Pana Boga za rogi

Udało się. Dostała. Dziewięć i pół metra.
Czyta się kilka minut
 /
/

Teraz to będą żyły, „po domowemu”: ona i córka. Wcześniej hotelowy pokój musiały dzielić z siedmioma innymi robotnicami. A teraz, nawet miejsce w kuchni będzie miała najlepsze – przy oknie. W latach 60. w Leningradzie mieć osobny pokój to przecież luksus. „Sama jestem sobie panią” – myśli Antonina.

A trzy sąsiadki z komunałki to już babcie, nie ma co się ich bać. „Tylko postaw się, niech nie myślą, że są gospodyniami” – radzi koleżanka. Ale jak Tonia ma się postawić? Ona, z Małych Połowiec, będzie ustawiać arystokratki leningradzkie? No dobrze, tylko jedna z nich zna francuski, ale wszystkie przeżyły blokadę. 900 dni, czyli prawie dwa i pół roku. Jadły, co znalazły. Straciły mężów, dzieci. Pamiętają, że to jak wczoraj.

Antonina pierze ich bieliznę w wielkich garach. Gotuje im, stoi w kolejkach: to za olejem, to za mąką. I to wszystko po zmianie w fabryce. A fabryce zawdzięcza i pokój, i wózek dla córki. Jak będzie chciała, to dostanie też żłobek, przedszkole, a później kolonie. Bo „dziecko jest nasze, fabryczne. Wspólne, znaczy się. Dla władzy nie ma pasierbów”. Ale Tonia nie chce żłobka. Babcie, sąsiadki z komunałki, we trzy wychowują Siuzanoczkę. Nieźle mieć trzy niańki. Tylko córkę widzi rzadko. Skończyła sześć lat i nadal nic nie mówi. Jest niemową, niemotą. A tak poza tym to Tonia wszystko ma. Pana Boga za rogi złapała, jak by powiedziała moja przyjaciółka.

Jeleny Czyżowej nie poznalibyśmy, gdyby nie tłumaczka, Agnieszka Sowińska. Ona przekonała Czarne do wydania „Czasu kobiet”. To pierwsza powieść autorki przetłumaczona na język polski. Wygrała rosyjskiego Bookera w 2009 roku, teraz walczy w finale „Angelusa”.

Język Czyżowej jest prosty, nie ma zbędnych pióropuszy formy, popisów słownych. W tej prostocie czai się beznadzieja, niczym w domowym piecu biesy („Nie patrz w ogień! Tylko biesy cieszysz”). Jak u Czechowa. Nie ma najmniejszej szansy, że będzie lepiej. Tylko Krzywda albo Prawda. Bo to one, według Czyżowej, rządzą światem. Nie dobro i zło – to dawałoby jeszcze jakąś nadzieję. U Czyżowej może wygrać albo „pamiętliwa Krzywda”, albo „straszliwa Prawda”. Nikt nie protestuje, nikt nie narzeka.

Tylko przed samą śmiercią Antonina marzy: „tak właśnie wygląda raj. Jak w telewizorze. Ludzie już całkiem inni. Nie tacy jak my. Dobrzy, odświętni. Idą do pracy i wszystko u nich dobrze. I w domu po ludzku”. Marzy o tym, że kiedy wreszcie nastanie prawdziwy komunizm, i nie będzie już pieniędzy („Wszystko, obiecali, będą dawać za darmo. Kto tylko ile zechce”), to w każdym domu będzie stała maszyna, która sama upierze bieliznę.

„– I gdzie to niby postawią?

– No – Antonina spojrzała na domek z kartonu – może w kuchni?”.

Jelena Czyżowa, Czas kobiet, tłum. Agnieszka Sowińska, Czarne, Wołowiec 2013

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 42/2014

Artykuł pochodzi z dodatku Angelus 2014