Ostatnio

Jeszcze do niedawna zdarzały mi się chwile niepohamowanej ciekawości, pragnienie, żeby za jakieś 30, 50, 70 lat wychylić na chwilę głowę z jakiegoś nieokreślonego "tam" i zobaczyć na własne oczy, co się dzieje tutaj. Czego uczą się dzieci w pierwszej klasie, czy są jeszcze lodowce i tropikalne lasy, czy zwalczono raka, czy ktoś chodzi do kościołów, meczetów i innych świątyń, czy pisze się jeszcze książki, jaki jest układ sił w Europie i Azji, i czy ten podział jeszcze istnieje, czego ludzie pragną, czego się boją?...
Czyta się kilka minut

Ostatnio czuję dziwny brak zainteresowania i nie wydaje mi się, abym kiedykolwiek chciała wychylać głowę skądkolwiek. Może jest to dezaprobata dla chaosu, trywialności, dla niezrozumiałych kryzysów, niepojętych przekrętów, dla zajadłości, nienawiści, masakr w szkołach, aktów okrucieństwa, dla wirtualu i dla realu, dla całego kierunku, w jakim toczy się nasz światek. A może to jest po prostu starość.

Przełomy

Telewizyjne Kino Polska przypomniało piękny serial Wajdy "Z biegiem lat, z biegiem dni", opisanie przełomu XIX i XX wieku przez ówczesnych autorów i współczesnych aktorów Teatru Starego. C.K. Kraków, szok modernizmu, straszni mieszczanie i "filistrzy" ze swoją hipokryzją i zakłamaniem, straszne emancypantki i przedstawiciele bohemy ze swoją egzaltacją i histerią, niby wszystko straszne, ale jakieś poczciwe, wzruszające, z sentymentalną łezką. I ludzie - mimo swoich antagonizmów i sprzeciwów - jakby bardziej się wtedy lubili i bardziej sobie ufali.

Minęło niemal dokładnie sto lat. Drugi przełom, ten z XX na XXI wiek - był dla nas niezwykle łaskawy. Odzyskanie wolności, demokracja, NATO, Unia, cywilizacyjny awans. Na przekór tym pomyślnościom, sami jakby coraz mniej się lubimy i mniej sobie ufamy. Aluzje, sugestie, oskarżenia, obelgi, niechęć, nieufność, nienawiść, na szpaltach, na stronicach książek, na ekranach telewizyjnych, w sali sejmowej, w salach odczytowych, nawet w niektórych kościołach... Tak jakby ktoś nas zaraził złym wirusem, jakby ktoś nam podsunął trutkę.

No właśnie, kto?

Gabon

W Gabonie, o którym ostatnio trochę się u nas mówiło, byłam w roku 1961, w czasie pierwszej afrykańskiej podróży. W tym pięknym kraju, w jego piętrowych lasach rośnie cenne drzewo okoumé, przypominające mahoń. Robi się z niego wytworne meble. Do portu, z którego rozwożą je po świecie statki wielu bander, spływa ono rzekami, powiązane w ogromne tratwy. Kraj jest spokojny, rzadko trafia na pierwsze strony gazet, bo niewiele tam wewnętrznych konfliktów.

Być może właśnie w tym momencie - w niedużym, schludnym, podobnym do ogrodu Libreville, które jest stolicą kraju - stoją sobie na targowisku dwaj Gabończycy.

- Wiesz - mówi jeden z nich - podobno daleko, daleko na północy jest taki kraj, w którym kierownicy państwa nie mogą się porozumieć, bo mówią w zupełnie innych językach. To jest, zdaje się, zupełnie dziki kraj. Nie pamiętam, jak się nazywa, ale chyba zaczyna się na pe.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 13/2009