego analizą. Ot, powierzchowny ogląd laików.

Jak film

Kilka pierwszych z około tuzina wnikliwych portretów pióra Mehty zaprasza nas do wnętrza hinduistycznej partii nacjonalistycznej Shiv Sena, która od dwudziestolecia kontroluje bombajską politykę. Przywódca ruchu Shiv Sena, Bal Thackeray, od dawna deklaruje swój podziw dla Hitlera. W 1993 r. bandy Shiv Seny siały zniszczenie w muzułmańskich częściach miasta, paląc, gwałcąc i mordując. Policjanci tylko się przyglądali, by wkrótce entuzjastycznie przyłączyć się do tych praktyk. W ciągu dziewięciu dni zginęło około 600 osób, a 2000 zostało rannych. Do odpowiedzialności pociągnięto ledwie garstkę hinduskich uczestników zamieszek, zaś dziesięciu policjantów pierwotnie oskarżonych o zabójstwo otrzymało awans. Około 215 tys. muzułmanów, których domy i sklepy obrócono w perzynę, uciekło z miasta specjalnymi pociągami.

Czasami delektując się niespodziewaną siłą książki, próbuję sobie wyobrazić, jak pisarz mniejszego formatu poradziłby sobie z takim tworzywem. Odmalowując cień, jakim zamieszki religijne położyły się na Bombaju, wielu rozmawiałoby jedynie z ofiarami lub ich rodzinami. Mehta natomiast udaje się wprost do zabójców. Po mieście oprowadza go człowiek Shiv Seny. Pokazuje, w którym meczecie podkładał ogień, gdzie plądrował sklepy i palił żywcem muzułmanów. „To było jak film – mówi – cicho, pusto, ktoś gdzieś płonie i my w ukryciu...”. Innego działacza Shiv Seny, który w książce ukrywa się pod imieniem Sunil, Mehta pyta: „Jak wygląda człowiek, który się pali?”. Sunil opowiada, jak wraz z czterema kolegami zabił sprzedawcę chleba. „Polaliśmy go benzyną i podpaliliśmy. Wtedy myślałem tylko o tym, że to muzułmanin... Tego dnia pokazaliśmy im, czym jest dharma hinduizmu”.

Kim jest człowiek, który dopuszcza się takiego czynu? Jak w przypadku wielu osób zaangażowanych w ruchy faszystowskie, Sunil wspomina pełne upokorzeń dzieciństwo. Kiedy oboje rodzice leżeli w szpitalu, starał się przynosić im ciepłe posiłki. Jeśli jednak gnając do domu po szkole, nie dotarł na miejsce do czternastej, godziny odwiedzin się kończyły, wszelkie prośby były daremne, a Sunil musiał czekać kilka następnych godzin, aż odwiedziny zostaną wznowione. Ci, którzy mieli pieniądze, by przekupić strażnika, wchodzili do środka. „Nie miałem 10 czy 20 rupii, więc siedziałem tam i myślałem (...). Jeśli mam żyć, powinienem żyć godnie”. Teraz wszystko się zmieniło. „Teraz mogę przejść przez drzwi każdego szpitala (...). Mogę poprosić Balasaheba Thackeraya, żeby zadzwonił do szpitala, i będą się go bali”. Córka Sunila uczęszcza do świetnej szkoły, przyjęcie do niej załatwił minister Shiv Seny w rządzie stanowym. W zamian za to Sunil jest zawsze gotów posłać swoich ludzi, gdy minister da znać, że „są potrzebni, by spalić pociąg albo zniszczyć samochód”.

Sunil awansował w strukturach Shiv Seny i dobrze prosperuje dzięki firmie dystrybuującej telewizję kablową, którą partia pomogła mu rozkręcić. Paradoksalnie jednak to właśnie sukces może rozluźnić jego związki z Shiv Seną. Kiedy władze zakazały lokalnym telewizjom nadawania programów arcywroga Indii – Pakistanu, Sunil przeciwstawił się tej decyzji, twierdząc, że „każdy powinien dostawać to, za co płaci”. „Także i tu instynkty biznesowe biorą górę nad jego odrazą do muzułmanów” – pisze Mehta. „Bombaj odwodzi Sunila coraz dalej od nienawiści, dzięki jeszcze potężniejszemu urokowi chciwości”.

