Premier Tusk wstrzymał prace nad zmianą funkcjonowania Państwowej Inspekcji Pracy. Kierunek zmian proponowanych przez resort rodziny i pracy mu nie odpowiada. Nie może być tak, rzecze premier, że los przedsiębiorców zależeć będzie od widzimisię urzędników.
Ciekawe to zdanie w ustach kogoś, kto pełniąc funkcję de facto urzędniczą, właściwie codziennie podejmuje decyzje wpływające na życie milionów Polaków, ale nie czepiajmy się słów. Reforma PIP, którą proponowała szefująca resortowi pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, była istotnie bardzo odważna i nic dziwnego, że wznieciła obawy wśród przedsiębiorców, a nawet części pracowników.
Co zakładała reforma Państwowej Inspekcji Pracy
Największe kontrowersje budził zapis nadający inspektorom PIP uprawnienia do zamiany tzw. elastycznych form zatrudnienia (głównie umów-zleceń i kontraktów B2B) w umowę o pracę. Taka decyzja wchodziłaby w życie z dniem ogłoszenia, w dodatku niosąc ze sobą skutki wsteczne w postaci doliczenia nieodprowadzonych składek na ZUS. Przedsiębiorca mógłby się od niej odwołać do sądu, ale na wyrok poczekałby mniej więcej tyle samo, ile dziś czekają nieliczni pracownicy, którzy sądownie domagają się zmiany umowy śmieciowej na etat. Czyli średnio ponad trzy lata.
Do rządu ruszyły więc procesje przedstawicieli tzw. środowiska pracodawców, apelując o spiłowanie nowych zębów PIP. Resort pracy pod presją, częściowo uzasadnioną, rezygnował z kolejnych punktów. Wyrzucono przede wszystkim zapis o składkach naliczanych wstecz, który faktycznie mógł położyć na łopatki niejedną firmę, ale lobby przedsiębiorców poczuło, że premier w gruncie rzeczy myśli podobnie, i zagrało va banque. Reforma trafiła do kosza.
Rynek pracy w Polsce: coraz mniej etatów, coraz więcej JDG
Rząd obiecuje, że wróci do tematu, ale to samo obiecywał w trakcie kampanii. Trudno uwierzyć, że w 37. roku gospodarki wolnorynkowej Polska nagle dorobi się inspekcji pracy z prawdziwego zdarzenia. Rząd nie umie wyjść poza paradygmat „wspierania drobnej przedsiębiorczości”, udając, że nie zna danych OECD, które pokazują, że polskie mikrofirmy (nie mylić z małymi i średnimi przedsiębiorstwami) pod względem wydajności ciągną się w ogonie państw rozwiniętych i w coraz większym stopniu stanowią balast dla gospodarki.
Tylko w latach 2020-23 liczba zatrudnionych w Polsce na umowę o pracę wzrosła o ledwie 17,9 tys. W tym samym czasie przybyło aż 161,9 tys. tzw. samozatrudnionych.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















