O czekaniu w czasie

Człowiek nie spotyka się z Bogiem, chociaż uparcie krąży wokół miejsca spotkania. Niby czeka, zawiadomił, że przyjdzie, odwołał nawet inne spotkania, ale jak długo mierzy czas, spotyka jedynie swoje czekanie...
Czyta się kilka minut

“Bóg i ludzkość - pisze Simone Weil - są jak para zakochanych, która pomyliła się co do miejsca spotkania. Każde z nich przyszło przed umówioną godziną, ale każde gdzie indziej, i teraz czekają, czekają, czekają. On stoi bez ruchu jak wrośnięty w ziemię przez całą wieczność czasu. Ona jest roztargniona i niecierpliwa. Biada jej, jeśli znudzi się czekaniem i odejdzie! Bo te dwa różne miejsca, na których stoją, są tym samym miejscem w czwartym wymiarze...".

Czekanie jest zawieszone w czwartym wymiarze - w wymiarze czasu... Nie ma czekania, jeśli nie ma czasu. Ci, co nie mają czasu, nie czekają. Jeśli przyjąć za arystotelesowsko-tomistyczną tradycją, że czas to mierzenie ruchu według tego, co przed i po, czekanie wygląda ku temu, co p o. Czekamy, aż coś nadejdzie, aż ziści się to, ku czemu kierują się nasze pragnienia, bądź też skończy się bolesna obecność czegoś, co niezmiernie nam już doskwiera i od czego ze wszech miar chcielibyśmy się wyzwolić. “Oby już nadeszło" - wzdychamy z utęsknieniem; “oby się skończyło" - powtarzamy, próbując przesuwać wzrokiem wlokące się mozolnie wskazówki zegara. Czekanie bywa radosne i pełne nadziei, bywa też nieznośne. Niezależnie natomiast od nastroju, jaki towarzyszy przeżywanym przez nas chwilom, w czekaniu tkwi jakieś napięcie pomiędzy obecną a upragnioną chwilą, czekanie zawsze się - mniej lub bardziej - dłuży.

Z czekaniem wiąże się bowiem zawsze jakaś perspektywa, jakiś horyzont - wciąż odległy, mimo że tak wiele drogi zdołaliśmy już przemierzyć. Jej przemierzanie to nic innego jak właśnie czekanie. “Na nic już nie czekam" - powie ten, dla którego wszystko zamyka się w przed, kto stracił wiarę w to, że cokolwiek się jeszcze może zdarzyć, zmienić, powrócić... Perspektywa zamknięta w samym sobie to brak czekania, brak dystansu, to czas zredukowany do beznadziei i myśli upartych, podpowiadających natrętnie, że lepiej byłoby nie istnieć. Żyjemy “zawieszeni w czasie" - odrzucenie czasu to odrzucenie życia.

Nie czekają jednak także ci, którzy bardzo kochają. Wpatrzeni w ukochanego zatrzymują czas i myśl. Myślenie wymagałoby oderwania od ukochanego, a odmierzanie czasu wskazywałoby na to, że nie są jeszcze u kresu. Tymczasem oni już nie mierzą czasu. W każdej z chwil tkwią bez reszty, czas jest ich, a horyzont przestaje się przesuwać. Trwają, kontemplują, żyją... Perspektywa otwarta na ukochanego to brak czekania, brak dystansu, to czas spełniony, czy raczej wypełniony bez reszty obecnością kogoś, kto wystarcza - to życie czyimś życiem. Tu już ani p r z e d, ani p o nie ma żadnego znaczenia, jest tylko t e r a z. Żyjemy “zawieszeni w czasie" - kiedy chwila otwiera się pełnią tego, czego moglibyśmy pragnąć, chcemy żyć!

Jeśli zaś ani beznadzieja, ani też kontemplacja nie jest naszym udziałem, to czekamy, czekamy, czekamy... Czas Adwentu zdaje się nas zapraszać do tego, byśmy czekali. Zaprasza do tego, by się zatrzymać, bo czas to czwarty wymiar - biegnąc wcale nie osiągniemy szybciej upragnionego celu. Pośpiech zdaje się skracać odległość jedynie w trzech wymiarach. Czwartego nawet nie dotyka. Czas Adwentu przypomina nam, że ostatecznie czekamy na Kogoś, a może jeszcze bardziej, że Ktoś na nas czeka.

W Bogu nie ma czasu, czekanie na człowieka “ściąga" Boga na ziemię. Dla człowieka wszystko dzieje się w czasie, czekanie na Boga kieruje go ku wieczności. Czekanie na Boga pozwala odkryć, że nasz czas jest wstępem ku wieczności, w której nigdy już nie będziemy na nic czekać.

Jeśli ludzkie czekanie na Boga ma mieć sens, musi być przepełnione wiarą, że Bóg czekał pierwszy. Czekanie Boga jest pewne, jest wyborem Stwórcy, który nie zmienia miejsca ani decyzji, który Jest. Jest Tym, który Jest. Jego Obecność jest obecnością t e r a z, nie zmienia się, bo nie przemija. Ludzkie czekanie na Boga jest - jak wszystko, co “zawieszone w czasie" - zmienne i chwiejne. Człowiek bywa dla Boga “czasowo niedostępny" - obecny fizycznie, ale nieobecny duchem. Nie spotyka się z Bogiem, chociaż uparcie krąży wokół miejsca spotkania. Niby czeka, zawiadomił, że przyjdzie, odwołał nawet inne spotkania, ale jak długo mierzy czas, spotyka jedynie swoje czekanie... Czekanie się dłuży, czas mija, nieobecność doskwiera. Bóg miał być przecież i nie ma Go, jeszcze Go nie ma! To irytujące dla człowieka kupującego kalendarze i precyzyjnie odmierzającego czas. “Jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem" (Koh 3, 1). Bóg jednak jest w niebie - tam nie ma czasu! “To, co jest, już było, a to, co ma być kiedyś, już jest" (Koh 3, 15).

Być może tajemnica spotkania polega na tym właśnie, by porzucić bodaj na chwilę ziemski czas. O ile bowiem istota czekania wskazuje na czwarty wymiar, o tyle istota spotkania z Bogiem zdaje się wykraczać nawet poza czas. Jak inaczej spotkać Boga, który jest wieczny i niezmienny? Czyż nie stając w bezruchu? Wszak czas to mierzenie ruchu wedle tego, co przed i po...

I czym musiałby być ów “bezruch", by adwentowe czekanie Boga spotkało się z ludzkim czekaniem na Boga?

S. dr hab. BARBARA CHYROWICZ jest filozofem i etykiem, profesorem KUL, kierownikiem Katedry Etyki Szczegółowej tej uczelni. Należy do Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Św.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 48/2005