Ludzie tacy jak my

To właśnie jednak nienawiść pozostaje nadal kluczowym narzędziem dla przywódcy Shiv Seny, Bala Thackeraya, który z rozbrajającą szczerością zwierza się Mehcie, jak steruje bandami: „Młoda krew, młodzi mężczyźni, chłopcy bez pracy są niczym suchy proch strzelniczy. Mogą wybuchnąć w każdej chwili”. Częścią sztuki manipulacji jest, rzecz jasna, przekonać ich, że bezrobocie czy jakikolwiek inny życiowy problem w tym przytłaczającym mieście, gdzie ścieki przenikają do ujęć wody pitnej, a ponad dwa miliony ludzi pozbawione są dostępu do toalety, jest w stu procentach winą muzułmanów.

Potrzeba zgłębienia najmroczniejszych stron Bombaju owocuje stworzeniem równie niepokojącego portretu kogoś, kto rzekomo prawa strzeże, wysokiej rangi oficera policji, który w książce nosi nazwisko Ajay Lal. Lal jest zadziwiająco szczery, gdy idzie o opis metod przesłuchań: kule wystrzeliwane tuż nad uchem, elektrody podłączane do genitaliów, wycieczka nad zatokę, gdzie policjanci przywiązują ciężki głaz do nóg więźnia i kilkakrotnie go podtapiają. W przypadku muzułmańskich bojowników, twierdzi Lal, potrzeba innych metod, ponieważ „ci, którzy nie boją się śmierci, nie boją się też fizycznego bólu. W takich przypadkach grozimy rodzinie... To zazwyczaj działa”.

Słysząc te słowa, pisarz mniejszego formatu mógłby pomyśleć: mam już obciążający cytat, czego więcej mi trzeba? Jednak Mehta prosi o pozwolenie na obserwowanie kilku sesji przesłuchań, na co Lal wyraża zgodę. Podczas jednej z nich Ajay i jego pomocnicy przesłuchują dwóch mężczyzn zatrzymanych z zapasem fałszywej gotówki. „Obaj mówią po angielsku i są dobrze ubrani. Wyglądają niepokojąco znajomo: trochę więcej pieniędzy, trochę lepsze wykształcenie i byliby Ludźmi Takimi Jak My”. Funkcjonariusze Lala rzucają się na nich z pięściami i „przytwierdzonym do drewnianego uchwytu grubym, skórzanym rzemieniem szerokim na około 12 centymetrów. Jeden z gliniarzy chwyta go i dziko okłada nim grubasa po twarzy. Dźwięk skóry uderzającej w ludzkie ciało jest czymś niemożliwym do opisania”.

A jednak, będąc świadkiem takiej sceny, Mehta jest jeszcze w stanie zauważyć, że podobnie jak hinduscy i muzułmańscy gangsterzy, z którymi prowadził wywiady, nie zapominają nigdy o religii, ci fałszerze ani na chwilę nie zapominają o głęboko zakorzenionej w Indiach hierarchii. „Podczas bicia obaj mężczyźni mówią do swoich oprawców sir. Właśnie tak zwracaliśmy się w szkole do nauczycieli (...). Ani razu nie odstępują od tej zasady. Ani razu nie wykrzykują niczego nieprzyzwoitego”. Jeden z zatrzymanych zdradza wreszcie imię kochanki, tancerki; zostaje szybko aresztowana i prowadzi Lala do reszty kręgu fałszerzy.

