„Bezprecedensowy akt dywersji wymierzony w bezpieczeństwo państwa polskiego i jego obywateli” – tak premier Donald Tusk nazwał wysadzenie w powietrze fragmentu torów kolejowych między Warszawą a Lublinem. W katalogu zdarzeń z ostatnich kilkunastu miesięcy, które można nazwać dywersją, istotnie nie mieliśmy jeszcze eksplozji podłożonego ładunku wybuchowego.
Było za to podpalenie hali targowej przy ulicy Marywilskiej w Warszawie, dwa inne pożary składów budowlanych, w stolicy i w Radomiu, udaremniona przez służby próba podpalenia fabryki farb we Wrocławiu oraz ładunek wybuchowy z zapalnikami, przechwycony w przesyłce kurierskiej. Wszystkie te akty prowadzący dochodzenia wiążą z działaniami osób zwerbowanych przez obce służby. W kilku przypadkach śledczy mówią po prostu – mamy do czynienia z robotą na zlecenie służb rosyjskich. Możliwe, że o innych przypadkach po prostu nie wiemy, bo dla dobra śledztwa nie podano ich do publicznej wiadomości.
Opanowanie. Tego nam potrzeba
To nie przypadek, że w wypowiedziach ekspertów od bezpieczeństwa o ostatnim akcie dywersji brak odwołań do Moskwy, Mińska czy innych ośrodków władzy. Mowa jedynie o działaniach inspirowanych przez państwa, które Polskę uważają za swojego wroga. Nie chodzi oczywiście o dyplomatyczną kurtuazję, lecz o zachowanie spokoju. To, czego bowiem w tej chwili potrzeba nam najmniej, to przedwczesne wyroki.
Powiedzmy to jasno: jeśli komuś mogło zależeć na wysadzeniu w powietrze torów kolejowych na jednej z tras prowadzących ku naszej wschodniej granicy, to zapewne Rosji. Nie zaszkodzi jednak zaczekać na wyjaśnienia śledczych. W ten sposób wytrącimy Kremlowi z ręki ulubiony argument o polskiej opinii publicznej zaślepionej rusofobią. Trudniej mu będzie także „przesądzać” w social mediach o winie Ukraińców, którzy rzekomo mieliby dopuścić się tej dywersji, by wciągnąć Polskę w „nie naszą wojnę”. Ktokolwiek to zrobił, zostanie złapany i surowo ukarany.
Czujność. To nam pomoże
Jesteśmy bowiem „w stanie przedwojennym” – to już cytat z wypowiedzi szefa polskiego sztabu generalnego, generała Wiesława Kukuły. Brzmi poważnie, ale w tych słowach nie ma emfazy, jest raczej apel o otrzeźwienie. Oczywiście, nikt z nas nie chce żyć w świecie, w którym w powietrze wylatują tory kolejowe, ale ucieczka od rzeczywistości, którą preferuje spora część naszego społeczeństwa, nie uchroni nikogo przed zagrożeniami. Może jedynie przyspieszyć ich dalszą eskalację.
Dlatego warto – bez popadania w paranoiczne poczucie zagrożenia – przejść na nieco wyższy poziom czujności. Eksperci od bezpieczeństwa radzą, aby nie wahać się ze zgłaszaniem służbom nawet sygnałów pozornie błahych, jak dziwne oznaczenia nasmarowane kredą na elementach infrastruktury gazowej lub energetycznej czy nagły skok apetytu dalszych znajomych na informacje dotyczące naszej pracy – o ile oczywiście ma ona związek z bezpieczeństwem, infrastrukturą lub dostępem do danych wrażliwych. Widzisz coś nietypowego? Reaguj.
Dajmy sobie prawo do błędu. Zgłoszenie uzasadnionych podejrzeń nie jest nigdy przesadą, a tym bardziej donosem. Nie przesądza też o niczyjej winie.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















