Olaf Scholz i najważniejsi ministrowie niemieckiego rządu przybyli 2 lipca do Warszawy, aby wziąć udział we wspólnych międzyrządowych konsultacjach. Oczekiwania były spore, bo w takim formacie rządzący z Warszawy i Berlina spotkali się ostatni raz sześć lat temu. Wówczas za Odrą stery państwa wciąż trzymała Angela Merkel, a w Polsce w najlepsze trwały rządy Zjednoczonej Prawicy; premierem był Mateusz Morawiecki. Potem, z powodu antyniemieckiej retoryki poprzedniego rządu, formułę tę zawieszono.
Oczekiwania były wielkie
Gdy do wspólnych obrad wraca się po tak długiej przerwie, wywołuje to naturalne oczekiwania. I pewnie dlatego większość mediów gromadnie podchwyciła nieoficjalną informację, opublikowaną przez monachijski dziennik „Süddeutsche Zeitung” na dwa dni przed konsultacjami: z ustaleń dziennika miało wynikać, że Scholz ogłosi w Warszawie konkrety finansowego wsparcia dla żyjących polskich ofiar II wojny światowej.
Publikacja „SZ” bardzo nadmuchała emocje przed spotkaniem. Taka deklaracja mogłaby być niemiecką odpowiedzią na żądania reparacyjne, którymi obóz Zjednoczonej Prawicy stale atakował Berlin.
Tym większe było zatem rozczarowanie, gdy jedyne, co przedstawił niemiecki przywódca w tej sprawie, to stwierdzenie, iż Niemcy „będą starały się” coś tutaj zrobić. Również w „polsko-niemieckim planie działań”, który opublikowano przy okazji konsultacji, jest mowa tylko o „intensywnym dialogu” na rzecz wypracowania wsparcia dla wciąż żyjących ofiar.
Temat nie zniknie ze stołu
Brak konkretu w kwestii zadośćuczynienia za niemieckie zbrodnie nie pozwala mówić o jakimś nowym otwarciu w relacjach polsko-niemieckich. Poprzedni polski rząd sprawy historyczne postawił w relacjach polsko-niemieckich na pierwszym miejscu. Używał ich przede wszystkim na potrzeby wewnętrzne, aby antyniemiecką retoryką atakować opozycję i mobilizować swój elektorat.
Sprawa reparacji/zadośćuczynienia urosła w Polsce do takich rozmiarów, że teraz nie da się jej po prostu schować do szuflady, bo przecież PiS już nie rządzi. O nowym rozdziale w relacjach polsko-niemieckich będzie można mówić tylko wtedy, gdy na stole pojawi się konkretna propozycja w tej sprawie, a nie tylko zapewnienia, że ktoś się będzie starał. Takie deklaracje są tym bardziej rażące, gdy wziąć pod uwagę, że wciąż żyjący świadkowie niemieckiej okupacji to osoby bardzo wiekowe. Nie wiemy, jak długo będą jeszcze z nami.
Wobec rosyjskiego zagrożenia
W ramach warszawskich konsultacji rozmawiali nie tylko kanclerz Scholz z premierem Tuskiem, ale także ministrowie najważniejszych resortów z obu państw. To ważne, żeby politycy sąsiadujących ze sobą krajów dobrze się znali i rozmawiali ze sobą, a nie o sobie. W szczególności, że w kwestii najważniejszej, czyli wspierania Ukrainy i umacniania NATO oraz Unii Europejskiej na wypadek dalszej eskalacji wojny rosyjsko-ukraińskiej – czy też niekorzystnego dla nas jej przebiegu – współpraca Polski i Niemiec jest kluczowa. I bardzo dobrze, że w tych fundamentalnych tematach oba rządy ucierają wspólne stanowiska.
Żeby jednak polskie społeczeństwo uwierzyło w siłę tego sojuszu, politycy najpierw muszą poradzić sobie z historią.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