Nawet na kartkach książki sceny te budzą w czytelnikach pełen poczucia winy i zażenowania wstręt. Jednak ta odraza stopniowo i dość nieprzyjemnie słabnie, kiedy poznajemy szerszy kontekst i okazuje się, że Mehta chce czegoś znacznie więcej niż tylko pokazać brutalnego mężczyznę przy pracy. Lal nie przyjmuje łapówek. Aresztowania planuje w tajemnicy, by skorumpowani zwierzchnicy nie ostrzegli gangsterów. Jeśli nie zastraszy świadka lub biciem nie wymusi na nim informacji zaraz po aresztowaniu, szef gangu przekupi kogoś, by wyciągnąć go z więzienia. W sądzie apelacje trwają dwadzieścia lat lub dłużej, każdy sędzia ma ponad 3000 zaległych spraw, a dzięki przekupstwom odsetek wyroków skazujących za przestępstwa kryminalne wynosi jedynie 4 proc.

Lal poświęca życie daremnej walce z potęgą gangów, zbyt często wracając do domu, kiedy jego dzieci dawno już śpią. Przywódcy gangów grożą, że zabiją jego i jego żonę, że wysadzą szkołę, do której uczęszczają jego synowie. Musi mieć armię ochroniarzy, nawet by przyjść do Mehty na kolację. Jego dzieci potrzebują ochrony, by pójść do szkoły. Może się rozluźnić tylko wtedy, gdy wyjeżdża za granicę. Nieustraszenie najeżdża domy wysoko postawionych działaczy Shiv Seny, na czym cierpi jego kariera. Odrzuca propozycje o wiele lepiej płatnej pracy poza Departamentem Policji. Mimo wszystko ten oprawca jest jednym z niewielu uczciwych ludzi w książce.

Miasto sukcesu

To niesamowite doświadczenie wchodzić wraz z Mehtą tak głęboko w życie opisywanych przezeń postaci, czasem jednak ma się niepokojące uczucie, że jego żądza zgłębienia całej prawdy jest tak wielka, że graniczy z lekkomyślnością. Waluta, którą się posługuje, to moneta pisarza: znajomość tajemnic. Raz jeden tylko otwarcie obnosi się ze swym bogactwem: kiedy mówi o tancerce/prostytutce, która opowiada mu historię swego dzieciństwa, swoich nadziei, swoich kłopotów rodzinnych, swoich prób samobójczych, swoich klientów i technik ich uwodzenia. „Wiem, jakiego koloru i kroju bieliznę nosi. Wiem, jak lubi się kochać. Wiem, kiedy jest smutna, kiedy ma myśli samobójcze, kiedy tryska energią”. Związek Mehty z tancerką jest platoniczny, ale jak tryumfalnie oznajmia: „Czym jest seks wobec tak intymnej znajomości drugiej osoby?”.

To wszystko prawda, ale właśnie dlatego zastanawiam się, jak ta kobieta oraz wiele innych osób, które tak chętnie powierzały Mehcie swoje tajemnice, czuje się, kiedy czytają o nich ich rodziny i znajomi. Bo Mehta niepokojąco mgliście wypowiada się na temat zmiany imion i szczegółów pozwalających zidentyfikować daną osobę. Zresztą zmiany, które rzeczywiście wprowadził, nie są zbyt znaczące: na przykład brutalny, nieprzekupny i rzekomo chroniony pseudonimem Ajay Lal jest bez problemu rozpoznawalny dla każdego czytelnika indyjskich gazet jako wysoko postawiony oficer bombajskiej policji Rakesh Maria.

Starszy policjant jest zapewne świadom zagrożeń i korzyści płynących z rozmów z dziennikarzami, nawet tymi, którzy nic sobie nie robią z ochrony źródeł. Jednak większość innych osób, które tak jak on otworzyły przed Mehtą serca, prawdopodobnie nie miała pojęcia, co znaczy rozmawiać z pisarzem. Czy ich tożsamość jest lepiej chroniona? Mam nadzieję.

Głębia podejścia Mehty – i w tym jego postaci przypominają bohaterów Balzaka – płynie ze świadomości, że w dzisiejszych czasach każde wielkie miasto na półkuli południowej jest zarazem celem podróży, stacją przesiadkową i punktem wyjścia. Hindusi z wiosek marzą o punkcie zaczepienia w ogromnej metropolii. Ci, którzy mieszkają na chodniku, marzą o szałasie. Ci z szałasów marzą o mieszkaniu. Przedstawiciele wyższych klas chcieliby emigrować.

