PiS bez Ziobry

Z perspektywy Komitetu Politycznego PiS rzecz wydaje się taka prosta - wyrzucenie Zbigniewa Ziobry, Jacka Kurskiego i Tadeusza Cymańskiego da się bez problemu przegłosować miażdżącą większością.
Czyta się kilka minut

Łatwo też przychodzi znalezienie wyjaśnień - "osłabiają partię...". Rzecz w tym, że ten zarzut równie dobrze można postawić Jarosławowi Kaczyńskiemu. Jedną z podstawowych zdolności przywódczych jest umiejętność zapobiegania konfliktom i ich rozładowywania, gdy już się pojawią. Tymczasem lider PiS nie podjął żadnego działania wyprzedzającego ewentualne głosy niezadowolenia w partii. Jego przyznanie się do błędów w powyborczym wywiadzie niczego nie rozwiązywało, co najwyżej pobudzało do podobnego, publicznego wyrażania niezadowolenia. Gdy zaś głosy takiego niezadowolenia się pojawiły, prezes nie miał oponentom do zaproponowania niczego, oprócz bezwarunkowej kapitulacji. Podejmowane kroki nie tylko wypychały poza partię jej popularnego wiceprezesa, lecz uczyniły jego ewentualny powrót zupełnie nieprawdopodobnym.

Pierwszy sondaż zdaje się potwierdzać tezę, stawianą przeze mnie na łamach "TP" przed tygodniem - ten konflikt nie jest w dziejach PiS zdarzeniem marginalnym, wpisującym się w cały ciąg nieudanych prób stworzenia "nowej jakości" - od Marka Jurka, przez Polskę Plus, po PJN. Identyczny sondaż, przeprowadzony przez ten sam ośrodek przed rokiem, gdy z PiS odchodziła Joanna Kluzik-Rostkowska, dawał jej potencjalnej partii 1 procent poparcia. Partię Ziobry wskazało teraz 9 proc., wobec 21 proc., które wybierają PiS. To poważny kapitał założycielski, który może pomóc w pozyskiwaniu posłów czy działaczy dla nowej inicjatywy. Co oczywiście nie znaczy, że nie może też zostać roztrwoniony.

Wyborców prawicy czeka teraz konkurencja o ich względy ze strony dwóch sił, które wiele się nie różnią. Konkurencja, której ich elektorat najpewniej wcale nie pragnie. Właśnie z tego powodu nie można się spodziewać, by była to konkurencja zdrowa. W takiej niechcianej rywalizacji przemożna jest pokusa, by wskazywać na drugą stronę jako na "zdrajców" i "ambicjonerów", tylko po to, by w odpowiedzi usłyszeć o "miernotach" czy "sługusach". Wyobrażam sobie, jak cieszą się z tego polityczni oponenci - rozbawienie, które musi być dziś udziałem polityków PO, to najlepszy wskaźnik siódmej z rzędu porażki Jarosława Kaczyńskiego. Tym razem na wewnętrznym froncie.

Fronda Ziobry ma też jednak uboczne skutki - może stanowić memento dla liderów pozostałych ugrupowań. Może np. powstrzymać akcję niszczenia Grzegorza Schetyny przez Donalda Tuska. Ostatnie publiczne wypowiedzi Giertycha i Palikota, starające się podgrzewać spór między premierem a dotychczasowym marszałkiem Sejmu, każą sądzić, że podsycanie wewnętrznych napięć u konkurentów staje się podstawowym narzędziem walki z nimi. Poniekąd wszechwładni liderzy stają się politycznymi bazyliszkami. Ich siłę można całkiem łatwo odwrócić przeciwko nim. Być może się zorientują, jak łatwo wpaść tu w pułapkę.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 46/2011