„Jako Rzeczniczka Praw Dziecka, proszę o poszanowanie prawa do prywatności, godności, ochrony wizerunku dziecka i jego rodziny. Jeżeli chcemy pomagać dzieciom, to zawsze z szacunkiem i, raz jeszcze, godnością do samego dziecka i jego rodziny. Proszę: miejmy na uwadze to, że ta dziewczynka ma rodzinę, życie. A dziś życie jej i jej rodziny poddawane jest powszechnej dyskusji, w której ukazywane są wrażliwe dane. Mówiąc o ochronie, godzi się w ochronę” – napisała na Facebooku Monika Horna-Cieślak (albo osoba odpowiedzialna za prowadzenie jej oficjalnego profilu na FB). Nie był to osobny post, lecz komentarz wklejany pod postami osób udostępniających nasz artykuł „»Perspektywa Sary«: jak rodzice wykreowali 10-letnią córkę na dziennikarkę sejmową”. Nie wszystkich – bo link był szeroko rozpowszechniany w mediach społecznościowych – lecz tych, których bynajmniej nie trzeba pouczać.
Komentarz o takiej treści został wklejony m.in. pod postami pedagożki i ekspertki Instytutu Badań Edukacyjnych, Oli Rodzewicz, która od lat apeluje o ochronę dzieci w internecie i powtarza, że „dziecko to nie kaloryfer, żeby ocieplało czyjkolwiek wizerunek”, czy Konrada Ciesiołkiewicza, prezesa Fundacji Orange, która wraz z Urzędem Ochrony Danych Osobowych wydała niedawno poradnik „Wizerunek dziecka w internecie. Publikować czy nie?”. Pouczona przez RPD została też badaczka Anna Krawczak, współautorka opracowanego przez Interdyscyplinarny Zespół Badań nad Dzieciństwem UW „Kodeksu dobrych praktyk w badaniach z dziećmi”.
Krawczak zapytała rzeczniczkę: „Czy jeśli mówienie o ochronie godzi w ochronę, to milczenie o braku ochrony oznacza zapewnienie ochrony dziecku?”. Nie otrzymała jednak odpowiedzi, lecz kolejny wklejany w wielu miejscach na Facebooku komentarz o treści: „Wiem, czego boi się Sara i wiem, że ten artykuł wzmacnia w niej poczucie lęku. Wiem, bo rozmowa z dzieckiem to podstawa. Znowu w świecie dorosłych tak mało samego dziecka i tego, czego ono potrzebuje”. W jednej z facebookowych dyskusji zdarzyło się jej jednak napisać: „Najpierw zrobię podstawową rzecz: wsłucham się w głos Sary”, więc właściwie nie wiadomo, co Horna-Cieślak zrobiła, ani jaka jest jej wiedza na temat sytuacji dziewczynki.
Dziś rzeczniczka praw dziecka apeluje o poszanowanie prawa do ochrony wizerunku dziecka i jego rodziny, ale sama udzieliła dziewczynce wywiadu już w marcu, legitymizując tym samym przedsięwzięcie „Perspektywa Sary”. Gdy ktoś z komentujących zwrócił jej uwagę, że to rodzice pozbawili Sarę prywatności, rzeczniczka odpisała: „Ojciec pokazał córkę robiącą wywiady z politykami. Kropka. A teraz wie Pani o tym dziecku rzeczy, których nigdy nie powinna Pani wiedzieć”. W rzeczywistości jednak to rodzice upublicznili m.in. informację o diagnozie dziewczynki. Zrobili to zresztą dawno temu, a „Perspektywa Sary” to nie pierwszy ich projekt, w którym upubliczniają prywatność i poważne problemy zdrowotne swojego dziecka. Od kilku lat prowadzą oni bowiem na Facebooku stronę, na której publikują zdjęcia i filmy ukazujące córkę nie tylko podczas terapii i rehabilitacji, ale też podczas snu, u dentysty czy w kostiumie kąpielowym. Rodzice udostępnili też dyplom z danymi dziecka, a także informacje o poradniach psychologiczno-pedagogicznych, ośrodku terapii behawioralnej, przedszkolu, a następnie szkole córki.
Na pierwszym opublikowanym tam filmie widać, jak matka zmusza wówczas czteroletnią córkę do nauki pisania, przytrzymując jej rękę. Na innych – jak przymusza pięcioletnie dziecko do ćwiczeń logopedycznych, przytrzymując obie ręce Sary i siłą odwracając jej głowę, gdy dziewczynka chce spojrzeć w bok. Rodzice upublicznili też film, na którym widać, jak zaczęło się zainteresowanie Sary polityką (przy okazji można poznać nazwisko dyrektorki poprzedniej szkoły dziecka). „Jeszcze raz, tatusiu, wytłumacz Sarze, co to jest władza wykonawcza” – mówi matka. Ojciec próbuje wyjaśnić to wówczas ośmioletniej córce, z kiepskim skutkiem. „Nie wygłupiamy się, to jest ważne” – strofuje Sarę dorosły.
Krytycy RPD po publikacji naszego artykułu wskazywali w mediach społecznościowych, że historia Sary to idealna okazja, by rzeczniczka wydała mocny głos na temat szkodliwości mediów społecznościowych i ochrony dzieci w przestrzeni publicznej. Oraz że Monika Horna-Cieślak tej okazji jak dotąd nie wykorzystała.
Zrobiła to natomiast posłanka Koalicji Obywatelskiej Monika Rosa. W komentarzu do posta profilu facebookowego „Protest z Wykrzyknikiem” polityczka napisała: „Pokazuje [artykuł – red.], jak wiele my, dorośli, musimy się jeszcze nauczyć, jak wiele pracy w budowaniu świadomości społecznej mamy do zrobienia i jak wiele jest jej do zrobienia w instytucjach państwa, jego organach, także w parlamencie. Poza analizą przypadku »Perspektywa Sary«, kontrolą, czy ochrona ze strony właściwych instytucji została zapewniona, potrzebne jest całościowe spojrzenie na wykorzystywanie wizerunku dzieci w sieci oraz pracy dzieci w mediach społecznościowych. Chciałabym, aby zaraz po wakacjach temu tematowi poświęcone było jedno z posiedzeń nowo powstałej Komisji ds. Dzieci i Młodzieży, której przewodniczę”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