„Maximum City” obfituje w barwne obrazy: nastolatek opuszcza dom, by spać na ulicy; tancerka z baru ucieka przed brutalną matką i marzy, że zostanie Miss India; rodzina ze slumsu wreszcie uciułała na pierwsze mieszkanie; grupa zamożnych profesjonalistów planuje wspólnie emigrować do Vancouver. Miasto pełne jest ludzi, którzy próbują ze wszystkich sił wspiąć się wyżej. Mehta przywiera do nich, nie poprzestając nigdy na zwykłym wywiadzie. Spieszy na miejsce, gdy ojciec uciekiniera przyjeżdża odnaleźć syna; jedzie z tancerką na ponowne spotkanie z rodzicami; jest obecny, gdy rodzina ze slumsu wprowadza się do swego pierwszego bloku mieszkalnego, gdzie podejrzana firma budowlana postawiła szyb bez windy w środku.

Niezwykłą zdolność Mehty do pozyskiwania rozmówców wspomagają ich społeczne i ekonomiczne ambicje. Niektórzy zwierzają mu się, bo pochodzi z Ameryki, ziemi obiecanej; już sama rozmowa z nim podnosi ich status. Sunil, zabijaka Shiv Seny, chętniej odpowiada na pytania, kiedy Mehta zabiera go do udostępnionego przez kolegę apartamentu w wieżowcu – to wielki luksus dla kogoś, kto wychował się w slumsie. Niektórzy gangsterzy opowiadają swoje historie, bo wiedzą, że Mehta pisze też scenariusze filmowe, i marzą, że wyemigrują najdalej, jak można: będą żyć na wielkim ekranie, na oczach wszystkich.

Porzucić wszystko

Tym bardziej uderza, że ostatnim portretem z tego miasta ludzi sukcesu jest portret rodziny – i tu nie znajduję odpowiednika u Balzaka – która rezygnuje z wszelkiej posiadanej władzy. Zamożny handlarz diamentami, jego żona i troje dzieci postanawiają zrealizować otoczony największą czcią dźinijski ideał, oddając wszystkie swoje pieniądze i wyruszając boso jako mnisi żebrzący o jedzenie, którym wolno posilić się tylko raz dziennie. Mąż i dwaj synowie oraz żona i córka będą wędrować drogami i bezdrożami Indii oddzielnie – bo ten mężczyzna i ta kobieta muszą porzucić nie tylko wszystkie ziemskie dobra, ale i siebie nawzajem.

Bracia w wierze podziwiają tę rodzinę za podjęcie najświętszej decyzji. Dla innych jednak ich czyn jest głęboko niepokojący, stanowi wręcz zaprzeczenie samych podstaw nowoczesnego życia w mieście. Jakiś krytyczny obserwator sądzi, że rodzina robi to tylko dlatego, że „musiał grozić im gang Dawooda”. Ktoś inny mamrocze pod nosem, że to wszystko nie jest tym, na co wygląda, bo rodzina zabezpieczyła się na wypadek zmiany zdania specjalnym funduszem. Zamerykanizowani, kosmopolityczni znajomi Mehty „wzdrygają się na myśl o nich nawet bardziej niż wtedy, gdy słyszą o płatnych mordercach”. Mehta jest na miejscu, gdy rodzina oddaje bogactwa, rzucając garściami banknoty oraz złote i srebrne monety w ogromną ciżbę podążającą za wozem ciągniętym przez słonie. Jest to gest, który przypomina Mehcie scenę, jaką już wcześniej nam pokazał: mężczyzna w barze obrzucający pieniędzmi ulubioną tancerkę.

Mehta nie pozwala historii zamknąć się tą sceną. Niestrudzony, odszukuje byłego kupca kilka miesięcy później, by przekonać się, jak odnalazł się w mniszym życiu. Podeszwy jego stóp są „popękane, pełne odcisków i blizn, poczerniałe” od wędrowania z wioski do wioski. Ale jego serce, jak twierdzi, odczuwa spokój.

