Oxfam: kwestia proporcji

Coraz częściej słychać zarzuty pod adresem pracowników międzynarodowych organizacji humanitarnych.
Czyta się kilka minut
 / ANDRES MARTINEZ CASARES / REUTERS / FORUM
/ ANDRES MARTINEZ CASARES / REUTERS / FORUM

Po tym, gdy okazało się, że w 2011 r. – podczas akcji pomocy Haiti po trzęsieniu ziemi – kilku pracowników Oxfamu korzystało z usług lokalnych prostytutek, na organizację posypały się gromy. Władze brytyjskie zapowiedziały, że do wyjaśnienia sprawy wstrzymają Oxfamowi dotacje publiczne. Save the Children i Lekarze bez Granic (MSF), być może chcąc uprzedzić krytykę z zewnątrz, natychmiast ujawniły, że w 2017 r. prowadziły wewnętrzne dochodzenia ws. kilkudziesięciu przypadków molestowania seksualnego.

Tyle usłyszał świat. Dopiero po kilku dniach Mark Goldring, prezes Oxfamu, podzielił się z „Guardianem” swoimi wątpliwościami. Nie kwestionując winy swoich pracowników, pytał: „Co takiego zrobiliśmy? Mordowaliśmy dzieci w kołyskach?”; narzekał, że skala medialnych ataków przekroczyła wszelkie proporcje. Krytycy mogą odczytać tę rozmowę jako próbę obrony reputacji Oxfamu. Ale rację mogą mieć też ci, którzy podnoszą alarm, że odbieranie dotacji publicznych najbardziej szkodzi tym, do których pomoc humanitarna jest kierowana. Ponadto, po każdej takiej decyzji politycznej z wpłat wycofują się darczyńcy prywatni – a zaangażowanie wolontariuszy jest często warunkiem istnienia takich instytucji.

Działalności humanitarnej (na Zachodzie przedstawianej czasem w mediach jako np. wynagradzanie krzywd z czasów kolonialnych) od zawsze towarzyszy szczególnie mocny wymóg nieposzlakowanej opinii – niedobrze jednak, gdy przesłania on zdrowy rozsądek. Piętnować trzeba każde zło, czy jednak czyny kilku osób rzeczywiście powinny prowadzić do zamykania całych projektów pomocowych? To zasadne pytanie – tym bardziej że po skandalu w 2011 r. Oxfam, o czym media wspominają już rzadziej, rozstał się z jego bohaterami (w tym szefem misji na Haiti) i uruchomił procedury powiadamiania o nieprawidłowościach (obecne zarzuty dotyczą tego, że organizacja nie powiadomiła opinii publicznej o powodach tych zwolnień). ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 9/2018