Państwo i Orlen

Operacja ministra skarbu Jacka Sochy w koncernie Orlen sprowadziła się w zasadzie jedynie do przywrócenia standardu, jaki winnien obowiązywać w spółkach giełdowych, według którego posiadacz największej liczby akcji ma większą moc decyzyjną w sprawach firmy niż drobny udziałowiec. Mimo to była potrzebna: Orlen - przedsiębiorstwo o najlepszych w Polsce przychodach - stał się ostatnio nie tylko symbolem politycznego kapitalizmu (kolejne ekipy rządzące taśmowo obsadzały swoimi ludźmi jego władze), ale i nieprzejrzystości uprawiania biznesu w III RP.
Czyta się kilka minut

Okazało się bowiem, że właśnie wbrew zwyczajom i logice, a zgodnie z regułami kapitalizmu kolesiów, władze w Orlenie przejęli w końcu ludzie pracujący - zdaniem nie tylko mediów, ale i niezależnych ekspertów, a w końcu i rynków finansowych - dla, mającego formalnie niewiele ponad 5 proc. akcji, Jana Kulczyka.

Przy okazji jednak pojawia się pytanie o inne standardy: czy rzeczywiście konieczne jest, by autorytet państwa musiał być bezpośrednio - a nie poprzez jedynie wymiar sprawiedliwości - angażowany w było nie było rozgrywkę o kasę choćby i w największych firmach? Głównym argumentem podjęcia “Operacji Orlen" było tzw. bezpieczeństwo energetyczne państwa. Tyle że Orlen zajmuje się jedynie “przerobem ropy naftowej na szeroki asortyment produktów takich jak: benzyny bezołowiowe, olej napędowy, olej opałowy, paliwo lotnicze, tworzywa sztuczne i wyroby petrochemiczne" (tak definiuje swą działalność sama spółka) oraz prowadzeniem sieci stacji benzynowych. Prawda, że robi to na dużą skalę, ale równie skutecznie państwo może dbać o swe interesy w sferze paliwowej przez precyzyjne prawo dotyczące bezpieczeństwa energetycznego. Doświadczenie innych krajów pokazuje też, że zamiast próbować utrzymać kontrolę nad jak największą grupą przedsiębiorstw przetwarzających paliwo, wystarczy zapewnić sobie choćby nadzór nad liniami przesyłowymi. Co gorsza ostatnio krążyć zaczął na nowo pomysł wprowadzenia do kodeksu spółek handlowych tzw. złotej akcji (i takiegoż weta), czyli umożliwienia resortowi skarbu kontroli nad decyzjami firm, które będą miały nieszczęście zostać uznane za strategiczne dla interesów państwa. Lista taka powstałaby zapewne wedle kryteriów tyleż dowolnych, co mocno propagandowych - a jej pojawienie się oznaczałoby już bez wątpienia kolejną falę pokus korupcyjnych dla polityków i urzędników.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 33/2004