Z całą pewnością trudno mieć spokój w sercu, kiedy odwiedza się to obezwładniające miasto. Niedawno spędziłem pół roku na południu Indii, ale to właśnie te kilka dni w Bombaju pozostaje szczególnie żywe, niezapomniane. Pamiętam popołudniowe niebo zamglone od zanieczyszczeń niczym o przedwcześnie nadchodzącym zmroku; ulice, parki, autobusy i chodniki zapchane ludźmi – świętymi mężami, żebrakami, kalekami, krykiecistami, domokrążcami sprzedającymi każdy możliwy artykuł żywnościowy lub użytkowy; niewyobrażalnie gęsto zabudowane miasta szałasów; zapach ludzkich odchodów, gnijących owoców, spalin, potu i perfum; warstwę tłustego kurzu, który nagle pokrywa wszystko, nawet wewnątrz domu. To było porażające, paraliżujące, niemożliwe do ogarnięcia.

Wieczorem, wracając do hotelu uniwersyteckiego, gdzie mieszkałem, wyglądałem przez okno samochodu, pokryte brudem jak wszystko wokół. Minęliśmy płaski wóz, pchany i ciągnięty przez tuzin pochylających się głęboko w wielkim wysiłku mężczyzn ubranych w długie do kolan białe kurty. Nagle zrozumiałem, że to kondukt żałobny. Na wozie spoczywało martwe ciało, spowite girlandami białych kwiatów. To była transcendentna chwila, żałość konduktu złagodzona kwiatami, dotyk piękna pośród brudu i mroku.

„Maximum City” – bez upiększeń i sentymentów, ale właśnie dzięki swej zapierającej dech w piersiach zuchwałości i rozmachowi – jest prawdziwym peanem na cześć tego niemożliwego miasta: jest girlandą Mehty dla Bombaju.

Tłumaczenie Marta Bręgiel-Benedyk

Artykuł ukazał się w „Harper’s” (luty 2005).

Suketu Mehta będzie gościem szóstego dnia Festiwalu. 27 października spotkanie z pisarzem poprowadzi Urvaschi Butalia.

Suketu Mehta urodził się w Kalkucie w 1963 r., a dorastał w Bombaju i Nowym Jorku. Ukończył Uniwersytet Nowojorski, gdzie obecnie wykłada dziennikarstwo, oraz  Writers’ Workshop na Uniwersytecie Iowa. Publikował między innymi w „The New Yorker”, „The New York Times Magazine”, „National Geographic”, „Granta”, „Harper’s Magazine”, „Time”. W 2004 r. ukazała się jego pierwsza książka „Maximum City: Bombay Lost and Found” (polskie wydanie „Maximum City. Bombaj”, wyd. Namas 2011), za którą otrzymał Nagrodę Kiriyama oraz Nagrodę Hutch Crossword. Został też finalistą Nagrody Pulitzera (2005) oraz nagród Lettre Ulysses, BBC Four Samuel Johnson i Guardian First Book. Za dorobek literacki Mehtę uhonorowano nagrodami Whiting Writers, Nagrodą O. Henry’ego oraz New York Foundation for the Arts Fellowship. W 2007 r. przyznano mu stypendium Guggenheima, dzięki któremu rozpoczął pracę nad kolejną książką poświęconą współczesnym nowojorskim imigrantom.

ADAM HOCHSCHILD rozpoczął karierę dziennikarską jako reporter „San Francisco Chronicle”. Publikował m.in. w „The New Yorker”, „Harper’s”, „The Atlantic” oraz „The New York Times Magazine”. W 2005 r. jego książka „Bury the Chains” znalazła się w finale National Book Award, a także zdobyła L.A. Times Book Prize. Za swoje publikacje prasowe Adam Hochschild był nagradzany m.in. przez Overseas Press Club i Society of Professional Journalists. Wykłada dziennikarstwo w University of California, w Berkeley. Współpracuje z BBC, a także prowadzi warsztaty doskonalące dla dziennikarzy w Stanach Zjednoczonych, Południowej Afryce i Indiach. Niedawno w Polsce ukazała się jego książka: „Duch króla Leopolda”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]