Pochwała ciała

W imię jakich racji kontakty z Bogiem zredukowaliśmy do intelektu oraz intelektualnie przetrawionych emocji?
Czyta się kilka minut

Swego czasu podpatrzyłem na modlitwie kogoś, kto uchodzi za osobę pobożną. Człowiek ten, klęcząc przed drewnianą figurą Jezusa, nie wypowiedział nawet jednego słowa, tylko w skupieniu obejmował rękami Jego stopy. Była późna, chłodna jesień, sanktuarium położone jest na otwartym terenie, więc cała scena wyglądała tak, jakby modlący się ciepłem swoich dłoni ogrzewał zmarznięte palce i kostki Zbawiciela. Potem dowiedziałem się, że figurę wykonano z oliwki rosnącej na Górze Oliwnej.

Człowiek stworzony został w całości i jako osobowa całość jest najpiękniejszym wyrazem Bożej chwały na ziemi. Ale dowodem tej chwały są też wszystkie poszczególne części naszego ciała, wszystkie segmenty naszej psychiki - dlatego że istnieją, żyją i funkcjonują w obrębie indywidualnej harmonii zwanej organizmem. W naturze człowieka nie ma (i z definicji być nie może) takiego elementu, który by egzystował poza relacją dziękczynienia. Dotyczy to także naszych zmysłów. Cześć Bogu oddawać można wszystkimi pięcioma - również przez dotyk.

Wyrazem tej pierwotnej wiedzy jest instynkt małego dziecka, dla którego wszelkie wrażenia klasycznie sensualne: chwytanie i dotyk, chłonięcie niezrozumiałych dźwięków, kolorów i zapachów, stanowią pierwszy wyraz fascynacji otaczającym go światem. Wiedzą też o tym ludy plemienne, dziedziczące prastare sposoby kontaktu ze światem nadprzyrodzonym. Znajomy misjonarz z Australii opowiadał mi, że gdy w świeżo objętej przezeń kaplicy zapowiedział Aborygenom, że będzie ich nauczał o życiu i zbawiennej męce Chrystusa, usłyszał: "Lepiej popatrzmy na krzyż i zaśpiewajmy".

Ktoś mógłby powiedzieć, że my, ludzie Zachodu, wyrośliśmy już z podobnych form poznawania Boga. Zastrzeżenie to jest jednak zasadne tylko o tyle, o ile nie zakłada przeciwstawiania zmysłów rozumowi. Ortodoksyjne chrześcijaństwo nigdy tego nie czyniło; nauka Kościoła wręcz głosi, że jedno wspiera drugie. W imię jakich więc racji kontakty z Nim w praktyce zredukowaliśmy do intelektu oraz intelektualnie przetrawionych emocji?

Wcielenie, centralne wydarzenie historii zbawienia, to najmocniejszy z możliwych wyraz afirmacji materialnego świata. Wcielony Bóg nie tylko poniósł zań ofiarę życia, On też pozostaje w nim nieustannie obecny poprzez sakramenty, które dają zbawienie duszy i ciału człowieka.

Święty Lucjan Męczennik z Antiochii swoją ostatnią Eucharystię, odprawioną w celi rzymskiego więzienia, celebrował z uczniami - z braku stołu - na własnym ciele: "Stołem wam będzie moja pierś, świątynią zaś będziecie wy sami". Lucjan, Ojciec Kościoła i teolog, doskonale wiedział, że ciało żyjącego człowieka to najbardziej godny obiekt, by odprawiać na nim tajemnice Paschy Chrystusa. Prowadzeni tą samą intuicją księża, więzieni w stalinowskich łagrach i hitlerowskich kacetach, na własnych dłoniach konsekrowali przemycony zza drutów chleb i wino.

"To nie człowiek zastępuje ołtarz. To ołtarz jest symbolicznym zastępowaniem człowieka, który cały ma być ołtarzem Boga" - usłyszałem od pewnego zakonnika. Tę właśnie myśl wyrażają katolickie i prawosławne ryty tzw. dedykacji ołtarza, naśladujące obrzęd inicjacji chrześcijanina: ołtarz skrapia się wodą jak chrzczonego człowieka, namaszcza krzyżmem jak bierzmowanego, wreszcie nakłada biały obrus, ustawia świece i celebruje się na nim pierwszą Eucharystię - podobnie jak świeca i biała szata są nieodzownymi akcesoriami pierwszej komunii.

Własnym ciałem służymy Bogu także wtedy, gdy oddajemy je drugiemu człowiekowi. "Tym pierścieniem cię poślubiam (...) i moim ciałem cześć ci oddaję" - tymi słowami przysięgał swojej wybrance narzeczony w XVI-wiecznej, jeszcze katolickiej Anglii.

Postawa afirmacji ciała i materii już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa wzbudziła sprzeciw ludzi pozostających pod wpływem manichejskiej doktryny dobra i zła, które walczą o panowanie nad światem. W oczach chrześcijańskich manichejczyków pierwiastek zła wyrażał właśnie to, co cielesne i materialne. "Skażoną" materię przeciwstawiano więc "dobremu" duchowi. Przekonanie to zostało uznane za niezgodne z nauką Kościoła już przez świętego Augustyna; kropkę nad "i" postawił w 1312 r. sobór w Vienne, uroczyście potwierdzając komplementarność duszy i ciała. Psychofizyczną jedność człowieka przedstawia też liturgia: jej wyrazem jest chociażby wpuszczanie przez celebransa okruchu ciała Chrystusa do kielicha z Jego krwią, co dokonuje się tuż przed komunią.

Jednak echa manichejskich poglądów pod różnymi nazwami przetrwały w chrześcijaństwie na przestrzeni całej jego historii, aż do dziś. I chyba trudno się temu dziwić. Tendencje do polaryzowania obrazu świata i przeciwstawiania materii duchowi znajdują uzasadnienie w psychice człowieka. Wielu z nas zwyczajnie nie mieści się w głowie, że Bóg mógł uniżyć się do tego stopnia, by wcielać się w pokarm dla człowieka. I to w pokarm jak najbardziej realny, podlegający biologicznym procesom trawienia. A jednak taka właśnie jest Jego wola. Bóg pozwala nam siebie dotykać, a nawet zachęca nas do tego mówiąc: bierzcie i jedzcie! Bierzcie i pijcie!

To zachęta do prawdziwego, nieudawanego jedzenia i picia. Pierwsi chrześcijanie bez ceregieli łamali chleb, czyli ciało Chrystusa, my natomiast, przyjmując je w postaci opłatka, gryziemy i przeżuwamy je przed połknięciem, gdyż tak działa ludzki organizm. Jeszcze do niedawna katechizmy instruowały nas, by komunię połykać bez naruszania zębami opłatka, ale te wskazówki brały się z opacznego rozumienia, do czego służy przeistoczony pokarm życia. On właśnie po to jest, by go smakować - inaczej skąd byśmy wiedzieli, że Pan jest "dobry jak chleb"?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 43/2011